Kiedy w zeszłym tygodniu Elon Musk sprawił, że Roadster z silnikiem przypominającym silnik rakietowy wzbił się w powietrze, jego fani przedstawili życzliwą interpretację tego imponującego pokazu: Musk po prostu dał upust swojej pasji do technologii, aby zaprezentować najbardziej spektakularny samochód sportowy na świecie — zupełnie niezależnie od jego szans rynkowych.
Teraz jednak okazuje się, że to założenie było zbyt naiwne. Połączenie elektrycznego samochodu sportowego z silnikiem rakietowym było dla Muska prawdopodobnie początkiem kontrowersyjnej fuzji jego firmy rakietowej SpaceX z producentem samochodów Tesla.
Musk naraża swój największy sukces na szwank — i to w momencie, gdy koncern motoryzacyjny po raz pierwszy dominuje nawet na rynku europejskim. Ale jeśli mu się uda, będzie na najlepszej drodze, by spełnić swoją przepowiednię sprzed ponad 25 lat — dominację w pięciu obszarach, w tym sztucznej inteligencji. I wtedy nikt nie będzie tęsknić za dawną Teslą i SpaceX.
Podczas telekonferencji poświęconej wynikom kwartalnym SpaceX Musk po raz pierwszy oficjalnie potwierdził plany fuzji. To kolejny krok multimiliardera do realizacji marzenia o panowaniu na świecie w pięciu obszarach.
Najbogatszy człowiek świata chce bowiem dominować w Internecie, zapewniając rewolucję w komunikacji, przepływie informacji i globalnym dostępie do wiedzy w czasie rzeczywistym.
Drugim obszarem są odnawialne źródła energii, by zapobiec kryzysowi klimatycznemu.
Po trzecie, Musk marzy o eksploracji kosmosu i życiu wieloplanetarnym.
Po czwarte, już w 1999 r. przewidział istnienie sztucznej inteligencji. I nadal ma olbrzymie ambicje. Dziś chce rozwijać systemy autonomiczne i cyfrową inteligencję przewyższającą możliwości ludzkiego mózgu.
No i w końcu — po piąte — Muskowi błyszczą oczy, gdy mówi o przepisywaniu kodu genetycznego człowieka. Chodzi o modyfikacje genetyczne i biotechnologię pozwalającą na eliminowanie chorób oraz programowanie ludzkich cech.
Cios w Donalda Trumpa. Większość Amerykanów chce jego odwołania. Zaskoczenie w Białym Domu [SONDAŻ]
Fuzja SpaceX i Tesli ma pomóc w realizacji marzenia. Obie firmy utworzyły już komisje, które analizują perspektywy połączenia. Mimo że Musk podkreślił, iż sam nie zasiada w tych komisjach ze względu na konflikt interesów, projekt ten budzi pytania. Dotyczą one zwłaszcza modelu sukcesu Tesli.
Są to bowiem nierówni partnerzy. SpaceX ma co prawda istniejący model biznesowy w postaci systemu satelitarnego Starlink, ale chodzi tu głównie o nadzieje na przyszłość.
Koncern kosmiczny, który zaledwie kilka miesięcy temu wszedł na giełdę, zamierza na przykład zbudować w kosmosie ogromne centra danych. Dalekosiężnym celem jest kolonizacja Marsa.
Tesla natomiast, po latach rozwoju, jest obecnie w istocie solidnym i odnoszącym ogromne sukcesy producentem samochodów. Dzięki Modelowi Y i Modelowi 3 Tesla oferuje w Europie samochody, które są obecnie bardzo popularne. Obie marki dominują we wrześniowym rankingu rejestracji na kontynencie, z łączną liczbą 66 tys. samochodów w ciągu zaledwie jednego miesiąca, znacznie wyprzedzając VW Golfa i Dacię Sandero.
Sukces tkwi w prostocie. Tesla oferuje modele, które są obecne na rynku od lat i są dopracowane. Producent może zaoferować dobry stosunek ceny do jakości, ponieważ ogranicza się do niewielkiej liczby modeli samochodów i tylko jednego rodzaju napędu. Podczas gdy na przykład w Volkswagenie i Stellantisie nawet menedżerowie nie wiedzą już, dlaczego właściwie wprowadzili na rynek tak wiele podobnych modeli, Tesla — wzorując się na Apple — oferuje tylko kilka wariantów, które mają wyraźne zalety.
Nawet na konkurencyjnym rynku chińskim Tesla radzi sobie dzięki temu znacznie lepiej niż europejscy producenci. A w USA Musk poparł prezydenta Donalda Trumpa. Krytykom wydawało się to trudne do zrozumienia, ponieważ administracja Muska zniosła wsparcie dla samochodów elektrycznych.
Jednak właśnie na tym Tesla zyskuje na swoim rodzimym rynku. Wraz z brakiem dotacji zapowiadane inwestycje klasycznych amerykańskich producentów samochodów w elektromobilność stały się przeszłością. Nie napływa już również kapitał wysokiego ryzyka dla nowych konkurentów Tesli.
Tesla dominuje na rynku samochodów elektrycznych
Tesla może zatem niemal bezkonkurencyjnie umacniać swoją dominację na amerykańskim rynku samochodów elektrycznych. Producent przygotowuje się w ten sposób na szerokie upowszechnienie się tej technologii na rynku amerykańskim, którego eksperci spodziewają się w najbliższych latach w samych Stanach Zjednoczonych — nawet bez politycznego wsparcia — ze względu na lepszy bilans energetyczny i właściwości jezdne.
Z kolei szeroko zapowiadane systemy wspomagania kierowcy, takie jak „Full Self Driving”, są jak dotąd dla większości nabywców jedynie miłym dodatkiem. Tesla nie jest bowiem jeszcze tym, czym Elon Musk chciałby ją uczynić: specjalistą w dziedzinie fizycznej sztucznej inteligencji. Roboty humanoidalne i autonomiczne taksówki pobudzają wprawdzie wyobraźnię inwestorów, ale na razie nie przynoszą zysków.
W tych planach tkwi nadzieja, która uzasadnia ogromną wartość rynkową Tesli. Jednak właśnie w tym tkwi również zagrożenie dla obecnego modelu sukcesu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Już dziś Tesla, realizując swoje plany związane z robotami, ryzykuje utratę skupienia na prostocie i wydajności, które są kluczem do sukcesu. Musk stawia raczej wszystko na to, że jego genialny pomysł z początkowych lat elektromobilności powtórzy się w dziedzinie fizycznej sztucznej inteligencji: chce znów być na miejscu na tyle wcześnie, by kilka lat później znaleźć się wśród dominujących graczy.
W związku z tym wraz z Teslą podejmuje właśnie odważny krok. Zleca produkcję na wielką skalę taksówki zrobotyzowanej bez pedałów i bez kierownicy, która obecnie nigdzie na świecie nie spełnia wymogów homologacyjnych.
Stawia w ten sposób na siłę faktów. Chce przedstawić organom regulacyjnym samochód produkowany seryjnie, który w praktyce ma działać tak bezpiecznie, że nie będą mogły odmówić jego homologacji. To ryzykowna strategia, której żaden z tradycyjnych producentów samochodów by nie zastosował. Jeśli się powiedzie, Tesla zyska ogromną przewagę. Jeśli homologacja nie powiedzie się, Musk po prostu przepali ogromne pieniądze.
I to w momencie, gdy model biznesowy Tesli właściwie właśnie zaczyna przynosić owoce. Według klasycznych standardów nadszedłby teraz czas na zbieranie plonów, a nie na podejmowanie nowych ryzyk.
Jednak Musk kontynuuje swoją wizjonerską grę. Fuzja Tesli i SpaceX ma przypieczętować ten kurs.
Analitycy Deutsche Banku w najnowszej analizie przewidują, że Musk zamierza sfinalizować tę transakcję jeszcze przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi za dwa lata. Gdyby bowiem wygrał kandydat Partii Demokratycznej, Muskowi mogłoby być trudniej uzyskać zgodę organów nadzoru finansowego w USA na tę operację.
Byłaby to jedna z największych fuzji w historii gospodarki, a debiut giełdowy SpaceX pobił już rekordy. Istnieje też niewielki precedens: Musk połączył już SpaceX z serwisem internetowym X oraz agentem AI o nazwie Grok.
Dla Muska fuzja miałaby wyraźne zalety. Znacznie łatwiej mógłby realizować swoje wizje, ponieważ zwłaszcza w przypadku Tesli musi obecnie w dużym stopniu uwzględniać interesy pozostałych akcjonariuszy. W przyszłości mógłby bez problemu przeznaczyć środki finansowe i moce produkcyjne Tesli nie na samochody, ale na działalność kosmiczną i plany związane ze sztuczną inteligencją. Powstałby bowiem konglomerat, który w obecnej sytuacji mógłby pozyskać ogromne kwoty na rynkach kapitałowych. Jest to niezbędne przede wszystkim dla planów SpaceX, które zamierza zainwestować wiele miliardów w centra danych i związane z nimi elektrownie.
Logika stojąca za konglomeratem
Taki konglomerat byłby jednak konstrukcją niezwykle nieprzejrzystą. Inwestorzy byliby jeszcze bardziej niż obecnie uzależnieni od tego, czy ich bohater, Musk, wie, co robi. Model ten byłby bowiem początkowo sprzeczny z dominującą logiką giełdową, polegającą na inwestowaniu w jasno określone modele biznesowe i raczej unikaniu konglomeratów.
Usługa telekomunikacyjna Starlink, działalność kosmiczna, serwis krótkich wiadomości, samochody i roboty humanoidalne, a także magazyny energii wydawałyby się współistnieć bez wyraźnego uzasadnienia. Nie jest jasne, czy w tych okolicznościach podstawowa działalność Tesli, obejmująca modele 3 i Y, nadal będzie cieszyć się wystarczającą uwagą i spójnością, aby utrzymać sukces. Zagraża to również obecnemu sukcesowi brandenburskiej fabryki samochodów w Grunheide, która obecnie inwestuje we własną produkcję akumulatorów.
A jednak istnieje argument przemawiający za tym wielkim planem korporacyjnym. Wszystkie te działania, zorientowane na przyszłość, mają bowiem wspólny rdzeń, który kręci się wokół sztucznej inteligencji. Wysoce zautomatyzowana produkcja samochodów, zrobotyzowane taksówki i humanoidalne maszyny wymagają sztucznego rozumienia przestrzeni i świata fizycznego w takim samym stopniu jak maszyny, które mogłyby kiedyś pracować w kosmosie, a nawet na Marsie. Usługa internetowa X już dziś jest praktycznie nie do pomyślenia bez sztucznej inteligencji.
Dzięki połączeniu wszystkich swoich firm Musk uzyskałby ogromne środki finansowe, których potrzebuje do realizacji swoich ambitnych planów związanych z tą technologią przyszłości.
Inwestorzy, pracownicy i partnerzy biznesowi Tesli muszą zatem mieć świadomość: Musk nie dąży do stworzenia koncernu motoryzacyjnego w klasycznym wydaniu. Jego sposób myślenia jest typowy dla Doliny Krzemowej. Tam sukces, jaki obecnie odnosi Tesla, może być jedynie etapem przejściowym.
Stoi to w sprzeczności np. z niemieckim sposobem myślenia o gospodarce. Przedsiębiorstwo takie jak Porsche nie może zatem odejść do historii, nawet jeśli silniki spalinowe miałyby się już na dobre wyczerpać — a wraz z nimi dotychczasowe uzasadnienie istnienia Porsche, czyli samochód sportowy 911. Celem niemieckich przemysłowców jest — jak obecnie w przypadku Mercedesa — świętowanie kiedyś 140-lecia istnienia i kontynuowanie działalności w nieskończoność.
Natomiast w Dolinie Krzemowej niegdyś wielkie marki, takie jak AOL czy Yahoo, miały swój czas i rację bytu, a potem je straciły. Nikt tam za nimi nie tęskni.
Zgodnie z tym wzorcem Musk jest gotów zaryzykować obecny sukces Tesli poprzez fuzję z SpaceX, aby osiągnąć jeszcze większe cele. Porażka jest przy tym świadomie uwzględnioną opcją. Musi o tym wiedzieć każdy, kto inwestuje pieniądze lub czas pracy w przedsiębiorstwo Muska.