W obliczu plotek o epidemii dżumy w odległej Syberii warto pamiętać, że zaciemnianie przez Rosję obrazu i manipulowanie informacjami jest tak głęboko zakorzenione w jej kulturze, że aż stało się memem.
W serialu HBO z 2019 r., opartym na wydarzeniach związanych z katastrofą jądrową w Czarnobylu, rosyjski naukowiec zajmujący się energią jądrową zlekceważył odczyt promieniowania sugerujący, że zaczyna się poważna katastrofa.
— Nie jest świetnie, ale też nie jest strasznie — powiedział w serialu aktor wcielający się w Anatolija Diatłowa, zastępcę głównego inżyniera w Czarnobylu w kwietniu 1986 r., patrząc na dozymetr (przyrząd służący do pomiaru dawki promieniowania jonizującego lub aktywności substancji promieniotwórczych). Pokazywał on 3,6 rentgena na godzinę, czyli nieco poniżej krytycznego poziomu promieniowania.
Tyle że odczyt ten nie był dokładny, nawet w najmniejszym stopniu. Reaktor jądrowy już eksplodował, uwalniając katastrofalne poziomy promieniowania, które doprowadziły do tysięcy zgonów i najgorszej katastrofy w elektrowni jądrowej w historii.
Choć scena ta jest wyolbrzymiona, symbolizuje od dawna utrzymującą się najpierw w Związku Radzieckim, a potem w Rosji tendencję do bagatelizowania krytycznych incydentów — a nawet ich tuszowania. Widać to było również w tym tygodniu — wysocy rangą światowi urzędnicy ds. zdrowia, Unia Europejska oraz prezydent USA Donald Trump zażądali od Moskwy większej przejrzystości w sprawie doniesień o wybuchu epidemii dżumy na dalekim wschodzie Rosji.
Wydaje się, że lekceważące słowa Diatłowa idealnie obrazują również dzisiejsze podejście rosyjskich władz. Nie jest świetnie, ale też nie jest strasznie. Na świecie pojawia się jednak strach.
NieznaneŚmierć 28-letniej pracownicy Irkuckiego Instytutu Przeciwdziałania Dżumie na Syberii i Dalekim Wschodzie w zeszłym tygodniu wywołała niepokój na całym świecie ze względu na charakter jej pracy laboratoryjnej — oraz fakt, że lokalny rosyjski urzędnik powiązał jej śmierć z przypadkiem dżumy.
Rosja szybko podjęła zdecydowane działania. Rospotrebnadzor — krajowa agencja ds. zdrowia publicznego — stwierdził, że pracownica zmarła na „zapalenie płuc o nieznanej etiologii” oraz że w próbce pobranej od pacjentki nie zidentyfikowano żadnych mikroorganizmów związanych z jej pracą.
Mimo to rosyjskie władze sanitarne objęły nadzorem prawie 200 osób, a lokalne media doniosły, że kilka szpitali zostało objętych kwarantanną. Rospotrebnadzor poinformował w czwartek, że środki te podjęto ze względu na „działalność zawodową pacjentki”.
Światowa Organizacja Zdrowia, która kieruje globalną reakcją na międzynarodowe zagrożenia zdrowotne, skontaktowała się z rosyjskimi władzami sanitarnymi 3 października. Zwróciła się o dodatkowe informacje, korzystając z jednego z narzędzi przewidzianych w Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych — regulacjach, których Rosja jest sygnatariuszem. Zgodnie z tymi przepisami państwa mają 24 godziny na udzielenie odpowiedzi WHO. Rosja przesłała jednak swoją odpowiedź dopiero 6 października.
Rosyjskie władze stwierdziły, że „w Irkucku nie odnotowano ostatnio żadnego przypadku dżumy” oraz że „u żadnej z osób mających kontakt z pacjentką nie wykryto patogenów niebezpiecznych chorób zakaźnych”.
Rosyjskie władze sanitarne utrzymują, że w regionie nie ma „ryzyka epidemii”. Rospotrebnadzor poinformował, że zakończył inspekcje sanitarne i nie stwierdził „żadnych sytuacji nadzwyczajnych związanych z mikroorganizmami chorobotwórczymi”. Agencja dodała również, że zakończyła monitorowanie 90 proc. osób mających kontakt z chorym, nie wykrywając żadnych zakażeń. Jednocześnie rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ostro skrytykował doniesienia mediów na temat tej sprawy, twierdząc, że są fałszywe. Zapewnił też, że Rosja pozostaje w kontakcie z międzynarodowymi organami ds. zdrowia.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
WHO podkreśla jednak, że wiele kwestii dotyczących wydarzeń w Rosji wciąż pozostaje niejasnych. — Nie wiemy dokładnie, w jaki sposób zmarła ta osoba — powiedziała Maria Van Kerkhove, dyrektorka ds. zarządzania epidemiami i pandemiami, podczas środowej konferencji prasowej. — Wiemy, że miała zapalenie płuc. Wiemy, że był to przypadek śmiertelny. Rozumiemy, że przeprowadzono pewne badania laboratoryjne. Nie wykryto czynnika sprawczego. Dlatego potrzebujemy więcej informacji.
WHO poinformowała, że zwróciła się do odpowiednich służb w Rosji o dalsze szczegóły dotyczące tego, jakie badania laboratoryjne przeprowadzono, jakie patogeny poddano analizie, jakie dalsze analizy są prowadzone w celu ustalenia przyczyny zgonu pacjentki — jeśli nie była to dżuma. Chce również poznać więcej szczegółów na temat ewentualnego incydentu laboratoryjnego oraz 200 osób, które miały kontakt ze zmarłą.
WHO stwierdziła, że dopóki nie uzyska odpowiedzi na te pytania, nie będzie w stanie przeprowadzić oceny ryzyka.
— Nie mamy jeszcze pełnego obrazu tego zdarzenia i nie jesteśmy w stanie przeprowadzić pełnej oceny ryzyka — mówi Tedros Adhanom Ghebreyesus, dyrektor generalny organizacji. — Terminowa, kompletna i przejrzysta wymiana informacji zgodnie z przepisami międzynarodowymi ma zasadnicze znaczenie dla wyjaśnienia sprzecznych doniesień i umożliwienia dokładnej oceny potencjalnych zagrożeń dla zdrowia publicznego.
Omerta po rosyjsku
Być może przyczyną śmierci 28-letniej pracownicy laboratorium wcale nie była dżuma. Niekompletne, spóźnione i niejasne komunikaty Rosji dotyczące tej sprawy podsycają jednak obawy i niepewność w różnych częściach świata — od Genewy przez Brukselę aż po Waszyngton. Nie byłby to bowiem pierwszy przypadek, kiedy Kreml bagatelizował lub próbował zatuszować zagrożenia dla zdrowia publicznego.
W 1979 r., zgodnie z dochodzeniem przeprowadzonym przez amerykańskich naukowców, Związek Radziecki zatuszował śmiertelną epidemię wąglika w mieście Swierdłowsku (obecnie Jekaterynburg), w wyniku której zginęło co najmniej 66 osób. Rosyjscy urzędnicy twierdzili, że ofiary zachorowały po spożyciu skażonego mięsa, podczas gdy w rzeczywistości zostały narażone na wąglika w wyniku wypadku, do którego doszło w tajnym laboratorium broni biologicznej.
Rosja została również oskarżona o zatuszowanie tajemniczej epidemii łysienia w 1988 r. w obwodzie czerniowickim (wówczas w Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej), w wyniku której ponad 175 dzieci straciło włosy. Władze twierdziły, że zatruły się one talem (silnie toksycznym, rzadkim metalem ciężkim) obecnym w pożywieniu. Późniejsze badania podały jednak tę tezę w wątpliwość, a niektóre z nich sugerowały, że przyczyną tego zjawiska była hydrazyna lub kwaśne deszcze.
Doniesienia o dżumie w Rosji. Władze unikają rozgłosu. Odpowiadamy na najważniejsze pytania
Przez lata Kreml lekceważył, bagatelizował i zaniżał również liczbę przypadków HIV. Podczas pandemii COVID-19 Rosja została oskarżona o bagatelizowanie liczby zgonów spowodowanych koronawirusem, szczególnie na początku pandemii.
Tradycja ta wykracza zresztą poza sferę zdrowia publicznego. Wybuchy w blokach mieszkalnych w 1999 r., zatonięcie łodzi podwodnej „Kursk” w 2000 r. oraz zestrzelenie samolotu Malaysia Airlines lotu MH17 przez wspieranych przez Kreml separatystów w 2014 r. — wszystkie te wydarzenia budziły wątpliwości co do wiarygodności komunikacji publicznej Rosji i jej zaangażowania na rzecz przejrzystości.Rozmowy z Putinem
UE i USA uważnie monitorują sytuację w Irkucku i obie strony wydają się tracić cierpliwość do Rosji i jej sposobu komunikacji.
— Cały świat czeka na informacje z Rosji — powiedziała w czwartek rzeczniczka Komisji Europejskiej Eva Hrncirova. — Powinna jak najszybciej udostępnić informacje dotyczące dżumy. Potrzebujemy informacji z Rosji. Jest to związane z jej członkostwem w Europejskim Biurze Regionalnym WHO — koniecznością udostępniania aktualnych, precyzyjnych i dokładnych informacji, aby eksperci mogli ocenić sytuację, ponieważ może ona mieć skutki transgraniczne — dodała.
Dyrekcja Generalna Komisji Europejskiej ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności planuje wysłać do Rosji pismo z prośbą o dodatkowe informacje — potwierdziła rzeczniczka Komisji.
Inny urzędnik Komisji stwierdził, że niekompletne komunikaty ze strony Rosji są niebezpieczne. — To podsyca spekulacje we wszystkich kierunkach. Utrudnia również podejmowanie działań zapobiegawczych [i] ostrożnościowych, a nawet sprawia, że stają się one bezsensowne — powiedział urzędnik. Dodał, że do tego typu zdarzeń dochodzi cały czas, ale zazwyczaj towarzyszy temu wymiana informacji z WHO i organami ds. zdrowia. — Brak precyzyjnych [i] wiarygodnych informacji logicznie ogranicza możliwość odpowiedniego przygotowania się — dodał.
We wtorek sekretarz stanu USA Marco Rubio wezwał Rosję do udostępnienia większej ilości informacji, dodając, że do tego czasu spekulacje byłyby „nieodpowiedzialne”. „The Wall Street Journal” poinformował w środę, że Stany Zjednoczone wysłały do Rosji oficjalną notę dyplomatyczną z prośbą o więcej informacji na temat śmierci tej kobiety oraz przypominającą Kremlowi, że zgodnie z prawem międzynarodowym ma on obowiązek terminowego przekazywania informacji o ogniskach chorób.
Prezydent USA Donald Trump powiedział we wtorek, że ma zaplanowaną rozmowę telefoniczną z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w celu omówienia sytuacji i ma ona odbyć się „wkrótce”. Jeszcze jednak do niej nie doszło, a Trump zauważył, że Rosja „nie mówi zbyt wiele”. Zapewnił jednak, że nadal planuje w najbliższym czasie porozmawiać z Putinem.