I tu na scenę wchodzi Bogucki

Na razie jedyną zasługą pana Przemka zdaje się być pęknięcie PiS-u i wypączkowanie z niego frakcji Morawieckiego i 40 parlamentarzystów. Odejście byłego premiera było wprost związane z tym, iż prezes obrał kurs na prawą ścianę, ergo — Morawiecki idzie w odstawkę, a wraz z nim ambicje ponownego objęcia sterów rządu na wypadek powrotu PiS do władzy. Zresztą, trudno sobie wyobrazić, by PiS w jakimkolwiek wariancie postawiło jeszcze raz na Morawieckiego. Konfederacja uważa go za zdrajcę, paktującego z Brukselą, a Kaczyński mówił wprost, że bycie przez sześć lat premierem oznacza spory „bagaż” i konieczność pauzowania na ławce rezerwowych. Morawiecki pauzować do emerytury nie zamierzał, wolał iść na swoje.

Bez milczącej aprobaty prezydenta rozłamu w PiS by nie było. Widać, tak już jest, że były „bankster” musi mieć politycznego patrona.

Po wyborach parlamentarnych w 2027 r. to on chce wyznaczyć premiera, jeśli polityczny wiatr zawieje w prawą stronę. W tej sytuacji musi na tyle osłabić PiS, by prezes nie stanął mu na drodze. I tu na scenę wchodzi Zbigniew Bogucki, szef kancelarii prezydenta, który nigdy nie ukrywał, że premierostwo jest jego marzeniem. Pewnie nie jedynym, wszak to polityk młody, acz bardzo ambitny. Do niedawna przekonywał, że — wbrew biblijnym przykazom — „można dwóm panom służyć”, czyli Kaczyńskiemu i Nawrockiemu. Jednak ostatnio jakoś przestał powoływać się na prezesa i całą swoją energię skierował na sławienie prezydenta.

Nawrocki chce mieć swojego premiera

Cóż, umiejętność wyczucia, skąd wieje wiatr — wśród zwykłych śmiertelników zwana oportunizmem — w polityce może być zaletą. Płomienne wystąpienia Boguckiego w Sejmie i szermierki słowne z Donaldem Tuskiem zjednują mu coraz więcej zwolenników po prawej stronie. I to zarówno wśród polityków PiS, jak i w klubie Rozwój Plus. Prezydent zresztą dba o to, by dopieścić Morawieckiego. Jego zaufany Marcin Horała został właśnie szefem Rady Parlamentarzystów przy Prezydencie RP. Inny człowiek Morawieckiego — były lider Młodzieży Wszechpolskiej Adam Andruszkiewicz — jest wiceszefem Kancelarii Prezydenta i zastępcą Boguckiego. Z punktu widzenia prezydenta Bogucki ma ten atut, że byłby do zaakceptowania zarówno w PiS, jak i w Konfederacji. Do tego w żadnym z tych środowisk nie ma na tyle silnej pozycji, by mógł szachować prezydenta. Tego po roku pracy z Nawrockim Bogucki z pewnością się nauczył.

Karol Nawrocki sam rozdaje karty i to on chce dyktować warunki. To zresztą było szokiem w partyjnej centrali przy Nowogrodzkiej, która za prezydentury Andrzeja Dudy przywykła do tego, iż to głowa państwa zabiega o względy prezesa. Nawrocki nie tylko przed Kaczyńskim nie pada na kolana, ale dowartościowuje Konfederatów, do których mu bliżej ideowo. Trzeba jednak przyznać, że między Nawrockim i Kaczyńskim jest pewne podobieństwo. Tak jak Kaczyński chciał mieć swojego prezydenta, którym będzie sterował z tylnego siedzenia, co w przypadku Andrzeja Dudy mu się udało, tak teraz Nawrocki chce mieć swojego premiera (Boguckiego), któremu będzie mówił, co ma robić. Jeśli Boguckiego nie dosięgnie afera Zondacrypto, jest prawie murowanym kandydatem na szefa rządu prezydencko-pisowsko-konfederackiego po wyborach. Czarnek zdaje sobie sprawę, że funkcja premiera mu odjeżdża, ale tak to jest, jeśli ktoś się godzi wystąpić w roli zająca.

Renata Grochal jest publicystką Programu III Polskiego Radia, współtwórczynią podcastu politycznego „Strefa Wpływów” oraz współprowadzącą program „Trójkąt Polityczny” w TVP Info.