Nie ukrywamy, że niezwykle ciężko było wyselekcjonować najważniejsze żużlowe wydarzenia z maja tego roku, lecz takim z pewnością było ukaranie zwycięzcy sprintu przed pierwszą rundą SGP w niemieckim Landshut. Tym okazał się Bartosz Zmarzlik, niemniej Polak spóźnił się na procedurę wyboru numeru startowego, przez co… trafił na koniec kolejki. Wtedy jeszcze pięciokrotny mistrz świata nic sobie z tego nie zrobił, ostatecznie wygrywając całe zawody.
Już dzień później z premierowej wygranej w Krajowej Lidze Żużlowej cieszyli się zawodnicy Speedway Kraków, którzy zbudowali skład na miarę swoich niewielkich możliwości finansowych, lecz wcale nie zamierzali być przysłowiowym „chłopcem do bicia”. Zwycięstwo 46:42 było w głównej mierze zasługą trio Dawid Rempała, Matic Ivacic i Jesse Mustonen. Co ciekawe, po raz drugi w tym sezonie po spotkaniu odjęte zostały punkty zawodnika, który zbyt szybko wyprowadził z parku maszyn swoje motocykle. Tym razem był to Bartosz Szymura.
ZOBACZ WIDEO: Jasne deklaracja Martina Vaculika. „Pieniądze to nie wszystko”
Tego samego dnia odbywały się na tym samym poziomie rozgrywek derby Wielkopolski pomiędzy Ultrapur Startem Gniezno i Pronergy Polonią Piła. Gorszego początku spotkania pilanie nie mogli sobie wyobrazić. W inauguracyjnym biegu, już na pierwszym łuku, Tomasz Gapiński zahaczył o koło Adriana Cyfera. Obydwaj zawodnicy Polonii upadli na tor. Po tym zdarzeniu Gapiński został przewieziony karetką do szpitala. Cyfer też nie kontynuował rywalizacji. Jak się później okazało, kapitan Polonii doznał pęknięcia siedmiu żeber, uszkodzenia kręgów szyjnych, złamania łopatki i odmy płucną na obu płucach. Cyfer z kolei doznał urazu żeber.
Do Gorzowa z kolei przyjechał podrażniony słabym początkiem rozgrywek Stelmet Falubaz. Gezet Stal, choć słabsza na papierze, zdołała zwyciężyć w derbowym spotkaniu, przez co sytuacja zielonogórzan była już fatalna. Wiele mówiło się ponadto o całej otoczce meczu, bowiem kibice Stali przygotowali skandaliczny transparent, na którym umieszczono napis „Katarzynę wychwalacie, swoich na klamce wieszacie”. Słowa te nawiązywały do transparentu, przygotowanego przez kibiców Falubazu, który dotyczył śmierci Edwarda Jancarza. Druga część to z kolei odniesienie do samobójstwa Rafała Kurmańskiego, do którego doszło 30 maja 2004 roku. Zawodnik zielonogórzan był wówczas m.in. krytykowany przez fanów z uwagi na słabszą dyspozycję.
Po powrocie do rodzimego Krono-Plast Włókniarza i obiecujących, przedsezonowych sparingach dużo obiecywał sobie po tegorocznych rozgrywkach Mateusz Świdnicki. Po zakończeniu wieku młodzieżowca jego kariera mocno pikowała w dół i ostatecznie nie zmieniło się to również w tym, w związku z czym zdecydował on zakończyć żużlową karierę. Największym sukcesem wychowanka „Lwów” pozostał tytuł indywidualnego mistrza Polski juniorów.
W obliczu coraz większych problemów kadrowych w Ostrowie zdecydowano się ściągnąć do klubu dobrego znajomego, Grzegorza Walaska. Wychowanek Falubazu, choć wiekowy, zdecydowanie sprostał postawionemu przed nim zadaniu. Już w debiucie zdobył 13 „oczek”, wygrywając indywidualnie cztery gonitwy. Choć później już tak kolorowo nie było, biorąc pod uwagę ogrom kontuzji w zespole Moonfin Malesy, transfer ten okazał się kluczowy w kontekście utrzymania w lidze.
Długo bez klubu nie pozostał także Nicolai Klindt. Duńczyk w debiucie spisał się jeszcze lepiej niż Walasek, w pierwszym meczu zdobywając płatny komplet punktów. Na koniec sezonu dość mocno spuścił z tonu, lecz również w tym przypadku można mówić o kluczowym wzmocnieniu. Texom Stal do końca rundy zasadniczej walczyła z Hunters PSŻ-em o miejsce w fazie play-off i bez jego punktów najprawdopodobniej rzeszowianie by tę batalię przegrali.
Choć czysto sportowego żużla póki co w naszym podsumowaniu było stosunkowo mało, niemożliwym jest przejść obojętnie obok finału indywidualnych mistrzstw Wielkiej Brytanii rozgrywanym na torze w Manchesterze. Bieg decydujący o złocie, ostatecznie wywalczonym przez Roberta Lamberta, to czysta poezja żużla. Zawodnicy mijali się na dystansie aż 17 razy! Ten wyścig z pewnością zapisze się na zawsze w historii całej dyscypliny. Mówiąc krótko: fantastyczny speedway.
Z pewnością najważniejszym wydarzeniem maja była warszawska runda cyklu Grand Prix. Pełen Stadion Narodowy miał nadzieje w końcu usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego, lecz i tym razem żadnemu z naszych reprezentantów nie udało się sięgnąć po zwycięstwo. Wygrał bowiem Jack Holder, a najlepszym z Polaków okazał się jadący z „dziką kartą” Patryk Dudek, który zajął trzecie miejsce. Ponadto kontuzji biodra nabawił się Jason Doyle, a na kartach historii zapisał się Dominik Kubera, który dojechał do finału, po rundzie zasadniczej mając na koncie… sześć punktów.
Mieliśmy w tym zestawieniu już dwa przełomowe transfery, do których doszło w maju, lecz zdecydowanie najmniej spodziewanym i najważniejszym w kontekście całego sezonu okazał się kontrakt Wiktora Jasińskiego w Pronergy Polonii Piła. Zawodnik, na którym wielu postawiło już krzyżyk, z futryną wjechał do nowego zespołu, ostatecznie będąc liderem, który wprowadził zespół z Wielkopolski do Metalkas 2. Ekstraligi! Takie historie może pisać tylko sport żużlowy.
Wiele razy mówiło się, że żużlowcy ulepieni są z innej gliny, niż reszta śmiertelników. Zwłaszcza w kontekście Jasona Doyla. Australijczyk po raz kolejny postanowił udowodnić, że urazy nie są w stanie go zatrzymać i zdecydował się na występ w domowym spotkaniu przeciwko Stelmet Falubazowi. Gołym okiem było widać, że były mistrz świata wciąż odczuwa skutki upadku w Warszawie, na dodatek w swoim ostatnim starcie znów upadł i wykluczył się z jazdy na kolejne tygodnie.
Tego samego dnia Krono-Plast Włókniarz poinformował, że debiutujący w sezonie 2025 na pozycji szkoleniowca „Lwów” Mariusz Staszewski przedłużył kontrakt z klubem o kolejne dwa sezony. Determinacja częstochowian do zatrzymania trenera dziwić nie mogła. Staszewski uchodzi w środowisku za jednego z najlepszych specjalistów, zwłaszcza jeśli chodzi o podejście do młodzieży. Różnicę w jeździe juniorów było widać już po kilku spotkaniach, natomiast w przyszłym roku czeka go nielada wyzwanie. Jeśli zdoła utrzymać Włókniarz w PGE Ekstralidze, śmiało będzie można określać go mianem cudotwórcy.
Wokół starcia „Lwów” z Falubazem działo się jednak znacznie więcej. Był to bowiem powrót na Olsztyńską byłego kapitana Leona Madsena, który w kontrowersyjnych okolicznościach opuścił klub po ośmiu latach. Najpierw Duńczyka przywitał obraźliwy transparent wywieszony na trybunach, natomiast po meczu wyszło na jaw, że w parku maszyn doszło do jego przepychanki z Patrycją Świącik-Jeż. Na meczu pojawiła się także była partnerka Madsena, z którą ten toczy od ponad roku batalię o prawo do opieki nad dziećmi.
Na zakończenie miesiąca na najwyższy stopień podium rundy cyklu Grand Prix powrócił Zmarzlik, który tym samym zwyciężył w swoim jubileuszowym, setnym występie w gronie najlepszych zawodników na świecie. Na podium w Pradze stanęli ponadto Fredrik Lindgren i wspomniany Madsen.