Ceny hurtowe energii elektrycznej z dostawą na 2027 rok gwałtownie rosną, a to, jak prognozują eksperci, może przełożyć się również na ceny detaliczne.
Ceny mogą wzrosnąć, ale nie muszą. Czynników jest kilka
Na TGE energia elektryczna z dostawą pasmową w kontrakcie rocznym na 2027 rok zbliża się do poziomu 600 zł za MWh. Jak wskazują ekonomiści, głównym czynnikiem wpływającym na wzrost cen jest niepokój rynkowy związany z przedłużającym się konfliktem na Bliskim Wschodzie. To jednak nie wszystko. Jak pisze wnp.pl, sytuację komplikują wyższe ceny kontraktów do emisji CO2, zbliżająca się reforma ETS, niskie wypełnienie magazynów gazu w UE i trwająca susza, która wpływa na funkcjonowanie elektrowni wodnych oraz chłodzenia w elektrowniach konwencjonalnych.
Drożej jest również na rynku bieżącym. Jak pisała „Rzeczpospolita”, średnia cena na Rynku Dnia Następnego wyniosła w sierpniu 583,66 zł/MWh, czyli o 92,97 zł/MWh więcej niż w lipcu.
Analitycy wskazują, że w 2027 roku firmy mogą płacić za energię więcej niż obecnie. Oferty dla odbiorców biznesowych wynoszą około 590-600 zł/MWh netto, a dla najmniejszych przedsiębiorstw 630-650 zł/MWh netto. W porównaniu z ofertami na 2026 rok oznacza to wzrost o około 60 zł/MWh. Ostateczna cena będzie jednak zależeć m.in. od momentu zakupu energii i warunków umowy.
W przypadku gospodarstw domowych prognozy są mniej jednoznaczne. Jak podaje wnp.pl, z samych notowań giełdowych można wywnioskować, że regulowane ceny sprzedaży prądu powinny wzrosnąć w 2027 roku o około 15-20 proc. To oznaczałoby wzrost cen o 100 zł/MWh dla gospodarstwa domowego zużywającego średnio 2 MWh prądu rocznie podwyżkę rachunku nawet o 200 zł na rok.
Eksperci zastrzegają jednak, że rzeczywisty rachunek nie jest tak jednoznaczny. – Z dzisiejszych notowań wyciągałbym ostrożny wniosek: ryzyko dla 2027 roku jest obecnie raczej po stronie wzrostu komponentu energii niż jego dalszego spadku, ale na początku października jest za wcześnie, żeby przekładać 560 zł/MWh z TGE na konkretną cenę na rachunku – mówi Interii Biznes Jakub Sokołowski ekonomista z Instytutu Badań Strukturalnych.
Jak zauważa, nie ma prostego przełożenia, w którym spadek cen na TGE o 10 proc. oznacza obniżkę na tym samym poziomie dla gospodarstw domowych. – Cena energii kupowanej na rynku hurtowym jest tylko jednym z elementów rachunku. Drugą dużą częścią są koszty sieci, dystrybucji i przesyłu, a do tego dochodzą regulowane opłaty. Dlatego nawet spadająca cena samej energii może zostać częściowo albo w całości skompensowana przez wzrost pozostałych pozycji – mówi.
Jako przykład ekonomista przytacza rok 2026. – Cena energii w taryfach wyniosła średnio 495,16 zł/MWh, czyli około 1 proc. mniej od wcześniejszej ceny zamrożonej i około 14 proc. mniej od taryf zatwierdzonych na ostatni kwartał 2025 roku. W efekcie gospodarstwo w najpopularniejszej grupie G11, zużywające około 1,8 MWh rocznie, miało według szacunków URE płacić średnio około 3 proc. więcej miesięcznie – przypomina. To dobrze pokazuje, dlaczego spadek ceny energii na giełdzie nie musi oznaczać spadku ani wzrostu całego rachunku – dodaje.
Podobnie wpływ cen hurtowych na rachunki ocenia Paweł Wiejski, kierownik programu Elektroenergetyka w Forum Energii. Jak podkreśla, znaczenie notowań na TGE jest ograniczone z dwóch powodów. Po pierwsze, większość handlu energią odbywa się poza giełdą, najczęściej wewnątrz grup energetycznych. Po drugie, sam koszt energii stanowi mniej niż połowę rachunku odbiorcy.
– Reszta to koszt dystrybucji energii, VAT i pozostałe opłaty, takie jak opłata mocowa czy opłata OZE. Wysokość opłat dystrybucyjnych jest więc obecnie równie ważna co koszt wytworzenia energii elektrycznej – wskazuje ekspert. Jak dodaje, ta część rachunku prawdopodobnie wzrośnie.
Co więcej, rok 2027 będzie rokiem wyborów parlamentarnych, co może wpłynąć na decyzje dotyczące taryf zatwierdzanych przez Urząd Regulacji Energetyki. Rozważane scenariusze obejmują podwyżki cen sprzedaży energii połączone z obniżeniem opłat dystrybucyjnych albo zamrożenie cen prądu przy niewielkim wzroście kosztów dystrybucji.
Dodatkowo od końca 2026 roku taryfy mają uwzględniać opłatę abonamentową, co utrudni bezpośrednie porównywanie rachunków z poprzednimi okresami. Perspektywa na kolejne lata jest natomiast korzystniejsza: kontrakty na lata 2028-2030 są wyceniane niżej niż kontrakt na 2027 rok. Według ekspertów jednym z czynników, które mogą ograniczać hurtowe ceny energii, będzie wzrost podaży prądu z morskich farm wiatrowych na Bałtyku.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Węgiel wraca do łask. Ekspert wskazuje na możliwe scenariusze
Rząd rozważa mrożenie cen energii, ale „budżet jest napięty”
Jak wynika z wypowiedzi ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna, państwo nie wyklucza wprowadzenia mechanizmu mrożenia cen energii elektrycznej na przyszły rok. – Analizujemy różne warianty i w tej dyskusji żadnego rozwiązania z góry nie wykluczamy – mówił w wypowiedzi cytowanej przez Business Insider.
– Z uwagi na wybory parlamentarne pokusa, aby zamrozić ceny energii ze strony rządu będzie znacząca – zauważa Paweł Wiejski.
– Mrożenie cen energii to rozwiązanie na czas kryzysowy – podkreśla w rozmowie z Interią Biznes Wojciech Jakóbik, analityk sektora energetycznego. – Jeżeli kryzys cen energii i paliw się utrzyma, może być uzasadnione – dodaje.
Ekspert zauważa jednak, że wyzwaniem może być budżet, który już teraz jest „napięty”. – Być może windfall tax można byłoby rozciągnąć z sektora paliw na energetyczny. Taki podatek był płacony już w 2022 roku przez spółki obrotu. Decyzja powinna zależeć od danych na temat cen energii i paliw, ale niestety politycy mogą obawiać się, że przywileje raz przyznane będą przedmiotem oczekiwań już zawsze, a wchodzimy już w okres kolejnej kampanii wyborczej – mówi.
Zdaniem Wiejskiego istnieją inne, alternatywne rozwiązania, które pozwalają chronić najbardziej narażonych odbiorców, a jednocześnie nie są tak dużym obciążeniem dla budżetu. – Bezpośrednie dopłaty można skierować do gospodarstw domowych o najniższych dochodach. Rząd mógłby również zachęcić do przejścia na taryfy dynamiczne, ustawiając maksymalną cenę lub limit średniego kosztu rachunku – proponuje.
Co z rynkiem gazu? „Ceny będą wyższe”
Optymizmem nie napawa również sytuacja na rynku gazu. Aktualne ceny kontraktów terminowych TTF z dostawą w 2027 roku są niemal dwukrotnie wyższe niż rok temu, a różnica wynosi 25-30 euro/MWh. W sierpniu na Rynku Dnia Następnego średnia cena kontraktu na 2027 rok sięgnęła 214,20 zł/MWh, czyli o 31,77 zł/MWh więcej niż miesiąc wcześniej.
Skalę wzrostów pokazują również notowania z kolejnych miesięcy. W październiku ceny gazu na TTF osiągnęły najwyższy poziom od grudnia 2022 roku, wynosząc 327 zł/MWh. Na polskiej giełdzie było jeszcze drożej – 344 zł/MWh. Z kolei średnioważona cena kontraktów na Towarowej Giełdzie Energii z dostawą w 2027 roku wyniosła we wrześniu 266,23 zł/MWh, czyli ponad dwa razy więcej niż w styczniu.
Jak podkreśla Wiejski, Polska importuje 82 proc. zużywanego w kraju gazu, przez co jego ceny są szczególnie podatne na zawirowania geopolityczne. Na pytanie o wzrost cen odpowiada jednak ostrożnie. – To wróżenie z fusów, ale na spadki się nie zanosi – mówi.
– Scenariusz spadku cen gazu dla gospodarstw w 2027 roku wygląda dziś mniej przekonująco niż jeszcze kilka miesięcy temu, a ryzyko wzrostu wyraźnie się zwiększyło – mówi Sokołowski.
– Należy spodziewać się, że ceny gazu w taryfach będą wyższe przez wzrost kosztów pozyskania gazu – dodaje Jakóbik. Jak mówi, można jednak oczekiwać kolejnych interwencji głównego importera, czyli Grupy Orlen, która reaguje na kryzys cen promocjami i innymi działaniami możliwymi przez to, że posiada własny gaz w Polsce i Norwegii, a także rozbudowane portfolio kontraktów, w tym takich niezależnych od TTF.
„Polityczny WF”: Gospodarcza wolta PiS. Robi to, za co innych by krytykowałoINTERIA.PL