— To szaleństwo, gdy czasami patrzę wstecz i słyszę te statystyki albo myślę o tym, co udało mi się osiągnąć — wspomina zawodniczka z Białorusi, która w sezonie 2025 wygrała turnieje w Brisbane, Miami, Madrycie oraz wielkoszlemowy US Open w Nowym Jorku. — To nierealne, ale czuję, że ciężka praca popłaca — podsumowuje sezon, w którym na dobre zagościła na fotelu liderki.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Już za chwilę, 29 grudnia minie 60 tygodni, odkąd nieprzerwanie tytułuje się ją światową „jedynką” żeńskiego tenisa. Do tego pod względem długości passy na pierwszym miejscu dogania już Igę Świątek. W ubiegłym sezonie doszło też do poważnych zgrzytów.

Wrzaski Aryny Sabalenki i rzucanie rakietą. Liderka się przyznała

W najnowszym odcinku „8 wspaniałych” na antenie Canal+ Sport poświęconym Białorusince odniosła się do porażek w finałach. Te przegrywała w tym roku w Australian Open, Indian Wells, Stuttgarcie, Roland Garros w Paryżu i WTA Finals w Rijadzie.

— To była trudna przegrana. Myślałam o niej przez cały tydzień. Nawet o niej śniłam i to było bardzo trudne — zaczyna w temacie porażki z Madison Keys w Melbourne. Zdarzało jej się też nie kontrolować emocji.

— Krzyczenie, wrzaski i rzucanie rakietą nie pomoże mi wygrać meczu. Czasami trzeba pozwolić ujść emocjom, ale zupełna strata kontroli nie pomaga. Tego nauczyłam się przede wszystkim: pełna kontrola bez względu na wszystko — ocenia Sabalenka. — To były trudne lekcje, więc musiałam nauczyć się jeszcze lepiej kontrolować siebie. Ważne finały, ale brakowało jednej rzeczy: moich emocji. Po wygraniu US Open byłam naprawdę wdzięczna za te lekcje — podsumowuje.

Jest też coś, czego wciąż nie może zdobyć. To Porsche za wygraną w turnieju w Stutttgarcie. Po raz kolejny zawodniczka z Mińska przegrała finał w niemieckiej imprezie, gdzie tym razem poległa w meczu o tytuł z Jeleną Ostapenko. — To miłość trwająca aż do finału, a potem przychodzi nienawiść. Za każdym razu, gdy tu gram, mam nadzieję, że w finale uda mi się wygrać — słyszymy.

Aryna Sabalenka przemówiła do polskich fanów Igi Świątek

W pewnym momencie dziennikarz Canal+ Sport zapytał liderkę o to, czy chce coś powiedzieć polskim widzom. Jej reakcja może zaskakiwać. — Proszę, nie darzcie mnie nienawiścią — mówi Sabalenka, a Żelisław Żyżyński błyskawicznie kontruje tenisistkę.

— Nikt cię nie nienawidzi, więc wszystko jest w porządku — podkreśla.

— Przesyłam wiele miłości — odpowiada z uśmiechem rywalka Igi Świątek. Na temat rywalizacji obu gwiazd touru w dokumencie nie pada jednak ani jedno zdanie.

Trener przygotowania fizycznego Sabalenki ocenia za to, jaki wpływ na jej zawodniczkę miało opuszczenie turniejów w Azji, począwszy od China Open w Pekinie. — To nakłada większą presję na ważne momenty, bo nie grała tylu meczów, nie zdobywała tylu punktów, ale to jest w porządku, bo tak to wygląda na poziomie, w którym się znaleźliśmy. Taka jest rzeczywistość. Musieliśmy nałożyć na siebie presję, by znaleźć się na własne życzenie w położeniu, w którym przygotowaliśmy się na tyle dobrze, że nie musieliśmy się martwić, że o czymś zapomnieliśmy — podkreśla Jason Stacy.

Szkoleniowiec zachwycony jest także tym, jak jej podopieczna radziła sobie w tie-breakach. W zeszłym sezonie wygrała aż 21 z 23 takich partii. — Spokój jest paliwem, kiedy jesteś pod presją — ocenia.