W niedzielę po południu na telefon alarmowy w Billigheim (Badenia-Wirtembergia) zadzwonił mężczyzna, który błagał o pomoc. Nie wiedział, gdzie się znajduje i mówił tylko po polsku. W niemieckich służbach ratunkowych pracowała osoba znająca język polski, która przetłumaczyła rozmowę. Mężczyzna przekazał, że jest uwięziony w zamkniętym pomieszczeniu.

Służby ratunkowe niezwłocznie skontaktowały się z jego pracodawcą — polską firmą budowlaną. Szef firmy wskazał, że 60-latek prawdopodobnie przebywa w kontenerze na terenie firmy w Billigheim. Służby w końcu zlokalizowały Polaka.

Mężczyzna znajdował się w kontenerze mieszkalnym, który przybył tam z budowy w Stuttgarcie 4 dni wcześniej. Polska firma wynajmowała go do prac na Cannstatter Wasen. Po zakończeniu robót został przetransportowany z powrotem do Billigheim.

Polski robotnik utknął na 4 dni w kontenerze. Niemiecka policja: prawdopodobnie był pijany

Policjanci odkryli w środku łóżko, resztki jedzenia, pustą butelkę po wódce i kilka pustych puszek po piwie. Jak podaje niemiecka policja, „można przypuszczać, że mężczyzna przez część czasu przebywania w kontenerze był pijany”.

Mężczyzna trafił do szpitala z lekkim wychłodzeniem. Jego stan określono jako dobry, ale 60-latek nie wyjaśnił, jak znalazł się w kontenerze i dlaczego dopiero po kilku dniach zadzwonił na numer alarmowy. Teraz niemiecka policja próbuje ustalić okoliczności tego zdarzenia.

Źródło: Fakt.pl

„Moje życie będzie warte trzy kilo marchewki”. Szokujący raport o polskiej biedzie

Kawa szybko nie stanieje. Giuseppe Lavazza wskazuje, kiedy możemy spodziewać się obniżek

Dwa na trzy produkty w paczkach niebezpieczne. Szokujący test