Najnowsze badania ujawniają, że zasada równomierności wszechświata, znana jako zasada kosmologiczna, może nie być tak oczywista, jak dotąd sądzono. Zgodnie z tą zasadą nie istnieje żadne uprzywilejowane miejsce w kosmosie, a jego struktura i właściwości są zasadniczo takie same, niezależnie od tego, w którym jego miejscu się znajdujemy.

Jednak badacze przyjrzeli się teraz dokładniej mikrofalowemu promieniowaniu tła, które jest pozostałością po Wielkim Wybuchu sprzed ok. 400 tys. lat. Misje COBE i WMAP potwierdziły, że temperatura tego promieniowania wynosi niemal wszędzie 2,726 K, ale drobne odchylenia w jej rozkładzie mają ogromne znaczenie dla powstawania struktur, takich jak galaktyki.

W trakcie analizy tego promieniowania odkryto tzw. „anizotropię dipolową” – zjawisko polegające na występowaniu różnicy temperatur na przeciwnych stronach nieba, sięgającej ok. jednej tysięcznej. Według profesora Subira Sarkara z Uniwersytetu Oksfordzkiego jest to jeden z najbardziej widocznych sygnałów naruszających symetrię wszechświata.

Aktualny model kosmologiczny Lambda-CDM, uwzględniający stałą kosmologiczną i ciemną materię, zakłada, że takie odchylenia powinny także występować w rozkładzie galaktyk czy kwazarów. Zasada ta została przetestowana poprzez tzw. test Ellisa-Baldwina, polegający na porównaniu rozkładu materii z rozkładem promieniowania tła.

Nowe badania wykazały, że wszechświat nie spełnia warunków testu Ellisa-Baldwina – rozkład galaktyk nie odpowiada obserwowanym różnicom w mikrofalowym promieniowaniu tła. Co ważne, wynik powtarza się niezależnie od typu użytych teleskopów czy zakresu fal, co wyklucza błąd obserwacyjny.

Naukowcy podkreślają, że potrzeba jeszcze więcej danych, zanim cokolwiek zostanie przesądzone. Obserwatoria nowej generacji, takie jak np. Obserwatorium Very C. Rubin, czy też SKA, dostarczą nam wkrótce niezbędnych informacji, które pozwolą zweryfikować obecne modele albo będą podstawą do ich rewizji.