Lekkoatleta Ignacy Andrzejczak, pływak Wiktor Chmurski, panczenistka Liwia Kubin, golfista Jan Pyla oraz tenisistka Oliwia Sybicka jako pierwsi otrzymali stypendia od Igi Świątek. Każda zawodniczka i zawodnik dostali 100 tys. rocznie na rozwój swoich możliwości. W kapitule był m.in. Maciej Ryszczuk, który zdradził, czym kierował się podczas wyboru. Odpowiedział też na pytania dotyczące przygotowań do nowego sezonu oraz propozycjach współpracy, jakie otrzymuje regularnie.

Dawid Góra, szef redakcji WP SportoweFakty: Jesteś jednym z ekspertów, którzy decydowali o tym, kto otrzyma stypendia od Igi Świątek. Czym głównie się kierowałeś?

Maciej Ryszczuk, trener motoryczny, fizjoterapeuta Igi Świątek: Mieliśmy obiektywne założenia, które każdy musiał spełnić. Ocenialiśmy dorobek sportowy, potencjał, ale także choćby sytuację finansową i życiową.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Co to był za rzut! Skradł show przed meczem

Im bardziej skomplikowana tym większa szansa na stypendium?

To zależy. To tylko jeden z elementów, w finale liczy się cały obrazek. Podczas oceny patrzyliśmy na przykład na same wypowiedzi zawodników, wideo, które zamieszczają w mediach społecznościowych, listy polecające od trenerów lub innych sportowców. Do tego nasza własna ocena, czyli każdej osoby wchodzącej w skład komisji. Wszystko to składało się na jedną całość. Ostateczną decyzję podjęła Iga, to ona „przybiła pieczątkę” i zatwierdziła finalne kandydatury.
A propos Igi – zastosowałeś jakieś zmiany w przygotowaniach do nowego sezonu?

Jeśli już to bardzo kosmetyczne. Trener główny w niektórych sprawach też miał swoje oczekiwania, ale chodzi o kwestie wyłącznie techniczne. Dodatkowo, postawiłem na wytrzymałość Igi. Teraz będzie mogła pozwolić sobie na jeszcze więcej. Na razie idzie nam bardzo fajnie.

Musimy pamiętać, że kwestie motoryczne nie zawsze mają stuprocentowe przełożenie na to, co się dzieje na korcie, jednak wydolnościowo Iga jest w lepszej kondycji niż kiedykolwiek.
Jak sprawić, żeby człowiek, który już miał świetną kondycję, zrobił kolejny krok do przodu?

Podczas sezonu nie ma wiele czasu, aby poprawić takie rzeczy. Cały czas startujemy w turniejach, pracujemy na dużej intensywności. W innych sportach jest znacznie więcej czasu. My musimy zmieścić się w tym okresie, który mamy, więc jeśli postanowimy pracować nad czymś konkretnym, możemy to zrobić właśnie wtedy.
Pierwszym szlemem w sezonie jest Australian Open – jedyny z wielkich turniejów niewygrany przez Igę. To miało znaczenie w przygotowaniach?

W zeszłym sezonie Iga dotarła do półfinału, sam finał był bardzo blisko. Nie zmieniamy więc wiele. Skupiamy się na elementach technicznych, do których ja dobieram odpowiednie przygotowanie motoryczne.
Jak układa się wasza współpraca z Wimem Fissettem? Od jego zatrudnienia minął już ponad rok.

To jest dopiero rok! O dotarciu w zespole można mówić po dłuższym okresie. Bywa, że różnice językowe są jeszcze do dogrania. Niemniej w mojej ocenie tworzymy dobry zespół.
Słyszałem, że przy Wimie rozmawiacie wyłącznie po angielsku.

Staramy się, oczywiście, i w większości tak się dzieje, to oznaka wzajemnego szacunku również, ale jeśli Iga czasem coś mówi po polsku, to odpowiadamy po polsku. Bywa, że nasz styl komunikowania się, żarty, bywają dla Wima wręcz szokujące, ale stara się dostosować. My, Polacy, często mówimy dokładnie to, co myślimy. Bywamy nieco bardziej bezpośredni w swoich wypowiedziach. W Belgii natomiast jest więcej „miękkiej gry”, co zresztą też bardzo się przydaje.

Iga czasem potrzebuje odpoczynku, a w innych momentach bezpośredniej, twardej uwagi. Dobrze mieć takie różnorodne narzędzia, bo istnieją różne drogi dotarcia do oczekiwanych wyników.
Na ile jest istotne, że pracujesz z liderką rankingu lub zawodniczką próbującą odbić szczyt WTA? To w ogóle funkcjonuje w twojej głowie?

Tak, ale bardziej pod koniec sezonu. Jeśli okazuje się, że mamy np. 300 punktów do odrobienia, i Iga bierze udział w kolejnym turnieju – to wiadomo, że potrzebujemy zwycięstwa w każdej rundzie – inaczej o jedynce można zapomnieć – trudno o tym nie myśleć. Trzeba jednak też brać pod uwagę całość funkcjonowania, i to jak przekłada się to na dalszy ciąg sezonu, okres odpoczynku itd.
Miałem zapytać o to, czy w Idze drzemią jeszcze niewykorzystane możliwości, ale powiedziałeś, że choćby wydolnościowo jest w najlepszej formie od początku kariery. Czyli wciąż jest co poprawiać.

Jest jeszcze sporo rzeczy do poprawy, ale – mówiąc wprost – nie zawsze jest czas na to, aby je wytrenować. Robimy więc progres krok po kroku.
Czyli im starsza zawodniczka, tym lepsza?

W wielu aspektach tak. Na pewno coraz bardziej świadoma. Nawet jeśli do wieku dochodzą niższe możliwości wydolnościowe, to atutem staje się świetna umiejętność czytania gry, technika, taktyka.

Nie jesteśmy nawet blisko najlepszej wersji Igi Świątek. Jednak nie zawsze będziemy do tego dążyć w pełnej wersji tu i teraz. Nie da się zrobić wszystkiego naraz. Czasami do dopracowania są aspekty, które można poprawić tu i teraz, a na kolejne przyjdzie czas później.
Jesteś ceniony nie tylko w Polsce, ale praktycznie całym tenisowym świecie. Ktoś już próbował cię wyciągnąć z zespołu Igi i zatrudnić we własnym?

Padały pytania, czy jestem zainteresowany pracą w innym zespole. Czasem pośrednio, czasem bezpośrednio. Praktycznie każdego roku dostaję takie pytania. Ale to zupełnie normalne. Nigdy nikt nachalnie nie próbował mnie przejąć. Na pewno mogę powiedzieć, że zawsze staram się wysłuchać, co druga osoba ma do powiedzenia. Szczególnie, że nasze środowisko to z grubsza ciągle ci sami ludzie. Warto szanować się nawzajem.
Zdarzyło się, że poważnie rozważałeś którąś z ofert?

Był moment, że rozważałem teoretycznie, na ile byłbym w stanie przyłożyć się do powrotu na wyższe miejsca rankingu. Nie zastanawiałem się nad podbijaniem swojego ego, a bardziej pomocą drugiej osobie.
Domyślam się, że Iga raczej by cię nie wypuściła.

Bardzo możliwe! Niezależnie od tego, nawet ta rozmowa pozostała tylko rozmową i nic więcej z niej nie wyniknęło. W kolejnym 2026 roku dalej będziemy tworzyć team Iga.