Kiedy w 2019 r. Bartosz Sztybor zabierał się za pracę nad serialem, sztuczna inteligencja uchodziła raczej za technologiczną osobliwość niż codzienne narzędzie. ChatGPT nie był jeszcze dostępny dla szerokiej publiczności, generatory obrazów dopiero raczkowały, a rozmowy o automatyzacji pracy toczyły się głównie w hotelowych salach konferencyjnych, wśród niewielkich grup branżowych ekspertów.
Kilka lat później sztuczna inteligencja weszła do powszechnego użytku. Pisze teksty, tworzy obrazy, komponuje muzykę i generuje filmy. Wspiera procesy kredytowe, pomaga osobom prowadzącym rekrutacje, bada ludzkie zachowania oraz przewiduje decyzje zakupowe.
Podobieństwo jest trudne do przeoczenia.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Różnica polega na tym, że w uniwersum „Cyberpunka” technologia nie jest (już) narzędziem podporządkowanym człowiekowi. To człowiek zostaje dopasowany do technologicznego systemu. Implanty, cielesne modyfikacje i biohacking są tam jednocześnie symbolami postępu oraz narzędziami sprawowania kontroli. Przez cały pierwszy sezon David stara się dotrzymać kroku światu, który wymaga od niego ciągłego ulepszania samego siebie. Każdy kolejny implant ma przybliżyć go do obranego celu, lecz faktycznie pcha coraz bliżej katastrofy.
Ten obraz dobrze opisuje współczesne napięcia. Co prawda, cybernetycznych ramion ani wojskowych systemów bojowych (jeszcze) sobie nie wszczepiamy. Zgodnie z logiką algorytmów aktualizujemy jednak profile w mediach (a)społecznościowych, poznajemy kolejne narzędzia oparte na sztucznej inteligencji i bez przerwy próbujemy pracować wydajniej. Mechanizm nacisku pozostaje zbliżony: kto nie nadąża za zmianą, wypada z obiegu.
Jeszcze mocniej wybrzmiewa dziś serialowa wizja wielkich firm. W Night City realną władzę sprawują technologiczne korporacje, podczas gdy państwo istnieje tu jedynie jako umowna dekoracja. To prywatne giganty decydują o bezpieczeństwie, obiegu informacji oraz dostępie do technologii.

„Cyberpunk: Edgerunners 2”: kadr z serialu
Netflix / Materiały prasowe
Potrzebujesz pomocy lekarza? Wykup ubezpieczenie. Dostęp do edukacji? Zapraszamy z bajońskim przelewem za czesne. Nie opłaciłeś czynszu? Do mieszkania nie wejdziesz. Nawet prania nie zrobisz bez wykupienia aktualizacji do pralki. Pieniądz organizuje tam cały porządek, a politycy nie mają wpływu na rzeczywistość, jeśli nie są na smyczy korporacyjnych bonzów.
Dzisiejszy świat nie jest jeszcze dystopią znaną z „Edgerunners”. Mimo to trudno zignorować skalę wpływu globalnych koncernów technologicznych, które dysponują siłą większą niż wiele państw – pokazuje to choćby szarpanina rodzimego resortu cyfryzacji z amerykańskimi platformami medialnymi. Decyzje kilku firm dotyczące algorytmów, rozwoju sztucznej inteligencji oraz moderowania treści oddziałują na codzienność miliardów ludzi.
Ten motyw nabiera szczególnego znaczenia w czasach mediów sterowanych przez algorytmy. Każdego dnia miliony osób pokazują wycinki własnego życia, rywalizując o uwagę innych. Chociaż w świecie „Cyberpunka” funkcję Instagrama przejmują tak zwane braindance’y oraz cyfrowe wspomnienia, zasada działania pozostaje taka sama. Chodzi o ucieczkę od rzeczywistości i nieustanną walkę o nowe bodźce, stymulujące nasz mózg.
Odchodzimy od fizyczności, nasze życie przenosi się do sieci. Wizja nowego, wspaniałego człowieka rozpada się bardzo szybko.

„Cyberpunk: Edgerunners 2”: kadr z serialu
Netflix / Materiały prasowe
Siła „Edgerunners” wynika jednak także z czegoś znacznie bardziej podstawowego: mimo wszystko w centrum tej historii stoją nie maszyny, lecz ludzie. Bohaterowie obu serii zostają pokazani jako postacie tragiczne. Chcą wolności, miłości, lepszego życia, ale działają w świecie skonstruowanym tak, aby takie pragnienia zniszczyć. Właśnie dlatego finał pierwszego sezonu stał się dla wielu widzów tak bolesnym doświadczeniem. Night City nie daruje pomyłek i nie wynagradza heroizmu.
Drugi sezon „Edgerunners”, który debiutuje dziś w Netflixie, przedstawia osobną opowieść z innymi bohaterami i nowymi konfliktami. Jego premiera przypada jednak na zupełnie inny moment niż start pierwszej serii.
W 2022 r., gdy premierę miała pierwsza odsłona, „Cyberpunk: Edgerunners” można było oglądać jako fascynującą wizję przyszłości. W 2026 r. coraz częściej brzmi jak ostrzeżenie. Dlatego powrót do Night City wydaje się dziś wyjątkowo aktualny. Nie chodzi już tylko o oglądanie świata, który może nadejść za kilka dekad, ale o rozpoznanie tego, w którym zaczęliśmy już funkcjonować.