Dla przywódców obu światowych mocarstw stawką są poważne problemy naszej planety. Chodzi o obawy związane z wymykającą się spod kontroli sztuczną inteligencją, globalnymi zaburzeniami w handlu, wojnami na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie.
Ale w politycznych kuluarach szepcze się o politycznych intrygach, bo ani USA, ani Chiny nie darzą siebie zaufaniem. Jonathan Czin, który przez wiele lat zajmował się Xi Jinpingiem w CIA, a obecnie jest ekspertem do spraw Chin w Instytucie Brookingsa, nie ma wątpliwości. — Xi nieco oszukuje Trumpa — przekonuje.
Kiedy w czwartek Xi Jinping przekroczy próg Białego Domu, od jego ostatniej wizyty w Waszyngtonie minie prawie dokładnie 11 lat. Ostatnio witał go tu Barack Obama — 25 września 2015 r. Teraz Donald Trump powitał przywódcę Chin salwą honorową z 21 strzałów armatnich i zorganizuje na jego cześć bankiet państwowy.
Amerykańscy urzędnicy określają tę wizytę jako „historyczną”. Przygotowania trwały od połowy tygodnia. Orkiestra odbywała próby w Ogrodzie Różanym, żołnierze ćwiczyli noszenie flag, a limuzyna prezydencka, przywieziona z Chin, przejechała też próbnie przed zachodnim skrzydłem Białego Domu.
Tunele, lasery i straż. Xi Jinping blefował. Ujawniamy siedem tajnych ośrodków nuklearnych w Chinach
W środę wieczorem Xi został powitany przez Trumpa w bazie Joint Base Andrews z honorami wojskowymi. W czwartek rano odbędą się spotkanie dwustronne i bankiet, a na piątek zaplanowano ceremonię parzenia herbaty oraz wspólną wizytę w Archiwum Narodowym, gdzie wystawiona została Konstytucja Stanów Zjednoczonych. Ta kilkudniowa wizyta państwowa jest już drugim spotkaniem obu prezydentów w tym roku.
Dla przywódców obu światowych mocarstw stawką są poważne problemy naszej planety. Chodzi o obawy związane z wymykającą się spod kontroli sztuczną inteligencją, globalnymi zaburzeniami w handlu, wojnami na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie. Wszystkie te tematy mają znaleźć się w porządku obrad, jak wynika z informacji płynących przed spotkaniem z kręgów rządowych USA. Nikt jednak nie ośmiela się przewidzieć, z jakim celem i jak szczegółowo Trump poruszy poszczególne tematy.
Trump może przeoczyć prawdziwe zamiary Xi
Obserwatorzy uważają również za możliwe, że szczyt zakończy się mało znaczącymi wynikami. — Trumpowi chodzi o dobrą atmosferę — mówi Jonathan Czin, który przez wiele lat zajmował się Xi Jinpingiem w CIA, a obecnie jest ekspertem do spraw Chin w Instytucie Brookingsa.
W przeszłości Trump często chwalił się swoimi rzekomo dobrymi relacjami z Xi. „To zaszczyt być pańskim przyjacielem” — powiedział po wizycie w Pekinie w maju br. Czin wątpi jednak, czy ta przyjaźń jest wzajemna. — Xi nieco oszukuje Trumpa — twierdzi.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Chiński przywódca jest bezlitosny, jeśli chodzi o relacje osobiste. Przykład: wśród chińskich funkcjonariuszy usuniętych na początku tego roku w ramach czystki znalazł się również wiceprzewodniczący Komisji Wojskowej, Zhang Youxia, którego ojciec walczył u boku ojca Xi podczas chińskiej wojny domowej w latach 40. XX w. — To pokazuje, jak mało liczy on na relacje osobiste — mówi Czin.
Niemniej jednak Xi może starać się pozwolić Trumpowi żyć w iluzji dobrych stosunków, ponieważ jak dotąd jest to dla niego korzystne — twierdzi Czin. Prezydent USA rezygnuje z konfrontacyjnego podejścia do Chin. W grudniu ub.r. zezwolił na eksport nowoczesnych chipów komputerowych amerykańskiej firmy Nvidia na rynek chiński.
W przeciwieństwie do swojego poprzednika, Joego Bidena, Trump rezygnuje ze skoordynowanych działań z sojusznikami USA przeciwko Pekinowi i regularnie staje w obronie Xi, mimo że według amerykańskich służb wywiadowczych Chiny pomagają Iranowi, udostępniając mu zdjęcia satelitarne podczas bombardowania amerykańskich pozycji.
Do tego dochodzi fakt, że Xi przywiązuje dużą wagę do przyjaznego traktowania ze strony prezydenta USA.
Chce być traktowany z szacunkiem i jako głowa państwa, która jest równorzędna z Trumpem
— mówi Bonnie Glaser, dyrektor zarządzająca programem Indo-Pacyfiku w German Marshall Fund w Waszyngtonie. Według Glaser obie strony mają jedynie „ograniczone zainteresowanie” wynikami tych rozmów.
Przedłużenie zawieszenia cełW ramach gestu gościnności Xi otrzymuje przedłużenie zawieszenia dodatkowych ceł na import chińskich towarów, które miało obowiązywać do 10 listopada. Amerykański sekretarz skarbu Scott Bessent powiedział w telewizji Fox News, że cła zostały odroczone o kolejne dwa miesiące. Skorzystają na tym zarówno Chiny, jak i Stany Zjednoczone. Jesienią ub.r. Trump i Xi uzgodnili w południowokoreańskim Pusanie ograniczenie amerykańskich ceł na chiński import. W zamian Chiny złagodziły ograniczenia eksportowe dotyczące metali ziem rzadkich.
Trump prawdopodobnie poprosi Xi o ograniczenie importu ropy z Iranu — a chiński prezydent będzie nalegał, by zapowiadany eksport amerykańskiej broni na Tajwan nie doszedł do skutku. W przeszłości Trump wyrażał chęć ściślejszej współpracy z Chinami. Zaproponował na przykład, by Pekin i Waszyngton połączyły siły w ramach „G-2” — co jednak nie spotkało się w Chinach z dużym entuzjazmem.
— Obie strony koncentrują się na wzajemnej rywalizacji — mówi Glaser. Dotyczy to również tak ważnego tematu, jakim jest sztuczna inteligencja. Już przed spotkaniem Trump dał jasno do zrozumienia, że nie dąży do wprowadzenia globalnych regulacji wspólnie z Chinami. „Kto wygra w dziedzinie sztucznej inteligencji, ten wygrywa” — napisał kilkakrotnie w zeszłym tygodniu na Truth Social.
Również Xi nie jest zainteresowany regulacjami. W kwestii sztucznej inteligencji, podobnie jak w innych sprawach, kieruje się zasadą: im mniej uzgodnień i zakłóceń w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, tym lepiej.
Chce zyskać na czasie, aby wzmocnić rolę Chin w rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi
— mówi Czin, były ekspert CIA.
— Xi nadal postrzega Stany Zjednoczone jako przeciwnika, a nawet „przyjaźń” Trumpa wobec niego nic tu nie zmienia — ocenia z kolei Bonnie Glaser.
W opublikowanym niedawno dokumencie programowym wybitni naukowcy z Uniwersytetu Tsinghua, Yan Xuetong i Sun Xuefeng, napisali, że Chiny nadal postrzegają Stany Zjednoczone jako „największe zagrożenie strategiczne”. Dlatego też polityczne zbliżenie — wykraczające poza symbolikę — do Waszyngtonu jest wykluczone.