FOT. PRESSFOCUS
Lech Poznań nie dał najmniejszych szans Koronie Kielce w 11. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Mistrzowie Polski wygrali przed własną publicznością aż 6:1, a losy spotkania rozstrzygnęły się praktycznie już w pierwszej połowie.
Gospodarze rozpoczęli mecz znakomicie. Już w 4. minucie wynik otworzył Patrik Walemark, któremu asystował Pablo Rodriguez. Zaledwie dwie minuty później Hiszpan sam wpisał się na listę strzelców, wykorzystując podanie Joela Pereiry. Kielczanie jeszcze nie zdążyli otrząsnąć się po dwóch błyskawicznych ciosach, a ich sytuacja była już bardzo trudna.
Lech nie zamierzał zwalniać tempa. W 23. minucie na 3:0 podwyższył Mikael Ishak, ponownie po asyście Rodrígueza. Fatalny początek zmusił Jacka Zielińskiego do reakcji. Jeszcze przed upływem pół godziny szkoleniowiec Korony musiał zdecydować się na zmianę, wprowadzając Martina Remacle’a w miejsce Ondreja Lingra, który ucierpiał w trakcie meczu i natychmiastowo został przewieziony do szpitala.
Tuż przed przerwą Kolejorz zadał kolejny cios. Rodriguez zdobył swoją drugą bramkę w spotkaniu, tym razem korzystając z podania Ishaka. Lech schodził więc do szatni z prowadzeniem 4:0, a Korona znajdowała się w niezwykle trudnym położeniu.
Po zmianie stron obraz spotkania początkowo nie uległ zmianie. W 55. minucie Ishak ponownie pokonał Xaviera Dziekońskiego, kompletując dublet. Przy trafieniu Szweda trzecią asystę zanotował Rodríguez, który miał bezpośredni udział we wszystkich pięciu bramkach gospodarzy.
Korona zdołała odpowiedzieć zaledwie dwie minuty później. Honorowe trafienie dla kielczan zanotował Camilo Mena, wykorzystując podanie Wiktora Długosza. Korona przez pewien czas grała lepiej od Lecha i kreowała więcej sytuacji. Mimo to szóste trafienie w samej końcówce zdobył Agnero.