Marcin Romanowski mógłby otrzymać list żelazny i wrócić do Polski, jednak prokuratura zaskarżyła tę decyzję sądu. Wokół sprawy rozpętała się kolejna polityczna burza. W końcu zapytano o zdanie premiera Donalda Tuska.
List żelazny dla Romanowskiego. Tusk komentuje
O decyzji sędziego Konrada Mielcarka poinformował 30 września pełnomocnik Romanowskiego, Bartosz Lewandowski. Przekazał on, iż Sąd Okręgowy w Warszawie wydał posłowi PiS list żelazny, „uchylając środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania od momentu uprawomocnienia się orzeczenia”.
Dzięki temu były wiceminister sprawiedliwości „na terytorium Polski nie będzie mógł być zatrzymany i tymczasowo aresztowany”. Decyzję zaskarżyła jednak prokuratura, a prokurator generalny i minister sprawiedliwości Waldemar Żurek podkreślał, że Mielcarek to „neosędzia ze stajni Ziobry” i krytykował decyzję o liście żelaznym dla podejrzanego w aferze Funduszu Sprawiedliwości.
Donald Tusk: Nie jestem specjalistą od listów żelaznych
Donald Tusk usłyszał pytanie, czy przyznanie Romanowskiemu listu żelaznego było błędem. Szef rządu zaczął od innej kwestii. – Błędem jest, że ktoś taki jak Romanowski funkcjonował w życiu publicznym – stwierdzał. – Mnie jest dość obojętne, czy on będzie miał list żelazny, będzie tu przesłuchiwany z wolnej stopy i później usiądzie, czy państwo go w końcu dopadnie, czy będzie już na wieki wieków się ukrywał – dodał po chwili.
– Tak naprawdę kompromitujące i istotne było to, że ktoś taki był w ogóle we władzach publicznych – powtórzył Tusk. Dziennikarka chciała jeszcze dopytać premiera, błędem był brak wniosku o zmianę składu orzekającego. Tusk zaznaczył jednak, że „nie jest specjalistą od listów żelaznych”.
Czytaj też:
Sędzia zdecydował ws. listu żelaznego dla Romanowskiego. „Żurek się wkurzył, ale nie on jeden” Czytaj też:
Krytyka sędziego od listu żelaznego dla Romanowskiego. Prezes Iustitii o „rozkładaniu rąk”