Magdalena Rigamonti, Tomasz Sekielski: Kiedy urodził się Jezus?
Prof. Arkadiusz Stempin: Tego dokładnie nie wiemy i już się nie dowiemy.
Czyli trzeba przyjąć, że 25 grudnia.
To nie ma aż tak wielkiego znaczenia.
Dlaczego świętujemy w grudniu?
Wynika to z dwóch koncepcji, które legły u podstaw wyznaczenia tej daty. Pierwsza odwołuje się do konfabulacji i próby obliczenia daty śmierci Chrystusa, którą wyliczono na 25 marca, zakładając, że umarł w 33 roku swojego życia. Doskonale wiemy, że obarczone jest to błędem rachuby, wynikającego z samej metody obliczania.
Kiedy to policzono?
Dopiero w VI w. Dionizusz na polecenie papieża Jana I podjął się tego zadania. Wszystko wskazuje na to, że pomylił się o sześć lat. Wychodzi więc na to, że Chrystus urodził się sześć lat po narodzeniu Chrystusa. Skomplikowane, ale dla zbawienia bez znaczenia.
Rozdział kościoła od państwa? „Byłbym za tym”
Znaczenie miało to, że Kościół, żeby pozyskać wiernych, adaptował święta pogańskie?
To jest drugi punkt odniesienia, druga koncepcja. Kościół dokonywał akulturacji, przechwytywał daty pogańskich świąt, również tych grudniowych. Skoro Chrystus przyszedł na świat w Imperium Rzymskim, to tam dwoma wielkimi świętami były Saturnalia i święto Mitry, Narodziny Niepokonanego Słońca. To ostatnie, szczególnie popularne wśród legionistów, wypadało na okres przesilenia zimowego. Kościół przejął to święto, te datę.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jakie są szanse na święcenia kobiet w Kościele?
Co sądzi prof. Stempin o papieżu Leonie?
Jakie zmiany w Watykanie wprowadził papież Franciszek?
Dlaczego Watykan nie potępia Putina?
Żydowskich świąt nie udało się przejąć. Chanuka to Święto Świateł. Polski prezydent Karol Nawrocki odmówił celebrowania tego święta w Pałacu Prezydenckim.
Byłbym za tym, by przyjąć wykładnię rozdziału Kościoła od państwa, byśmy nie świętowali zarówno Chanuki, jak i świąt Bożego Narodzenia.
Na razie ten rozdział nie obowiązuje.
Mamy wykładnię religii katolickiej, która w Polsce w 2025 r. niewiele wspólnego ma z ideami, które przyświecały założycielowi chrześcijaństwa. Amorfizm, czyli sojusz tronu i ołtarza, był wykluczony u Jezusa Chrystusa. Z drugiej strony, przemocowe próby wyprowadzenia świąt, czy to z Kancelarii Prezydenta czy z Parlamentu, są dla mnie nieakceptowalne.
Karol Nawrocki jeszcze w kampanii mówił, że będzie się skupiał na świętach chrześcijańskich, a nie żydowskich.
Prawdziwy chrześcijanin nie aprobuje różańca na granicach naszego kraju. Inkwizycyjny, fundamentalny katolicyzm również nie ma nic wspólnego z ideą chrześcijaństwa.
Do kogo pan to teraz mówi? Do Karola Nawrockiego?
Między innymi do Roberta Bąkiewicza, który gdzieś tam orbituje jak aureola wokół prezydenta Nawrockiego. Nie aprobuję mieszania religii z systemem politycznym, z porządkiem politycznym. Niestety, akurat w dziejach Kościoła tak się stało, że te dwa porządki są ucieleśniane przez Watykan. Bo Watykan jest zarówno instytucją ładu moralnego, strażnikiem Graala, jak i ma wymiar polityczno-dyplomatyczny. Dlatego dochodzi do aberracji na skutek sprzężenia się obydwu porządków.
Szopka przed Pałacem Prezydenckim w 2025 r.Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Jakich?
Takich, że papież Franciszek był łajany za prorosyjską postawę, choć absolutnie nie był proputinowski. Z drugiej strony Episkopat Polski tłumaczył się statusem dyplomatycznym, kiedy nie przekazał akt dotyczących przestępstw pedofilii w Kościele. W Polsce te dwa porządki w sposób prawie symetryczny nakładają się na siebie ku nieszczęściu jednego i drugiego.
Gdyby nie przyzwolenie polityków, nie dochodziłoby do tego.
Kościół wchodzi na nie swoje terytorium, a politycy klękają i się na to godzą. Przynajmniej trzeba to zwerbalizować jako naruszenie porządku religijnego, próbę anektowania obszaru stricte religijnego na potrzeby polityki. Trzeba też jasno powiedzieć, że hierarchia kościelna anektuje sobie sojusz tronu i ołtarza. Oczywiście są przykłady, kiedy ludzie z obydwu porządków mogą ze sobą współpracować. Po zamachu na Jana Pawła II 13 maja 1983 r. prezydent Włoch Sandro Pertini siedział u jego wezgłowia. Potem, kiedy Pertini trafił do szpitala, papież zrewanżował się tym samym. Innym przykładem jest fenomenalna korespondencja między Carlo Marią Martinim, nieżyjącym już arcybiskupem Mediolanu, a Umberto Eco. To wielka rozmowa człowieka wierzącego z niewierzącym.
Do tego trzeba być intelektualistą. U nas jest tak, że kobiety wychodzą na ulice po tym jak wyrok Trybunału Konstytucyjnego w zasadzie zakazał aborcji, a Jarosław Kaczyński wyznacza na obrońcę kościołów nacjonalistę Roberta Bąkiewicza. Pan wspomniał o różańcu na granicy.
To są działania niemające nic wspólnego z chrześcijaństwem.
Nie ma żadnych rozmów intelektualistów. Jest walka o rząd dusz.
Wyjście na ring i próba ubrania rękawicy z pseudosymbolami chrześcijańskimi…
W święta siadamy do jednego stołu, mówi się, że to czas pojednania. Większość z nas deklaruje się jako katolicy…
Dzielenie się opłatkiem, chlebem, to powinno być dzielenie się sobą, swoimi myślami i przekonaniami z innymi. No ale dobrze wiemy, że w tym teatrze politycznym…
W teatrze domowym.
Doskonale wiemy, że są podziały w naszych domach i akurat ta ceremonia dzielenia się niewiele wnosi do załagodzenia sytuacji, tego strukturalnego podziału, tej polaryzacji. Dobrze jednak, że chociaż przy okazji świąt można podać sobie rękę. Przypomniała mi się postać Icchaka Rabina, premiera Izraela, zamordowanego w 1995 r., ultra nacjonalisty żydowskiego. Trzeba pamiętać, że potrafił wyjść ze swoich okopów i podać rękę Anwarowi as-Sadatowi, prezydentowi Egiptu, co zaowocowało długoletnim pokojem między Egiptem a Izraelem.
Jak powinien zachować się papież? Taka jest rola Leona XIV
Pana zdaniem papież Leon powinien pojechać do Ukrainy i dać jasny znak światu, po czyjej jest stronie?
Watykan stoi w rozkroku między porządkiem politycznym i moralnym. Porządek polityczny polega na tym, że by podać rękę, trzeba rozmawiać z wrogiem, nie ma innej alternatywy. Stolica Apostolska chce mieć pewne narzędzia jako instytucja dyplomatyczno-polityczna, by nie stracić kart u tego wroga, czyli u Putina w Rosji. Ale to kłóci z tym porządkiem moralnym. Patrzymy na Putina jak na zbrodniarza, przestępcę i domagamy się od Watykanu ostrych słów potępienia. Chcemy, żeby papież kierował się słowami Chrystusa, który mówił o nazywaniu zła złem. Czy papież pojedzie do Ukrainy? Buzują nad tym głowy watykańskich dyplomatów, zastanawiają się, na ile byłoby to kompatybilne z próbą zachowania roli mediatora Watykanu w konflikcie rosyjsko-ukraińskim.
Papież Leon XIV wygłasza orędzie z błogosławieństwem Urbi et Orbi na Boże NarodzenieABACA/Abaca / PAP
Uważa pan, że Watykan ma taką rolę?
Były zaawansowane próby nawiązania przez Watykan kontaktu z Putinem, na przykład w sprawie uwolnienia porwanych przez Rosjan dzieci ukraińskich. Jednak nie przyniosły one rezultatu. Może te działania legitymizowały to, że papież Franciszek nabrał wody w usta i nie potępił moralnie Putina. Mieliśmy podobną sytuację, na szczęście już historyczną, w czasie II wojny światowej. Mówię o postawie papieża Piusa XII wobec Holokaustu. On wiedział o Holokauście, a nie potępił go moralnie. Teraz oczekujemy potępienia działań Rosji od papieża Leona.
Pius XII nie tylko nie potępił Holokaustu, ale też pomagał hitlerowcom uciekać z Europy, ewakuować się?
Archiwa watykańskie z okresu Piusa XII nie są udostępnione. Wiemy tyle, że taka „pomoc” miała miejsce, ale że odbywało się to za plecami papieża. Główną rolę odgrywał pronazistowski biskup Alois Hudal, dzięki któremu Josef Mengele i inni zbrodniarze tego kalibru prysnęli do Argentyny.
Pan przygotowuje książkę o kobietach w Watykanie? Szefową administracyjną jest kobieta, zakonnica, siostra Petrini.
Wiceszefem Sekretariatu Stanu, czyli tego najważniejszego urzędu watykańskiego, też jest kobieta, też zakonnica. Kobieta też jest zwierzchniczką dykasterii do spraw życia konsekrowanego, czyli odpowiedzialnego za zakony. Jej zastępcą jest kardynał. Czyli to kardynał musi dygnąć przed kobietą w Watykanie. To są efekty prób zmiany wizerunku kobiety w Kościele podejmowane przez papieża Franciszka. Nie wiem, czy Leon to podtrzyma, czy pójdzie tą drogą. On jest na pewno bardziej konserwatywny niż Franciszek.
„Za pontyfikatu papieża Leona nie doczekamy się nawet diakonatu dla kobiet”
Nie ma szans, żeby za jego pontyfikatu kobiety w Kościele zyskały większe prawa?
Franciszek doszedł w tym do ściany. Zdał sobie sprawę, że nie będzie mógł dowartościować kobiet, przyznając im możliwości przyjmowania święceń kapłańskich. Ostatni synod, w którym brały udział kobiety, w tym także Polki, rozbudził nadzieję. Jestem pewien, że za pontyfikatu papieża Leona nie doczekamy się nawet diakonatu dla kobiet, czyli tych najniższych święceń.
Oddolne głosy postulujące za święceniami kobiet są coraz silniejsze.
Najsilniejsze są w Kościołach lokalnych typu Holandia, Niemcy, Belgia, Francja. Czyli w tych kościołach, które są odległe o lata kosmiczne od Kościoła polskiego, bo…
Tam są głosy, żeby dopuścić kobiety do kapłaństwa. Polska jest jednak tak konserwatywna, że raczej żaden ksiądz sobie nie wyobraża, że kobieta mogłaby dostać święcenia kapłańskie.
W Polsce jest tak, że nawet siostra Chmielewska nie jest twarzą Kościoła, a zasługiwałaby na to. Przecież można by ją podmienić z twarzą arcybiskupa Jędraszewskiego.
Arcybiskup Jędraszewski przestał być już metropolitą krakowskim.
Na szczęście. Na szczęście też możliwości operacyjne biskupa seniora są skromne. Bardzo ubolewam, że był twarzą polskiego Kościoła. Z siostrą Chmielewską mogliby się identyfikować także ci, którzy nie mają takich intelektualnych zdolności jak Umberto Eco.
To byłaby większa rewolucja niż zniesienie celibatu. Święcenia kobiet wywróciłyby cały porządek.
Gdyby Watykan wyraził zgodę na święcenia kobiet, to doszłoby do tego, czego Kościół się boi najbardziej, a mianowicie do schizmy, czyli formalnego rozdziału Kościoła, takiego jak za czasów Lutra.
I drugi Watykan byłby na Wawelu?
Myślę, że ta konserwatywna centrala byłaby jednak w USA. Takim guru mógłby być kardynał Raymond Leo Burke.
Papież Franciszek wyrzucił go z grona doradców, między innymi za strojenie się.
Za jedwabne rękawiczki, kilkumetrowe peleryny. Ale to konserwatysta.
Panie profesorze, czym dla pana prywatnie są święta Bożego Narodzenia?
Retrospekcją, bo wracam do świąt w dzieciństwie i introspekcją, czyli wejściem do siebie.
Robi pan rachunek sumienia?
Nie tylko przed świętami czy w święta.
Codziennie?
Nie, ale zdecydowanie częściej niż raz w roku.