Śledztwo rozpoczęło się w 2017 roku. Dotyczyło przesłuchania, do którego doszło 13 kwietnia 2016 r. Lech Wałęsa składał zeznania w charakterze świadka w ramach postępowania prowadzonego przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku. Sprawa dotyczyła autentyczności tzw. teczek Kiszczaka.
Podczas przesłuchania śledczy pokazali Wałęsie odręcznie sporządzone dokumenty, które znajdowały się w mieszkaniu wdowy po generale Czesławie Kiszczaku. Pochodziły z teczki personalnej i teczki pracy tajnego współpracownika służb bezpieczeństwa o pseudonimie „Bolek”. Widniały na nich podpisy „Bolek” oraz „Lech Wałęsa”. Poza jednym dokumentem Wałęsa zaprzeczył, że je sporządził lub podpisał.
Zobacz wideo Wyborne wybory lat 90. [CTB odc. 54]
Śledczy przedstawili Wałęsie zarzuty dotyczące składania fałszywych zeznań. Oparli się na opinii biegłych z zakresu badania pisma z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie, którzy uznali, że Wałęsa złożył większość podpisów znajdujących się na dokumentach z „teczek Kiszczaka”.
Prokuratura umorzyła śledztwo ws. Lecha Wałęsy
W czwartek 24 września Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie przeciwko Lechowi Wałęsie. Prokuratorka zajmująca się sprawą stwierdziła, że w opinii biegłych nie można mu przypisać jednoznacznie autorstwa podpisów.
„Biegli zarówno w opinii pisemnej, jak i dwukrotnie w opiniach ustnych podkreślili, że według nich szereg badanych przez nich dokumentów (wymienionych następnie w zarzucie Lecha Wałęsy) został nakreślony przez osobę, która nakreśliła również materiał przekazany im przez prokuratora jako porównawczy. Prokurator opisał ten materiał jako pochodzący od Lecha Wałęsy, biegli jednak nie mogli mieć pewności, że zapisy te faktycznie nakreślił Lech Wałęsa” – przekazał w komunikacie Wojciech Sitek, zastępca prokuratora okręgowego w Warszawie.
Błędy metodologiczne i spreparowane dokumenty z „teczek Kiszczaka”
Prokuratorka zwróciła również uwagę na błędy metodologiczne, które popełniono przy wykonywaniu opinii. „Przede wszystkim biegli nie dysponowali adekwatnym materiałem porównawczym” – czytamy w komunikacie. Śledczy stwierdzili też, że jedyny dokument z „teczek Kiszczaka”, do podpisania którego Lech Wałęsa przyznał się podczas przesłuchania z 2016 r., nie został wykonany na potrzeby współpracy ze służbami bezpieczeństwa. Prokuratura podkreśliła również, że według zeznań wielu świadków materiały znalezione w mieszkaniu wdowy po Kiszczaku najprawdopodobniej spreparowano.