Podczas wieczoru wyborczego, który rozstrzygnął losy pierwszej tury wyborów prezydenckich w Krakowie, Łukasz Gibała i Monika Piątkowska zgodnie deklarowali, że nastał czas na rozmowy z mieszkańcami.

Na tydzień przed ostatecznym starciem Krakowianie mogą odnieść wrażenie, że kandydaci najbardziej zajęci są sobą nawzajem. Z kilku powodów żadna ze stron nie może być z tej dogrywki zadowolona. Nieoficjalnie słyszymy, że w kampanię może włączyć się były prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.

Po pierwszej turze głosowania między kandydatami było 6,47 pkt. proc. różnicy. Łukasz Gibała uzyskał 36,38 proc. głosów, a Monika Piątkowska 29,91 proc. Z jednej strony można uznać, że wynik o niczym nie przesądza i nie takie różnice kandydaci potrafili do siebie odrabiać. Z drugiej strony można stwierdzić, że wynik drugiej tury jest praktycznie przesądzony.

Kraków czeka brutalna dogrywka. Oto kluczowe wnioski po pierwszej turze.

Monika Piątkowska, Łukasz Gibała

Łukasz Gibała, choć wywodzi się z Platformy Obywatelskiej, a do Sejmu wszedł niegdyś jako poseł Ruchu Palikota, dziś potrafi zjednywać prawicowy elektorat. Sam, co można usłyszeć od jego wielu byłych współpracowników, skręcił z poglądami w prawą stronę. Ale to, na czym najbardziej zyskuje, to niechęć prawicy do jego konkurentki, która reprezentuje koalicję KO-PSL.

Wyniki pierwszej tury, w których kandydat PiS Michał Drewnicki uzyskał więcej procent poparcia, niż kandydatki lewicowe — Aleksandra Owca (Razem) i Daria Gosek-Popiołek razem wzięte sugerują, że na większą „pomoc” w drugiej turze może jednak liczyć Łukasz Gibała. Na razie Drewnicki nie ogłosił publicznie poparcia dla Gibały, ale w rozmowie z radiem WNET zapowiedział, że 11 października pójdzie głosować. I stwierdził: „nie wyobrażam sobie, aby w Krakowie rządziła Monika Piątkowska”.

Łukasz Gibała skazuje się na karę

Na półmetku wyborczej dogrywki w jego obozie daleko jest od triumfalizmu. Łukasz Gibała zaczął kampanię przed drugą turą od występu w radiu RMF FM, a wypowiedziane na antenie słowa wywołały polityczną burzę.

Kandydat na prezydenta stwierdził, że zgłosiło się do niego sześcioro radnych Koalicji Obywatelskiej, którzy są otwarci na współpracę w razie jego wygranej.

— Nie podobało im się to, co robił Aleksander Miszalski — powiedział zwycięzca pierwszej tury przedterminowych wyborów na prezydenta Krakowa.

Przypomnijmy, że w krakowskiej Radzie Miasta zasiada 43 radnych. Większość ma klub Koalicji Obywatelskiej, tworzący koalicję z Lewicą — to łącznie 23 osoby. PiS posiada 12 radnych, a klub Łukasza Gibały „Kraków dla Mieszkańców” sześcioro. Dwie radne — Aleksandra Owca i Agnieszka Łętocha — są niezrzeszone.

Słowa Gibały oburzały radnych KO, z którymi rozmawialiśmy i którzy deklarowali, że nie wyobrażają sobie przejścia na stronę głównego wroga ich partii. Wspominali, że to Gibała stał za referendum, które odwołało Aleksandra Miszalskiego (wydał na nie ok. 2 mln zł), ale także za kampanią oskarżającą ich o „kolesiostwo”.

Klub KO na medialnych dementi nie poprzestał. Każdy z 19 radnych musiał podpisać „lojalkę”, deklarując, że nie prowadzi zakulisowych rozmów z Gibałą. Następnie lokalni działacze pozwali Łukasza Gibałę w trybie wyborczym do sądu.

Łukasz Gibała swoją porażkę przed wymiarem sprawiedliwości tłumaczył troską o radnych KO, którzy rzekomo mieli się do niego zgłosić. „Są w życiu takie sytuacje, że trzeba — jak to się mówi — wziąć to na klatę i iść dalej. Nie zdradzę ich nazwisk, bo wiem, w jak trudnej sytuacji bym ich postawił” — napisał Gibała w oświadczeniu. Przed rozprawą przybył do sądu, zorganizował briefing, ale na rozprawie nie stawił się. Reprezentowali go pełnomocnicy, m.in. Jan Hoffman, który na finiszu kampanii zrezygnował ze startu i przekazał Gibale swoje poparcie.

Sąd nakazał Łukaszowi Gibale wycofanie się ze swoich słów o współpracy z sześcioma radnymi i nakazał mu publikację sprostowań.

Sąd nad słowami Moniki Piątkowskiej

Sztab Gibały nie pozostał jednak dłużny drugiej stronie i także wytoczył proces w związku ze słowami Moniki Piątkowskiej o jego udziale w głosowaniach.

Senatorka KO mówiła publicznie, między innymi podczas debaty, że Łukasz Gibała jako radny Krakowa w większości głosowań wstrzymywał się od głosu. Miało to świadczyć o jego niezdecydowaniu, braku kompetencji i decyzyjności.

Gibała temu zaprzecza. Jego sztab przeanalizował głosowania ze wszystkich lat, w których był radnym. Według kandydata przypadki, w których wstrzymywał się od głosu, stanowiły jedynie kilka procent wszystkich głosowań.

Pełnomocnik kandydata domaga się nie tylko sprostowania wypowiedzi Piątkowskiej, ale również wpłaty 10 tysięcy złotych na rzecz fundacji szpitala dziecięcego w Prokocimiu.

Ta rozprawa także odbyła się w piątkowe popołudnie i także została odroczona do poniedziałku. Powód? Nie udało się dostarczyć pisma procesowego kandydatce. Sąd przekazał, że „kontakt telefoniczny był utrudniony, biuro (senatorskie) było zamknięte wczorajszego popołudnia”.

Lewica rozlicza się z blamażu w Krakowie. W tle oskarżenia o sabotaż

Daria Gosek-Popiołek i Aleksandra OwcaDebata o debatach

Poza bataliami na salach sądowych walczący o fotel prezydenta Krakowa toczą spory o udział w debatach przed drugą turą.

Wszystko odbywa się w oparach absurdu, bo strony zarzucają sobie, że ich sztaby nie odbierają telefonów. Stąd kłopot w porozumieniu się co do czasu czy formuły debaty.

Jeszcze w poniedziałek sztab Gibały kontaktował się ze sztabem Piątkowskiej i zaproponował przeprowadzenie trzech debat.

Pierwszą miały poprowadzić telewizje, drugą lokalny portal LoveKraków.pl i Kanał Zero, a trzecia miałaby odbyć się w „Super Expressie”.

Sztabowcy Gibały przekonywali, że to kompromis, bo zaproszeń na debaty jest zbyt wiele. Druga strona uważa jednak, że w debacie powinno wziąć jak najwięcej przedstawicieli mediów. Ale nieoficjalnie słyszymy, że kandydatce nie spodobała się propozycja debaty w Kanale Zero, który uznaje za medium sprzyjające prawicy.

Sztabowcy KO ostatecznie zgodzili się na jedną debatę telewizyjną, którą miałby zorganizować Polsat, TVN24 i TVP.

W odpowiedzi ludzie Gibały uznali, że nie można dyskryminować „prawicowych wyborców” i chcieli, aby do przeprowadzenia debaty dołączyły „wszystkie posiadające koncesję telewizje informacyjne”. W praktyce chodziło o dołączenie m.in. telewizji Republika.

Telewizje się w tej sprawie jednak nie porozumiały.

„Debaty mogą mu tylko zaszkodzić”

W środę w komunikacie Łukasz Gibała napisał, że „sztabom nie udało się niestety uzgodnić kwestii uczestnictwa w debatach przed drugą turą wyborów”.

Ale niedługo potem, w kolejnym internetowym wpisie, Gibała obwieścił, że chciał debaty w TVP, ale zarzucił sztabowcom Piątkowskiej, że nie ma z nimi kontaktu.

Od polityków KO słyszymy jednak, że kandydatka była skora zgodzić się na taką formułę. Ale Gibała wykonał zaskakujący ruch. — Zachował się, jakby sam nie chciał debatować. Jakby wiedział, że jemu takie debaty mogą tylko zaszkodzić — słyszymy w otoczeniu kandydatki.

Z kolei wśród sztabowców Gibały panowało przekonanie, że jedna debata w TVP, które jest odbierane jako narzędzie obecnego obozu rządzącego, pozwoli na zapędzenie Piątkowskiej w kozi róg. I zmuszenie jej do błędu przed kamerami.

Na tydzień przed decydującym starciem nie ma decyzji, czy jakakolwiek debata kandydatów się odbędzie.

Marazm w lokalnych strukturach KO

Nie ma także specjalnego pomysłu na to, jak poza wzajemnym atakowaniem się poprowadzić dalszą część kampanii. To może diametralnie wpłynąć na jedną z wyborczych decyzji Krakowian — czy w ogóle pójść na wybory 11 października. W pierwszej turze frekwencja wyniosła niespełna 44 proc.

Monika Piątkowska ma o tyle trudniej, że lokalne struktury niespecjalnie chcą włączać się w roznoszenie ulotek czy agitację na ulicach Krakowa. Oficjalnie działacze KO „nie wyobrażają sobie, żeby nie wygrała”, ale za kulisami czuć marazm. W Onecie opisywaliśmy, że taki stan utrzymuje się, odkąd trzeba było zbierać podpisy dla kandydatki.

Źródłem tych kłopotów są decyzje podjęte w roku wyborczym przez Zarząd Krajowy KO. Po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska prezydenta Zarząd Krajowy KO rozwiązał małopolskie struktury partii. Później, już w trakcie trwającej kampanii wyborczej, jej zarząd krakowski.

— Skoro wszystkich rozgonili, to kto i po co ma się angażować w kampanię Piątkowskiej. Mało kto wierzył w jej zwycięstwo, a ten wynik po pierwszej turze właściwie mówi sam za siebie, że już pozamiatane — mówi nam działacz KO.

Kolejny dodaje: — Piotrek Moskała (miejski radny KO) został pełnomocnikiem KO w Krakowie, a zarazem szefem struktur. Pogodzenie tych dwóch zadań w okresie kampanijnym jest totalnie niemożliwe. Nie wiem jaki geniusz na to wpadł.

Na odsiecz przybywa Radosław Sikorski

To, jak małe jest zaangażowanie lokalnych polityków KO w kampanię Piątkowskiej, było widać także na spotkaniu z Donaldem Tuskiem w Krakowie. Internet obiegły obrazki, jak tuż przed rozpoczęciem wystąpienia premiera organizatorzy wynoszą z hali puste krzesła, by uniknąć wizerunkowej wpadki. Od lokalnych polityków KO słyszeliśmy, że nie są przekonani, czy „czar Donalda” podziała na Krakowian. Mimo to sztabowcy Piątkowskiej nie rezygnują z zapraszania w trakcie kampanii do Krakowa znanych polityków. W sobotę kandydatkę w Nowej Hucie, miejscu, gdzie najwięcej głosów zbiera prawica, będzie wspierał wicepremier Radosław Sikorski.

Nieoficjalnie w obozie rządzącym słyszymy, że do bezpośredniego włączenia się do kampanii Moniki Piątkowskiej poproszony został były prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. Oboje dobrze się znają z czasów, gdy senatorka pracowała w magistracie i to były prezydent miał ją rekomendować jako kandydatkę w tegorocznych wyborach. W kampanii Piątkowskiej pojawia się często motyw alarmujący pracowników krakowskiego Urzędu Miasta przed falą zwolnień, która czeka ich po wygranej Gibały. Miejski radny temu kategorycznie zaprzecza, ale posiłki w postaci Jacka Majchrowskiego mogą posłużyć wzmocnieniu przekazu. Były prezydent jak nikt mógł w każdych wyborach liczyć na głos swojego „dworu”.