Rainforest Challenge to rajd terenowy, który co roku odbywa się w Malezji w okresie monsunowym. Załogi pokonują tereny dżungli przez siedem dni i śpią na trasie. W rywalizacji udział biorą specjalnie przygotowana auta terenowe, a uczestnicy rajdu mówią, że „momentami błoto sięga po szyję”. Dla niektórych RFC jest trudniejszym wyzwaniem niż Rajd Dakar, który odbywa się w piaszczystych, suchych warunkach.

Historia RFC sięga lat 80. XX wieku, a Polacy pojawili się w nim po raz pierwszy w 2001 roku. Wówczas na starcie stanęły cztery biało-czerwone załogi. Jedną z nich tworzył Marek Janaszkiewicz. – To była pełna egzotyka. Przez kolejne 20 lat pojawiała się większa lub mniejsza liczba załóg z Polski. Czasem byłem zawodnikiem, czasem osobą wspierającą, czasem lekarzem. Równocześnie zajęliśmy się promocją rajdu w Polsce, organizując tutaj krajowe eliminacje – mówi nam Janaszkiewicz.

ZOBACZ WIDEO: Kadra, relacje z Lewandowskim i Urbanem. Jerzy Brzęczek gościem WP SportoweFakty

Polacy świętowali wspólnie z Rosjanami

Były rajdowiec wywołał burzę w środowisku, bo we wpisie na Facebooku w ostrych słowach ocenił postawę rodaków, którzy po tegorocznym rajdzie chętnie pozowali do zdjęć z Rosjanami i wspólnie imprezowali z osobami, których kraj dokonuje ostatnio aktów dywersji w Polsce, równocześnie od niemal czterech lat morduje naszych sąsiadów w wojnie w Ukrainie.

„Nie wyobrażam sobie, by flaga Polski wisiała obok flagi Rosji. Nie wyobrażam sobie, bym mógł podać rękę ludziom reprezentującym państwo-agresora – czy to bandytom, czy w najlepszym razie tchórzom, którzy popierają Putina, milczą i legitymizują zło swoją obecnością” – napisał we fragmencie wpisu Janaszkiewicz.

W rozmowie z nami tłumaczy, że odciął się od RFC w 2022 roku, gdy jego organizator Luis Wee zezwolił na starty Rosjan, pomimo trwającej wojny w Ukrainie. – Rosjanie, którzy przyjeżdżają na rajd, są beneficjentami systemu, bo to nie jest tania impreza. Oni są dumni z tego, że mogą reprezentować kraj pod tak silnym przywództwem Putina. Na koszulkach mają dumne napisy rosyjskie. Wee tłumaczył ich dopuszczenie tym, że uważa, iż sport powinien łączyć i że jesteśmy wielką rodziną – wyjaśnia Janaszkiewicz.

Były rajdowiec podkreśla, że dla Wee organizacja RFC to „biznes i źródło utrzymania”. Malezyjczyk stworzył na całym świecie siatkę krajowych imprez, które stanowią fazę eliminacji do finału odbywającego się w Azji. W samej Rosji odbywa się kilkanaście takich rajdów. – Dlatego Rainforest Challenge w pewnym momencie stał się wewnętrzną rozgrywką Rosjan – ocenia rozmówca WP SportoweFakty.

Wątpliwości wokół postawy Rosjan

Tradycją w rajdzie stało się, że po jego zakończeniu załogi wspólnie pozują do zdjęć. Biorąc pod uwagę, że Polacy wygrali jedną z kategorii (R3 – dla najmniej zmodyfikowanych samochodów) wykonali sobie zdjęcie z Rosjanami. Tyle że do sieci wyciekły też fotografie ze wspólnego świętowania, na których widać świetnie bawiących się przedstawicieli polskich i rosyjskich zespołów.

– Jak jedziesz na finał takiej imprezy jako „Team Poland”, to zobowiązuje do czegoś – ocenia Janaszkiewicz.

Już po wpisie na Facebooku do Janaszkiewicza odezwał się autor kontrowersyjnych zdjęć, który powiedział mu, że „sport powinien łączyć a nie dzielić”. – To jest relatywizowanie wszystkiego. Nie można tak prowadzić dyskusji. Są momenty, że coś jest białe albo czarne, nie ma szarości. Trzeba się zachować przyzwoicie. To jest taki moment. Jestem mocno rozczarowany postawą polskich zawodników. To jest bardzo egoistyczne. Nikt nie wymaga od nich heroizmu, żeby szli na wojnę, tylko takiego absolutnego minimum. Rosja jest agresorem, to jest fakt, to nie jest moja opinia – podkreśla wieloletni uczestnik rajdów terenowych.

Jedna z polskich załóg odniosła zwycięstwo w Rainforest Challenge (fot. Facebook/Rainforest Challenge) Jedna z polskich załóg odniosła zwycięstwo w Rainforest Challenge (fot. Facebook/Rainforest Challenge)

W obronie polskich załóg stanął Jakub Urbankiewicz z RFC Poland, który jest organizatorem polskich eliminacji do Rainforest Challenge. – To haniebne, ale dla pana Janaszkiewicza. Wydał opinię o sobie na tle całego świata off-roadowego w Polsce – mówi w rozmowie z WP SportoweFakty i twierdzi, że niepotrzebnie łączy się politykę ze sportem.

Urbankiewicz przypomina, że Janaszkiewicz działał przy światowym finale RFC w Malezji po 2014 roku, kiedy to Rosja zaatakowała Krym i Donbas. – Dlaczego atakuje Polaków, a nie na przykład Tajów, którzy teraz mordują ludzi w Kambodży? Dlaczego nie atakuje reprezentantów Izraela? – pyta.

– Nikt nie pojechał na RFC bratać się z Rosją. Zawodnicy sami ciężko zarobili na ten start. Rywalizowaliśmy na miejscu z załogami z całego świata, a nie z Rosjanami. Przez cały rajd nikt nie wspomniał słowem o polityce. Wystąpiły trzy ekipy z Polski, jedna z nich wygrała swoją kategorię i temu towarzyszyła ogromna euforia. Miała nie odebrać nagrody, bo na podium byli też Rosjanie? – dodaje organizator RFC Poland.

Urbankiewicz podkreśla, że gdyby tylko któryś z Rosjan pochwalił działania wojenne Władimira Putina, spotkałoby się to z jego natychmiastową odpowiedzią. – To nie oni dokonują aktów dywersji, tylko ich rząd wynajmuje do tego ludzi. My po prostu bierzemy udział w przygodzie rajdowej. Nie zdarzyło się, by ktoś z nas podczas jedzenia, odpraw miał kontakt z jakimkolwiek wyrazem nacjonalizmu ze strony Rosjan – zdradza.

– Nie było ani razu takiej sytuacji, aby Rosjanie podejmowali temat barbarzyństwa ich kraju. Z tego wyciągam wnioski, że ci rosyjscy zawodnicy nie do końca są zadowoleni, skoro tego tematu nie podnoszą – podsumowuje Urbankiewicz.

Jednak Janaszkiewicz nie podziela opinii, aby Rosjanie startujący w RFC byli przeciwni działaniom Putina. – Oni są świadomi tego, co dzieje się w Ukrainie. Próbowałem z nimi rozmawiać, podając przykład wydarzeń z Buczy. Efekt? Większość z nich zablokowała mnie na Facebooku. Ich argument jest taki, że nieraz piliśmy wódkę, a teraz mam do nich pretensje i ich obrażam. Ja tylko prosiłem, by zajęli jakieś stanowisko w sprawie wojny. Tymczasem żaden z nich publicznie nie zabrał głosu – wyjaśnia nam wieloletni uczestnik rajdów.

Czy Polacy popełnili błąd?

WP SportoweFakty dotarły do jednego z członków polskiego zespołu, który był w Malezji i celebrował wspólnie z Rosjanami. Nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem ze względu na możliwy lincz w sieci. – Nikt z nas nie myślał politycznie. Pewnie był to jakiegoś rodzaju błąd, ale zdominowany przez emocje. Też chcieliśmy docenić przeciwnika – mówi nam o kontrowersyjnych zdjęciach.

Jego zdaniem, problem polega na tym, że organizator dopuścił Rosjan do startów pod własną flagą. – Dla Polaków RFC to spełnienie marzeń, a wygranie jednej z kategorii to coś, co przez lata było dla nas nieosiągalne. Na rajdzie liczy się sportowa rywalizacja, nie zwracamy uwagi na obecność Rosjan. To są po prostu jedni z rywali do pokonania, na dodatek bardzo dobrze przygotowani – dodaje.

– Zdjęcia są wyrwane z kontekstu. To jest otoczka elementu sportowego. Wywiady bezpośrednio po wydarzeniu, gdy głowa jest pełna emocji, wyglądają inaczej niż następnego dnia. Tak to można porównać – podsumowuje przedstawiciel jednego z polskich zespołów.

Czy można oddzielić sport od polityki?

Z rozczarowaniem dyskusji przygląda się Eugeniusz Sawicki, który w latach 2003-2009 był ambasadorem Polski w Malezji i wielokrotnie pomagał rodakom biorącym udział w Rainforest Challenge.

– Wiadomo, że trudno oddzielić sport od polityki. Wiele krajów ma różne systemy, a ich sportowcy uczestnicą w międzynarodowych imprezach. Gdy była wojna wietnamska, to sportowcy z USA mogli występować na arenach i nie podlegali ostracyzmowi, ale mogli też krytykować własny rząd. W przypadku Rosji nie ma szans, by ktoś z tych rajdowców sprzeciwił się wojnie. Skoro tak jest, to muszą ponosić odpowiedzialność – mówi nam były ambasador Polski w Malezji.

Sawicki nie miałby problemu z występami Rosjan w RFC i ich wspólnym świętowaniu z Polakami, gdyby jasno sprzeciwiali się polityce Putina. – Gdyby taki sportowiec odciął się od swojego przywódcy, to byłby nawet mile widziany. Tyle że w Rosji Putina nikt nie może być przeciwko systemowi. Od razu można zakładać, że jest zwolennikiem tego systemu. Na czym skończymy, jeśli nie ustawimy sobie jakichś granic? – pyta dyplomata.

Rajd w Malezji jest zdominowany przez Rosjan (fot. Facebook/Rainforest Challenge) Rajd w Malezji jest zdominowany przez Rosjan (fot. Facebook/Rainforest Challenge)

Sawicki przypomina też, że w Rainforest Challenge niejednokrotnie dochodzi do „trudnych sytuacji życiowych”. Czasem trzeba ratować inną załogę z opresji, nawet ryzykując życie. – Wiadomo, że jak ekipa rosyjska jest w potrzebie, to się jej pomoże, ale to moralnie trudne – komentuje.

Były ambasador podkreśla, że Polska w takich sytuacjach ma szczególną rolę do odegrania i powinna zwracać uwagę na czyny podejmowane przez Rosję w Ukrainie, bo w Azji podejście do Moskwy jest zupełnie inne od tego znanego nam w Europie.

– Na Rosjan w wielu krajach azjatyckich patrzy się przychylnie. Mam problem z wieloma znajomymi z Malezji i się z nimi kłócę. Oni ulegli propagandzie rosyjskiej. W krajach Globalnego Południa sympatia do Rosji wynika z nastrojów antyamerykańskich. Zrozumienie sytuacji Ukrainy jest tam małe – podsumowuje.

Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty