W poniedziałek była złość i totalna rozpacz, bo młodzieżowa reprezentacja Polski została rozbita przez Włochów (2:6) i to rywale zapewnili sobie bezpośredni awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy.

Jednak nie wszystko było jeszcze stracone. Oprócz zwycięzców grup na turniej finałowy pojedzie też najlepszy zespół z drugiego miejsca (nie licząc wyników z najgorszym rywalem w grupie). I Polska – mimo kompromitacji w Pescarze – dalej była w tej klasyfikacji na pierwszym miejscu, ale Grecja czaiła się tuż za plecami.

I we wtorek Grecy grali na wyjeździe z Irlandią Północną. Założenie było proste: Polska awansuje, jeśli Grecja przegra/zremisuje lub wygra maksymalnie 1:0/2:1. Każdy inny wynik spychał biało-czerwonych do barażu. I co? Grecy wygrali 1:0. To oznacza, że Polacy jadą na mistrzostwa Europy.

ZOBACZ WIDEO: „Duet grozy”. Wskazał głośno i wyraźnie, przez kogo zawalamy mecze

Grecy wyszli na prowadzenie w 32. minucie po bramce Anestisa Mythou, który uderzył nie do obrony po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Miał tu jednak trochę szczęścia, bo piłka po drodze odbiła się od słupka.

Tyle tylko, że nie byli w stanie pójść za ciosem. Momentami wyglądało to tak, jakby 1:0 w pełni ich satysfakcjonowało. Nie było gry na większym ryzyku, pójścia do przodu większą liczbą zawodników. Czyżby nie wiedzieli, że muszą poszukać drugiej bramki, bo w przeciwnym razie nie uzyskają bezpośredniego awansu? Cóż, to już nie nasz problem. Dopiero w doliczonym czasie stuprocentową szansę miał Ioannis Theodosoulakis – na szczęście strzelił obok słupka.

Irlandia Północna nie grała już w tym meczu o nic, ale o odpuszczaniu nie było mowy. Zresztą, przy lepszej decyzyjności przy paru kontratakach gospodarze mogli pokusić się nawet o bramkę.

Pozostałe osiem ekip z drugich miejsc powalczy w play-offach o ostatnie cztery bilety na Euro.

Mistrzostwa Europy odbędą się w dniach 11 czerwca – 4 lipca 2027 w Albanii i Serbii.