Patrycja wjechała do USA na tymczasowej wizie prawie 20 lat temu i tak już została, mimo braku dokumentów zezwalających na stały pobyt. Teraz wraca do kraju. Woli wyjechać sama, bo – jak mówi – boi się, że zostanie deportowana.
Mariusz, 52-letni ojciec rodziny, stanął w obliczu deportacji, która oznacza rozdzielenie go z żoną i dwójką cierpiących na nieuleczalną chorobę synów. On także, choć w USA żył i pracował od lat, nie zalegalizował swojego pobytu. Jego historię opisuje polonijny „Dziennik Związkowy”.
Anna, po tym jak dostała wiadomość od amerykańskich służb migracyjnych, sama zdecydowała się opuścić kraj. Nie chciała dostać 10-letniego zakazu wjazdu.
USA. Tysiące Polaków bez papierów
Polaków takich jak Patrycja, Mariusz i Anna – którzy wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych przed laty, ale nie uregulowali prawnie swojego pobytu, czyli przebywają w USA nielegalnie – może być nawet 50 tys.
– Problem dotyczy głównie osób, które przyjechały 20-30 lat temu i utknęły w systemie bez możliwości legalizacji. Szacunki Center for Migration Studies wskazują, że liczba nieudokumentowanych Polaków spadła do poziomu ok. 30 tys. Ta liczba jest prawdopodobnie zaniżona, ale nie sądzę, by takich osób było więcej niż 50 tys. – mówi Interii politolog z Ohio University prof. Dominik Stecuła.
To Polacy, którzy np. przyjeżdżali do USA na tymczasowych wizach. Turystycznie, do rodziny, do pracy. Wizy wygasały, oni zostawali.
Tymczasem wuj Sam przestał wybaczać. Czasy amnestii migracyjnych, kiedy rząd USA umożliwiał imigrantom uzyskanie legalnego statusu, w tym stałego pobytu lub obywatelstwa, dawno przeminęły. – Ostatnia amnestia miała miejsce 1986 roku, kiedy to Ronald Regan podpisał Immigration Reform and Control Act, umożliwiający uzyskanie stałego pobytu około trzem milionom osób, które przebywały w USA nieudokumentowane od 1982 roku – wskazuje dr Karolina Łukasiewicz z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego i wykładowczyni na New York University, w Nowym Jorku.
Od tego czasu, osoby które znalazły się w USA bez uregulowanego statusu, bo np. ich wiza straciła ważność, nie miały łatwej ścieżki do udokumentowania się.
– Teoretycznie nadal można było liczyć na sponsoring rodziny (małżonka lub dzieci), czy programy takie jak DACA, adresowane do osób, które jako dzieci zostały przywiezione do USA w sposób nieudokumentowany, ale te rozwiązania nie są dostępne dla wielu. Polscy imigranci często nie mają najbliższych krewnych z obywatelstwem USA, brakuje im środków na pokrycie kosztów procedur – tłumaczy dr Łukasiewicz.
Masowe łapanki w USA. „Atmosfera terroru”
Polacy nie są tu wyjątkiem. Od lat 1990-tych liczba nieudokumentowanych osób w USA gwałtownie rosła właśnie dlatego, że dla wielu zamknięto ścieżki do zdobycia obywatelstwa. Według szacunków obecnie w Ameryce mieszka około 12-14 milionów migrantów bez uregulowanego statusu.
Teraz, kiedy Donald Trump z masowych deportacji czyni jeden z fundamentów swojej polityki, migranci ci, w tym wspomniana na początku grupa Polaków, mają prawo czuć się zagrożeni. Na ulicach, pod szkołami, kościołami, w restauracjach dochodzi do masowych kontroli i łapanek.
– To często zamaskowani funkcjonariusze w pełnym rynsztunku taktycznym z długą bronią, przypominający bardziej oddziały antyterrorystyczne niż służby administracyjne. Buduje to atmosferę terroru. Jesteśmy świadkami nalotów i zatrzymań w miejscach, które dotychczas były uznawane za bezpieczne azyle – w okolicach szkół, przedszkoli czy miejsc kultu. To celowa strategia zastraszania całych społeczności, która uderza w dzieci i rodziny – uważa prof. Dominik Stecuła.
Działania urzędników migracyjnych trudno nazywać rutynowymi. To realizacja jednej z czołowych obietnic wyborczych Donalda Trumpa.
– Administracja kładzie ogromny nacisk na to, by liczby deportacji rosły, a służby, dokładniej ICE (Immigration and Customs Enforcement, czyli urząd ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł) otrzymały „zielone światło” na działania o znacznie szerszym zasięgu niż w poprzednich latach – dodaje prof. Stecuła. Co więcej do akcji na szerszą skalę wkroczyli także funkcjonariusze Border Patrol, czyli służb odpowiedzialnych za ochronę granic, którzy dokonują zatrzymań także w miastach w głębi kraju.
Jesteśmy świadkami nalotów i zatrzymań w miejscach, które dotychczas były uznawane za bezpieczne azyle – w okolicach szkół, przedszkoli czy miejsc kultu. To celowa strategia zastraszania całych społeczności, która uderza w dzieci i rodziny.
Liczba osób przebywających w aresztach migracyjnych w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy prezydentury Donalda Trumpa wzrosła do najwyższego poziomu w historii. Kiedy w styczniu tego roku do Białego Domu wprowadzał się nowy 47. prezydent USA, w areszcie ICE przebywało 39 tys. zatrzymanych. Pod koniec sierpnia liczba ta wynosiła już 61 tys. i do stycznia 2026 roku może osiągnąć nawet 107 tys. – szacuje Migration Policy Institute (MPI), niezależny think tank z siedzibą w Waszyngtonie, który zajmuje się analizą globalnych ruchów migracyjnych.
Presja wobec imigrantów jest ogromna, choć to nie szczyt działań służb migracyjnych, ale zaawansowany początek. Oficjalnie plan Donalda Trumpa zakłada milion deportacji rocznie, a budżet służb odpowiedzialnych za te działania się rozrasta. W ciągu najbliższych trzech lat zaplanowano na ten cel dodatkowe 45 mln dolarów.
Część Polonii chwali politykę Donalda Trumpa
Kiedy pytam na grupach polonijnych o sytuację Polaków, także z nieuregulowanym statusem, w związku z nasilająca się presją ze strony służb migracyjnych, odzew jest spory. Jednak autorami większości odpowiedzi są osoby, które chwalą politykę Trumpa i zapewniają, że z USA się nie wybierają. Z ich relacji jednoznacznie wynika, że mają prawnie uregulowany status imigranta. Niektóre osoby, prezentujące się jako zwolennicy aktualnych władz USA, przeinaczają jednak fakty. I trudno się temu dziwić, jeżeli informacje na temat polityki migracyjnej czerpią wyłącznie z przekazów administracji Donalda Trumpa.
„Deportacje dotyczą głównie nielegalnych imigrantów z kryminalną przeszłością” – przekonuje Agnieszka. W istocie tak mówi przecież sam prezydent USA. W oficjalnych kanałach społecznościowych ICE zamieszczane są wizerunki zatrzymywanych nielegalnych imigrantów z opisami, jakiego rodzaju przestępstw się dopuścili. Organy administracji państwowej wprost komunikują, że poprzez deportacje porządni obywatele będą mogli czuć się bezpieczniej. Trudno nie przyklasnąć skutecznemu aparatowi państwa, który ściga przestępców.
Sęk w tym, że dane jednoznacznie wskazują, że takie przypadki to mniejszość. Migration Policy Institute (MPI) wskazuje, że osoby z kryminalną przeszłością stanowią jedynie część deportowanych. Według stanu na wrzesień 2025 r. 71 proc. zatrzymanych w ICE nie miało wyroku karnego. Spośród 25 procent, którzy mieli zarzut karny, większość z nich to drobne przestępstwa, takie jak wykroczenia drogowe.
– Gwałtownie rośnie liczba aresztowanych, którzy nie popełnili żadnego przestępstwa ani byli o nic oskarżeni – podkreśla dr Karolina Łukasiewicz z Ośrodka Badań nad Migracjami.
– Wrócił model, w którym każdy nieuregulowany status jest podstawą do deportacji, a nie tylko, jak bywało wcześniej, popełnienie poważnego przestępstwa – wtóruje prof. Dominik Stecuła.
Rozmawiając z nieudokumentowanymi Polakami w USA, najczęściej słyszałam od nich, że żyją tu za długo, żeby wyjechać, że w Polsce nic na nich nie czeka, a tu mają całe życie i wreszcie, niebezzasadnie, że mają nadzieję, że skoro nie są ani czarni, ani brązowi, to jakoś to będzie i nikt z ulicy ich nie zgarnie.
Donoszą na siebie do służb migracyjnych?
Służby migracyjne na cel biorą głównie osoby o określonym kolorze skóry, głównie Latynosów. Jednak jak słyszę od kolejnych Polaków mieszkających w USA, wylegitymowany może zostać każdy. Brak papierów oznacza zatrzymanie, a potem areszt i deportację.
Największy niepokój, ale także protesty wśród samych Amerykanów, budzą metody służb migracyjnych, które stają się coraz bardziej radykalne i agresywne.
Aleksandra Rakowicz, mieszkająca w Ameryce od lat, opowiada o niej w mediach społecznościowych (Polka w Ameryce) i na You Tube (Popo w Ameryce). W rozmowie z Interią przyznaje, że widząc uzbrojonych po zęby zamaskowanych funkcjonariuszy wcale nie czuje się bezpieczniej.
– Mam takie wrażenie, że w każdej chwili ktoś może mnie zatrzymać i prosić o dokumenty. W ciągu ostatnich miesięcy wielu Amerykanów zostało schwytanych i posadzonych w areszcie przypadkiem, dopóki służby nie potwierdziły, że przebywają w kraju legalnie – mówi.
Kobieta mieszka obecnie w okolicach Miami, i jak podkreśla: „ma papiery, więc nie ma obaw”. – Myślę, że dla osób, które ich nie mają, ta sytuacja musi być trudna psychicznie, bo choć Polacy nie są na celowniku służb migracyjnych, to istnieje realne ryzyko, że możesz zostać zatrzymany. Słyszałam też o przypadkach, że Polacy nawzajem na siebie donoszą do służb migracyjnych – relacjonuje.
O tej samej kwestii mówi dr Karolina Łukasiewicz, która w projekcie finansowanym przez Narodowe Centrum Nauki, prowadziła wywiady wśród Polaków z nieuregulowanym statusem prawnym, mieszkających w Nowym Jorku. – Sama byłam świadkiem sytuacji, w której osoba groziła innej donosem do służb imigracyjnych – mówi.
Do składania donosów zachęcają zresztą wprost służby migracyjne, podkreślając, że można robić to w pełni anonimowo.
– Rozmawiając z nieudokumentowanymi Polakami w USA, najczęściej słyszałam od nich, że żyją tu za długo, żeby wyjechać, że w Polsce nic na nich nie czeka, a tu mają całe życie, przyjaciół, i wreszcie, niebezzasadnie, że mają nadzieję, że skoro nie są ani czarni, ani brązowi, to jakoś to będzie i nikt z ulicy ich nie zgarnie – opowiada baczka.

Uzbrojony funkcjonariusz służb ICE podczas akcji w Chicago Jacek BoczarskiAFP
Samodeportacje. Amerykański rząd rozsyła wiadomości
Byli też tacy – jak pani Patrycja – którzy bojąc się wydalenia, sami opuszczą kraj. W ten sposób następują tzw. „self-deportation” – samodeportacje. Do takich ruchów oficjalnie zachęcają władze USA.
– Jakiś czas temu administracja Trumpa zaczęła wysyłać wiadomości – oficjalną korespondencją, przez specjalną aplikację, SMSy, ulotki – do osób, które wytypowano jako nieudokumentowane, wskazując, że powinny same wyjechać, bo w przeciwnym razie zostaną deportowane – mówi dr Łukasiewicz.
Anna (imię zmienione) mieszkała w USA prawie 30 lat, dostała taką wiadomość i zdecydowała się wyjechać. Bała się, że jeśli zostanie deportowana, będzie miała zakaz wjazdu do USA przez 10 lat, bo tak stanowi prawo. Odpowiedź na pytanie, dlaczego nie uregulowała prawnie swojego pobytu, jest bardzo skomplikowana, podobnie jak sytuacja kobiety. Przyznaje jednak – że jest w tym pewne zaniedbanie. Choć opuściła Stany, chciałaby wrócić. Tam jest całe jej życie. W Polsce czuje się samotna.
Presja wobec imigrantów w kolejnych miesiącach będzie się zaostrzać, bo docelowy plan Trumpa zakłada deportacje milion osób rocznie.
Haniebny wpis izraelskiego instytutu o Polsce. Były szef MSZ w ”Gościu Wydarzeń”: Musimy przyjąć, że Izrael to trudny partnerPolsat NewsPolsat News
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
