Czy w Polsce zaczną powstawać motocykle elektryczne i to wymyślone przez naszych inżynierów? Jest na to szansa. We Wrocławiu powstała firma HEROS Motorcycles, za którą stoją absolwenci Politechniki Wrocławskiej. Mają oni na swoim koncie kilka prototypów, które powstawały m.in. z myślą o mistrzostwach świata inżynierów.
Wrocławscy studenci zaczęli od budowy motocykla elektrycznego z przeznaczeniem na tory asfaltowe. Ich konstrukcja zdobyła uznanie na mistrzostwach świata inżynierów, ale też dość szybko konstruktorzy zdali sobie sprawę z tego, że większy potencjał tkwi w maszynach do jazdy w terenie.
ZOBACZ WIDEO: Kadra, relacje z Lewandowskim i Urbanem. Jerzy Brzęczek gościem WP SportoweFakty
Motocykle elektryczne produkowane w Polsce?
Chociażby w ostatni weekend podczas rundy mistrzostw świata SuperEnduro w Gliwicach na podium stanął Eddie Karlsson, który rywalizował na elektrycznym Starku. „Elektryki” są też coraz popularniejsze w zawodach motocrossowych czy tradycyjnym enduro.
– Dlaczego motocykle elektryczne enduro? To nie jest tak, że jesteśmy ślepymi fanami elektromobilności. Jakby pan teraz chciał kupić szosowy motocykl turystyczny, to poleciłbym wersję spalinową. Teren? Nie ma lepszych rozwiązań niż „elektryki” i to wśród mojej konkurencji. Na nowo utworzył się tort, który się „kroi” na naszych oczach – mówi w rozmowie z WP SportoweFakty Kuba Sieczka, jeden z dwóch założycieli HEROS Motorcycles.
Elektryczny motocykl torowy opracowany przez wrocławskich inżynierów
Wyścigowe motocykle elektryczne na torach asfaltowych nie zdają jeszcze egzaminu, o czym świadczy zawieszenie mistrzostw świata MotoE z końcem sezonu 2025. W takim środowisku maszyny pracują na maksymalnych obrotach i pokonują spory dystans, przez co baterie szybko się wyczerpują. W terenie jest inaczej. Tu w pierwszej kolejności męczy się człowiek, dopiero później „elektryk”. Rozwijane prędkości są też znacznie mniejsze, co wydłuża czas pracy baterii.
– Z raportów branżowych wynika, że dojdzie do wzrostu rynku off-roadowych motocykli elektrycznych o ok. 20 proc. do 2030 roku. To jest rynek, który jako jedyny się rozwija w świecie jednośladów. Coraz gorzej sprzedają się np. tradycyjne motocykle sportowe – dodaje Sieczka.
Ile to kosztuje?
Inżynierzy skupieni wokół HEROS Motorcycles opracowują prototyp motocykla, który dość szybko mógłby trafić do masowej produkcji. Jak podkreśla Sieczka, „wszystko jest od zera zaprojektowane przez nas”. – Rama, wymienny system baterii czy design oraz elektronika. To wszystko projektujemy sami. To nie jest składak, jak często bywa w przypadku prototypów – mówi nam wrocławski inżynier.
– Mamy zespół core’owych inżynierów, wizję oraz własne zaplecze R&D – halę i pełną infrastrukturę technologiczną: od skanerów i drukarek 3D, przez frezarki CNC, po ważącą blisko trzy tony hamownię do testów silników elektrycznych i sterowników. Spółka została zbudowana w oparciu o realne kompetencje i własne zasoby, a nie jako projekt uzależniony od zewnętrznego finansowania. Kapitał nie jest nam potrzebny, żeby istnieć – jest potrzebny po to, by gwałtownie przyspieszyć rozwój, skalować rozwiązania i wyjść globalnie z technologiami oraz patentami, które tworzymy u siebie, od podstaw. Dziś potrzebujemy finansowania, by działać na dużą skalę. Do dalszego rozwoju produktów potrzebujemy 4 mln euro. Oczywiście moglibyśmy rozwijać się wyłącznie z własnych środków i dojść do tego samego miejsca za pięć-sześć lat, ale w tym czasie konkurencja nie będzie stać w miejscu. W tej branży liczy się szybkość działania – dodaje Sieczka.
Kuba Sieczka podkreśla, że dotąd założyciele nie wypłacili z firmy żadnych środków. Projekt rozwija wspólnie z Albertem Iwanickim. Założyciele zainwestowali z własnych środków 300 tys. zł oraz pozyskali grant w wysokości 100 tys. euro. – To było duże obciążenie, biorąc pod uwagę nasz etap życia. Mam 25 lat, mój wspólnik 29. Zbudowaliśmy zaplecze technologiczne, mamy halę, sprzęt i kompetencje. Dziś barierą nie jest pomysł ani technologia, tylko skala i tempo. Bez finansowania, bez zespołu inżynierów pracujących w pełnym wymiarze i bez możliwości skupienia się wyłącznie na długoterminowym rozwoju, nie da się zbudować globalnej firmy. Możemy projektować i rozwijać technologię, ale firmy tej skali nie buduje się w pojedynkę – zaznacza.
W HEROS Motorcycles pracują inżynierowie z międzynarodowym doświadczeniem, w tym uczestnicy mistrzostw świata inżynierów MotoStudent oraz filar inżynieryjny zespołu LRP Poland – startującego w długodystansowych motocyklowych mistrzostwach świata EWC. Zapisali się na kartach polskiej historii, tworząc pierwsze wyścigowe elektryczne motocykle w historii Polski – LEM Photon i LEM Tachyon.
Inżynierzy z HEROS Motorcycles pracują m.in. w zespole wyścigowym LRP Poland
Część z nich była też zatrudniona w SauleTechnologies, czyli firmie, za którą stoi Olga Malinkiewicz. Było o niej głośno ze względu na przełomową metodę druku ogniw słonecznych i ostatni konflikt z inwestorami.
Z wydarzeń wokół Saule Technologies płyną też cenne lekcje dla innych start-upów w Polsce, w tym HEROS Motorcycles. – Żadnych zabezpieczeń majątkiem prywatnym. Tak się nie robi zagranicą. Inwestor inwestuje i ryzykuje majątkiem, tak jak to robi na giełdzie, gdzie nikt mu nie poręczy. Start-up ma zarabiać. Inwestor musi założyć, że nasza firma urośnie 30-krotnie. Taką zasadę mają inwestorzy z bardziej dojrzałych rynków. Ryzyko jest duże, ale szansa jest ogromna – komentuje Sieczka.
Wrocławianin zwraca uwagę na stopę zwrotu. – Chociażby w przypadku złota wynosi ona kilka procent w skali kilku lat, natomiast w start-upach potrafi sięgać od 10 do 30-krotności w ciągu 4-8 lat. Pomimo potencjalnych dużych zysków, nie można jednak wpuścić ordynarnego flippera do spółki. Na rynku zdarzają się osoby, które mają za dużo kapitału, by inwestować w nieruchomości, więc lokują go w start-upach. Potem poganiają founderów, naciągają marketing, wypuszczają informacje do mediów podbijające wartość spółki i szybko sprzedają swoje udziały, zarabiając kilka milionów. Czy to dobre dla firmy? Czy długoterminowo na tym zyska? Nie – podkreśla współtwórca HEROS Motorcycles.
Uniknąć losu Izery
Polska tak naprawdę nie ma obecnie żadnej rodzimej marki motocyklowej. Przed II wojną światową produkowano u nas maszyny Sokół, później nastała era Junaków i Rometów. Czy zatem na naszym rynku jest miejsce na polski produkt?
– A czy w Chorwacji jest miejsce na markę Rimac, która produkuje hipersamochody? Oni mają 4 mln mieszkańców. Rimac to nie tylko pojazdy, ale też technologia sprzedawana i stosowana m.in. w Porsche i Bugatti. Też zaczynali jako start-up. My mamy 10 razy większą gospodarkę, a Chorwatom się udało, choć rynek samochodów jest trudniejszy – odpowiada Sieczka.
Przestrogą dla HEROS Motorcycles może być los Izery. Projekt powstał jako wielka koncepcja w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości, tymczasem przez osiem lat nie udało się nawet wybudować fabryki w Jaworznie, nie wspominając o produkcji pojazdów elektrycznych.
Kuba Sieczka wraz z inżynierami ma na swoim koncie współpracę z Saule Technologies
– Osoby prywatne są sprawniejsze niż państwo. Bardzo trudno stworzyć markę, która jest w stanie produkować setki tysięcy samochodów jak Izera. Łatwiej stworzyć markę hipersamochodów, która produkuje kilkaset sztuk. Izera miała konkurować z VW i nie mówię, że to był zły projekt, ale zbyt państwowy – mówi Sieczka pytany o to, czy jego firma nie podzieli losów Izery.
– Państwo powinno wspierać biznes, a nie nim zarządzać i mieć realny wpływ na jego funkcjonowanie. Bo wtedy projekt staje się polityczny, a wielu politykom brakuje myśli geostrategicznej. A bez tego nie da się budować czeboli. Nie chcę odbierać sensu i logiki Izerze, bo na tej samej platformie Smart zrobił auto i ono jeździ po drogach. Zamysł był dobry, ale związanie się z państwem to najczęściej pocałunek śmierci dla start-upu – dodaje wrocławianin.
Zamysł Sieczki jest taki, by znaleźć trzech dużych graczy, którzy wyłożyliby pieniądze niezbędne na start produkcji motocykli. – Jeśli ktoś wykłada 500 tys. zł i chciałby w zamian duży procent firmy, to niestety odpada. Ja rozumiem taką osobę, że ona chce być pierwszym inwestorem, że ma większe ryzyko, ale ja z tej kwoty nawet nie opłacę pracowników przez rok. Nie mogę oddać takiej osobie połowy firmy – twierdzi współtwórca HEROS Motorcycles.
Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty