Za nami pierwszy miesiąc rywalizacji w Pucharze Świata w skokach narciarskich. Polscy kibice jednak mają niewiele powodów do optymizmu. Nasi reprezentanci głównie zawodzą i tylko czasami zdarza się jakieś miłe zaskoczenie.

Kilka lat temu byliśmy potęgą, a dziś normą jest, że nasi zawodnicy zajmują odległe miejsca i nie są w stanie rywalizować ze światową czołówką. Nasze miejsce w hierarchii bardzo dobrze pokazuje zestawienie, które przygotował Adam Bucholz z portalu skijumping.pl.

ZOBACZ WIDEO: Oto jakie zdanie o trenerze polskich skoczków mają kibice

To ranking pokazujący, ilu skoczków z danego kraju kończyło zawody Pucharu Świata w pierwszej dziesiątce. Bezdyskusyjnym liderem jest Austria, której reprezentanci plasowali się w top 10 aż 23 razy. Dalej są Japonia i Słowenia (po 17 razy), a podium zamykają Niemcy (14).

A gdzie jest Polska? Niemal na szarym końcu. Tylko dwóch Biało-Czerwonych do tej pory zajęło miejsce w pierwszej dziesiątce. Stało się to podczas drugich zawodów w Wiśle, gdy Kacper Tomasiak był piąty, a Piotr Żyła siódmy.

Naszą aktualną sytuację najlepiej podsumowuje fakt, że przed nami są Bułgaria i Francja, czyli kraje, które nie mają tak bogatych tradycji w skokach narciarskich. Wyprzedzamy jedynie Finlandię oraz kraje, których żaden reprezentant nie znalazł się w dziesiątce.

W tej chwili największa nadzieja w 18-letnim Tomasiaku. W sobotę w Klingenthal mógł poprawić nasz dorobek, bo po pierwszej serii zajmował piąte miejsce. Potem jednak oddał słaby drugi skok i zakończył zmagania na 18. miejscu. Z kolei w niedzielę nie awansował do drugiej serii.