Wygrana z Rapidem Wiedeń 4:1 na inaugurację – tak Lech Poznań rozpoczął zmagania w fazie ligowej najmniej prestiżowych europejskich rozgrywek. Później miał wygrać na Gibraltarze z Lincoln Red Imps – i już ze spokojem oczekiwać na drugą część zmagań. Znacznie trudniejszą, ale mając sześć punktów, mistrz Polski ułożyłby sobie wszystko w kontekście awansu.
Mając w perspektywie starcie z FSV Mainz, ostatnie domowe, poznaniacy meczu z Lausanne-Sport przegrać nie mogli. Ba, nawet remis nie był dobry. Frederiksen też miał tego świadomość, posłał więc do boju wszystko co miał najlepsze.
Tyle że widząc skład środka obrony, a znów tworzyli go Wojciech Mońka i Mateusz Skrzypczak, można było drżeć o zero po stronie strat. To w tym sezonie największy mankament drużyny.
Czwarty mecz Lecha Poznań w Lidze Konferencji. Rywalem FC Lausanne-Sport
Szwajcarzy rzucili się na Lecha w pierwszych minutach – tak chyba można nazwać pressing już w okolicy pola karnego gospodarzy. Mogli nawet zaskoczyć „Kolejorza” jeszcze szybciej niż w pierwszej kolejce uczynił to Rapid Wiedeń, wtedy poznaniakom pomógł spalony. Tym razem skończyło się na niebezpiecznym wbiciu piłki w „16” po piętnastu sekundach.

Starcie Mateusza Skrzypczaka i Theo BairaJakub KaczmarczykPAP
Z tym pressingiem Lech radził sobie dobrze, jedynie dwie straty Pablo Rodrigueza na własnej połowie mogły być groźne. Ostatecznie nie były. A podopieczni Nielsa Frederiksena dość szybko dostrzegli, że między wysuniętą linią pomocy gości i cofniętą obroną jest spora przestrzeń do zagospodarowania. I coraz częściej zaczęli tędy przeprowadzać swoje akcje, choć głównie lewą stroną, dzięki Luisowi Palmie.
Pierwsza groźna akcja Lecha miała jednak początek na prawej stronie, ale Honduranin też odegrał w niej kluczową rolę. Ze skrzydła bardzo głębokie dośrodkowanie posłał Joel Pereira, Palma mógł uderzać z woleja, ale odegrał na środek do Mikaela Ishaka. Szwed oddał niecelny strzał, a okazja była niezła.
Te długie przegrania piłki od Pereiry do Palmy były dobrym pomysłem Lecha – i skutecznym. Honduranin nie był jednak w stanie uzyskać przewagi w pojedynkach z Brandonem Soppym, którego często wspomagał jeszcze Kevin Mouanga. Nie licząc strzału z dystansu Antoniego Kozubala, „Kolejorz” jakoś poważniej nie zapisał się w pamięci bramkarza gości.

Pojedynek biegowy Mikaela Ishaka i Kevina MouangiJakub KaczmarczykPAP
Szwajcarzy też zresztą długo w ofensywie nie imponowali. Był celny strzał Albana Ajdiniego przy bliższym słupku (20. minuta), ale Bartosz Mrozek zachował czujność. Podobnie jak w 43. minucie, gdy po rzucie rożnym jego koledzy, a konkretnie Michał Gurgul, trochę źle zareagował przy dośrodkowaniu. Chwilę wcześniej Wojciech Mońka zdążył wrócić za Theo Bairem, który zmierzał do sytuacji sam na sam.
Ten ostatni fragment pierwszej połowy był zresztą niepokojący. Piłkarze z Lozanny zamknęli Lecha na jego połowie, w doliczonym czasie Mrozek uratował zespół po bardzo dobrym strzale Ajdiniego. Brakowało wsparcia za środka, bardzo kiepską partię rozgrywał Rodriguez, więcej spodziewano się po Alim Gholizadehu.
Zaskoczenie w Poznaniu, „Kolejorz” bezradny w drugiej połowie. Mrozek wciąż w opałach
Lech oddał inicjatywę Szwajcarom też w pierwszym fragmencie po przerwie, w Ekstraklasie, gdy mecz odbywa się przy Bułgarskiej, praktycznie nie ma to miejsca. Irytowały proste straty, niecelne podania, czy to Pereiry, czy Kozubala, czy innych zawodników. A jeszcze Bair próbował na wślizgu uderzyć z pięciu metrów, niewiele mu zabrakło.

Gratulacje dla Taoffeka Ismaheela po trafieniu na 1:0Jakub KaczmarczykPAP
Za chwilę znów się zakotłowało, gdy Ajdini chciał już uderzyć, ale nogę wstawił mu jeszcze Mońka. Napastnik Lausanne-Sport upadł, ale to on kopnął lechitę. Młody obrońca Lecha grał ryzykownie, ale kilka razy ratował zespół.
Pierwszy kwadrans drugiej połowy był dla poznaniaków fatalny, Frederiksen zareagował trzema zmianami. A trener gości Peter Zeidler odpowiedział wzmocnieniem… ofensywy. Posłał do boju swojego najlepszego napastnika Gaoussou Diakite.
I gdy już można się było spodziewać, że w końcu Mrozek skapituluje, jeden z pierwszych wypadów Lecha zakończył się trafieniem. Była 67. minuta, gdy Palma zagrał do Filipa Jagiełły, a ten świetnie podał do wbiegającego środkiem w pole karne rezerwowego Taofeeka Ismaheela. A Nigeryjczyk dał prowadzenie.
Szwajcarzy zaatakowali całym zespołem, to dawało okazje do kontr. I przez chwilę Lech ich próbował, później skupił się na głębokiej defensywie.
Było to niebezpieczne, piłkarze z Lozanny mieli kilka okazji na wyrównanie. Raz za razem kotłowało się w szesnastce. Ale udało się. Pierwszy raz w tym sezonie „Kolejorz” nie stracił bramki przy Bułgarskiej.
A jeszcze w 95. minucie Ismaheel dograł do Yannicka Agnero, a ten trafił na 2:0. Piłkarz, którego określano jako „transferowy niewypał”, zdobył bramkę w drugim meczu z rzędu. I to jak istotną!
Minutowy zapis relacji z meczu Lech Poznań – Lausanne-Sport można przeczytać TUTAJ.
- Lech Poznań – Lausanne-Sport. Skrót meczu
- A jednak to prawda. Prezydent Nawrocki dotrzymał słowa. Potwierdzenie nadeszło znienacka

Pablo Rodriguez w meczu Lecha z Lausanne-SportJakub KaczmarczykPAP
Rayo Vallecano – Lech Poznań. Skrót meczu. WIDEOPolsat Sport
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
