Raków Częstochowa okazał się zdecydowanie lepszy od Rapidu Wiedeń i odniósł przekonujące zwycięstwo 4:1.
Okazuje się, że słowa Marka Papszuna o tym, że chce odejść do Legii Warszawa nie wpłynęły demotywująco na zespół. Wręcz przeciwnie. Na pomeczowej konferencji prasowej niewiele było jednak pytań o samo spotkanie. Wszystkich interesowała sytuacja Papszuna. Mieliśmy swego rodzaju dogrywkę.
– Nic się nie zmieniło. Wczoraj byłem trenerem Rakowa i dziś też nim jestem. Nie powiedziałem, że odchodzę. Wiąże mnie kontrakt – powiedział Papszun.
Chciał, żeby na tym zakończyć ten temat, ale dziennikarze nie odpuszczali. I słusznie, bo po kolejnym pytaniu szkoleniowiec Rakowa nieco się otworzył.
– W ogóle nie czuję się nieetyczny. Mam duże wartości, wiem co robię i co mówię. Prosiłem wczoraj, żeby nie oceniać sytuacji, nie mając praktycznie żadnej wiedzy na ten temat i czym jest spowodowana moja chęć opuszczenia klubu. Jako człowiek mam prawo to zrobić. To moje życie i mam prawo o nim decydować. Tyle w temacie. Dalej nie posunę się ani o krok. Powiedziałem prawdę, chciałem być szczery, transparentny i uczciwy. Powiedziałem o tym drużynie, wszyscy o tym wiedzieli. Jeżeli ktoś mi cokolwiek zarzuca, to jest to jego problem. Nie mój – powiedział Papszun.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Huknął nie do obrony. Asysta piętą skradła show
– Mogę chcieć gdzieś pracować, ale też rozumiem, że mam obowiązujący kontrakt. Nie robię nic przeciw Rakowowi. To chyba dzisiaj było widoczne. Poświęcam się tu w pełni, nie mając ostatnio dnia wolnego i pracując po to, by Raków wygrywał. A to, że mogę coś chcieć chyba nie jest niczym złym – komentował trener Papszun.
Kibice są jednak innego zdania. Zniszczony został mural na jednym z częstochowskich budynków, a ponadto przed meczem z Rapidem na trybunie pojawił się dość wiele mówiący transparent skierowany do Papszuna.
– Zamalowanie muralu? No trudno. Jeśli ktoś mnie nie szanuje, to ja nie będę z tego powodu rozpaczał. Ktoś nie docenia tego, co tu zrobiłem? Okej. Niech mi pan uwierzy – będę spokojnie z tym żył. Wiem ile temu klubowi oddałem, ile poświęciłem swojego życia. Nikt mnie nie wybije z rytmu, choćby tych kibiców były miliony. Śpię spokojnie. Przespałem całą noc. Wstałem, pracowałem od 6 rano, tak jak zwykle. Nic się nie zmieniło i nic się nie zmieni. Czy będę w Rakowie jutro? Nie wiem. Czy będę tydzień, miesiąc, a może wypełnię kontrakt do końca? Nie powiedziałem nic, że odchodzę, tylko że chciałbym odejść. A to zasadnicza różnica. Jeśli byłbym nieprofesjonalny, to bym nie prowadził drużyny – powiedział Papszun.