Pierwszy sezon był spełnieniem marzeń znacznej części fanów gier, ale nie tylko ich przyciągnął przed ekrany. Był na tyle wciągający i inny, że sięgnęli po niego „zwykli” widzowie. Druga odsłona właśnie trafiła na platformę Prime Video. Chodzi oczywiście o serial „Fallout” oparty na motywach z gier komputerowych o tym samym tytule. Wiemy, co czeka nas w zupełnie nowych odcinkach i mieliśmy okazję porozmawiać z twórcami show.
Rozmowa z twórcami serialu „Fallout”
Prime Video „Falloutem” udowodnił, że kiedy twórcy nie tylko dobrze znają, ale też kochają materiał źródłowy, są w stanie na jego bazie zbudować coś fantastycznego. W rozmowie z Kultura.gazeta.pl showrunnerka serialu Geneva Robertson-Dworet przekonuje, że pierwszy sezon był zaledwie rozgrzewką przed tym, co mogli zrobić w drugim. Możemy spodziewać się jeszcze więcej wszystkiego, bowiem Amazon nie skąpił i dał zielone światło na o wiele większą skalę produkcji. Choć finanse na to pozwalały, zamiast komputerowych efektów specjalnych zdecydowano się na budowanie prawdziwej scenografii i rekwizytów.
Fallout ma wyjątkowy ton – to nieprawdopodobny miks komedii, najbardziej okrutnej przemocy, moralnych dylematów i tragicznych wyborów. Ten miks właściwy grom chcieliśmy pokazać na ekranie, to była nasza gwiazda polarna. Na tym najbardziej nam zależało – chyba najbardziej ze wszystkiego, zwłaszcza w pierwszym sezonie. Tym razem pracujemy na o wiele większej skali – mówi Geneva Robertson-Dworet. – Nowy sezon jest o wiele większy w porównaniu z poprzednim. Podróżowaliśmy po całej Kalifornii, rekwizyty, scenografię, budowle – wszystko, co było można – zrobiliśmy i zbudowaliśmy własnoręcznie. Fizyczna skala nowego sezonu jest o wiele większa niż wcześniej.
Zobacz wideo „Fallout” – sezon 2 [ZWIASTUN]
Jednym z przeciwników, jakich na swojej drodze napotkają bohaterowie, są legendarne szpony śmierci – nazwa zobowiązuje, bowiem w grach kontakt z nimi na zbyt niskim poziomie oznacza zawsze śmierć. Potwory są wyjątkowo obrzydliwe, nadzwyczaj inteligentne i bezwzględne. Już po zapowiedziach wiadomo, że zobaczymy je również w serialu i jest to jeden z widoków, na jakie szczególnie czeka Aaron Moten, serialowy Maximus:
Nie mogę się doczekać, aż ludzie zobaczą szpony śmierci. Trzeba było trzech osób, żeby to poruszyć! Wszystko tu jest zrobione ręcznie, to kawał mistrzowskiej pracy rzemieślniczej – zachwyca się.
Pod koniec pierwszego sezonu jego bohater odniósł sukces, do jakiego dążył przez osiem odcinków. W nowym sezonie poznajemy szczegóły dzieciństwa Maximusa i widzimy go na rozdrożu pomiędzy jeszcze większą sławą a spokojnym sumieniem. „Udało nam się stworzyć pięknego bohatera, jest w nim coś instynktownie nieskalanego, co zakorzeniło się w nim jeszcze w dzieciństwie” – mówi Moten. Dopytany, czy ma z Maximusem punkty wspólne, potwierdził:
Myślę, że pod tym względem mam sporo wspólnego z Maximusem, kiedy wyobrażam sobie siebie na jego miejscu, w tej okropnej sytuacji. Myślę, że tęskni za przyjaźnią, kontaktem z innymi ludźmi. Ja bym nie chciał mierzyć się z końcem świata bez mojej rodziny i przyjaciół, chciałbym, żeby byli blisko. Potrzebowałbym poczucia wspólnoty i bezpieczeństwa. Ale decyzje Maximusa mogą go zaprowadzić w naprawdę dowolnym, nieoczekiwanym nawet dla niego kierunku – powiedział.

Aaron Moten (Maximus). Kadr z serialu 'Fallout’fot. Prime Video
W pierwszych odcinkach drugiego sezonu fani gier od razu usłyszą znane tony z muzyki z „New Vegas”. Dla showrunnerki idylliczne utwory lat 50. USA to nie tylko ukłon w stronę tej grupy – to też symbol tego, co doprowadziło do nuklearnej zagłady.
Nasz serial to rozrywkowa wersja końca świata i muzyka pełni tu bardzo ważną rolę. Wykorzystaliśmy wiele utworów prosto z gry, ale to tylko jeden z elementów większego obrazu i wciągającej estetyki. Cała koncepcja polega na przedłużeniu optymistycznych lat 50. aż do lat 20. kolejnego wieku, kiedy spadły bomby i doprowadziły do końca świata. Można powiedzieć, że era pychy, pewności siebie Ameryki doprowadziła do zagłady. Estetyka nadmiernej pewności siebie i braku pokory też się do tego przyłożyła. Część tej estetyki, która w muzyce brzmi wesoło i skocznie, ale w obrazie świata po zagładzie już nie tak bardzo, sprawia, że „Fallout” jest tak uwielbiany – mówi Geneva Robertson-Dworet.
Prime Video pokazał szerokiej publiczności na razie jeden odcinek. Kolejne będą miały premierę w cotygodniowych odstępach z finałem na początku lutego przyszłego roku. Twórcy z optymizmem patrzą w przyszłość: trzeci sezon już się pisze. Recenzenci otrzymali trzy pierwsze odcinki i oceniają je w niemalże 100 proc. pozytywnie. Drugi sezon ma wyższe noty niż pierwszy: odpowiednio 98 proc. i 93 proc. pozytywnych recenzji.