Działacze Gezet Stali Gorzów od początku zakładali koncepcję składu z zawodnikiem, który będzie pełnił funkcję tzw. kevlaru – a więc jeźdźca, będącego zastępowanym przez młodszych kolegów. Mówiło się, a wręcz było praktycznie przesądzone, że wybór padnie na Wiktora Trofimowa, ale ostatecznie strony nie doszły do porozumienia.

Zdecydowano się wobec tego na plan „B”. W miejsce Ukraińca z polskim paszportem ściągnięto o siedem lat starszego Marcela Szymko, który w tym sezonie odnowił certyfikat żużlowy. Po raz czwarty w karierze. – Cały czas mam marzenia i staram się je realizować. Nie muszę nikomu nic udowadniać. Robię to tylko i wyłącznie dla siebie – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem Żużlowym”.

ZOBACZ WIDEO: Aż szczęka opada. Tyle zarabiają najlepsi żużlowcy świata

Doświadczony gdańszczanin wystąpił w tym roku w meczu ligowym w ramach Krajowej Ligi Żużlowej w Krakowie. W wywiadzie mówi otwarcie, że los bywa przewrotny – Wybrzeże miało awansować do Metalkas 2. Ekstraligi, a on szukać klubu w Krajowej Lidze Żużlowej. Tymczasem to gdańszczanie zostali w KLŻ, a 33-latek wylądował w PGE Ekstralidze.

Nie chce, aby mówić o nim „kevlar”. – Takie określenie uważam za mało eleganckie i niesprawiedliwe. Tak można mówić o zawodniku, który przyjeżdża pociągiem na zawody, przebiera się i jego ambicje kończą się na wyjściu na prezentację. Jeśli o mnie chodzi, to będę, jak zawsze starał się przygotować na sto procent.

Szymko podkreśla, że będzie miał sprzęt dorównujący poziomem do innych zawodników z najlepszej ligi świata. Wie, że nikt nie zamierza wywierać na nim presji, a sztab szkoleniowy będzie miał różne koncepcje taktyczne. On sam może być w komfortowej sytuacji – właśnie przez wzgląd na brak konkretnych oczekiwań. – Myślę, że prędzej czy później dostanę swoją szansę i jakieś punkty będę dokładał do wyniku drużyny – skomentował.