Co sprawia, że zapamiętujemy konkretną twarz, konkretną postać? Pracuje na to wiele elementów. Na pewno scenariusz, reżyserska wizja, pomysł na rolę, jej znaczenie i wartość. I dopiero w tym momencie na plan filmowy czy serialowy wkracza młody aktor – ze swoją intuicją, zmierzwionym jeszcze talentem, z zaufaniem do reżysera i do widza. Z takiego połączenia powstają potem wspaniałe rzeczy, ciekawe role. Rodzą się przyszłe gwiazdy polskiego kina.
Oto kilka najciekawszych nowych aktorskich nazwisk, które zajaśniały w 2025 roku.
Obsada „Heweliusza”, serialu Jana Holoubka, zachwyciła wszystkich, ale wśród znakomitej aktorskiej drużyny Konrad Eleryk wyróżniał się chyba najbardziej. Witold Skrimuntt to najpełniejszy psychologicznie portret ze wszystkich pokazanych w serialu. Spora w tym zasługa samego Eleryka.
Przez kilka lat, w polskim kinie obsadzany był głównie ze względu na swoje gabaryty w rolach gangsterów i osiłków. Nawet jednak w tych rolach widać było jak wiele ma do pokazania, aktorsko do powiedzenia. Przełomem był skromny film „Przepiękne!”. Za rolę nieśmiałego wuefisty, Eleryk otrzymał prestiżową Nagrodę im. Macieja Kozłowskiego na festiwalu „Kozzi” w Zielonej Górze. „Heweliusz” jest potwierdzeniem słuszności decyzji jury. Witold to mężczyzna niepotrafiący żyć z balastem odpowiedzialności za to, co na Heweliuszu wydarzyło się naprawdę. I płacący za tę niemożność cenę najwyższą.
Zdjęcie
Konrad Eleryk
/Michal Zebrowski/Dzien Dobry TVN/East News /East News
Prowadząc spotkania z twórcami „Domu dobrego”, z podziwem słuchałem, jak Agata Turkot, bardzo młoda przecież aktorka i kobieta, doskonale radzi sobie z najtrudniejszymi pytaniami i wyznaniami od strony widowni. Pomyślałem wtedy, że jest doskonale przygotowana do tego zawodu. Gotowa na największe wzywania. Skupiona, inteligentna, opanowana, wszystko ma przemyślane.
Może właśnie dlatego Gośka w „Domu dobrym” jest taka prawdziwa, dla wielu – bolesna. Turkot, jak sama przyznaje, otoczona przez produkcję unikatową ochroną, w filmie o przemocy domowej, zagrała ofiarę, jakiej jeszcze w polskim kinie nie było. Dziewczynę pozornie świadomą, wyemancypowaną, odważną. Pozornie. I w owym „pozornie” tkwi siła filmu Smarzowskiego i kreacji Turkot.
W kinie polskim zadomowiła się zresztą na dobre. Wart zauważania jest jej występ w udanym filmie familijnym – „Skrzacie. Nowym początku”, czy rola recepcjonistki w hybrydalnych, niepokojących „Zapiskach śmiertelnika” Macieja Żaka.
Zdjęcie
Agata Turkot, fot. Beata Maćkiewicz
/materiały prasowe
Ma kapitalną vis-comica i jeżeli wszystko pójdzie dobrze, może stać się za jakiś czas godnym następcą Zamachowskiego czy Kota. Swoją radosną energią, luzackim poczuciem humoru rozsadza ekran w „Edukacji XD”. Jego Stomil to król wszystkich freaków, wszystkich „Big Lebowskich” z pokolenia Z, którym pomyliły się wcześniejsze literki alfabetu.
Michał Balicki wciąż czeka na duże otwarcie kinowe, ale podejrzewam, że to tylko kwestia czasu. Na razie dobrze sprawdza się na drugim i trzecim planie – w tym sezonie pokazał się w „Capo”, w „LARPIE. Miłości, trollach i innych questach” czy w eksperymentalnym filmie Moniki Strzępki – „Zaprawdę Hitler umarł”.
Zdjęcie
Michał Balicki
/Katarzyna Widmańska /materiały prasowe
Odkrycie Jana Englerta. Jest bodaj najmłodszym Hamletem w historii polskiego teatru. Tym spektaklem Englert żegnał się z dyrekturą „Narodowego”, promując nową gwiazdę tej sceny. Hugo Tarres, wciąż jeszcze nominalnie student AT, poradziłby sobie aktorsko nawet bez Englerta. Jego młody wiek jest zwodniczy. Hugo jest już przecież laureatem „Złotego Tukana” na PPA we Wrocławiu (wspólnie z Mateuszem Tomaszewskim), zagrał wcześniej Merkucja w „Romeo i Julii” w Teatrze Muzycznym „Capitol” we Wrocławiu (znowu Szekspir), a zupełnie niedawno Hala w „Niewyczerpanym żarcie” Davida Fostera Wallace’a w reżyserii Kamila Białaszka. Za kreację Hamleta otrzymał Nagrodę Sekcji Krytyków Teatralnych ZASP im. Andrzeja Nardellego.
O teatralną karierę Tarresa jestem spokojny, kino musi dopiero go odkryć. Jest już co prawda rozpoznawalny. Jedna z głównych ról – Dantego w trzech odsłonach w serii „Piep*zyć Mickiewicza” – dała mu popularność, ale popularność bazującą jedynie na młodzieńczej naturalności, wdzięku aktora. Czas na poważniejsze i bardziej ambitne zadania.
Zdjęcie
Hugo Tarres
/Pawel Wodzynski /East News
Niko w „Absolutnych debiutantach” Kamili Tarabury i Katarzyny Warzechy był bohaterem nowego pokolenia. Nieufnego w budowaniu relacji, introwertycznego, a zarazem pełnego pasji i otwartego na nowe doznania. Bartłomiej Deklewa pokazał się w tym pięknym serialu od jak najlepszej strony. Stworzył wiarygodną postać zagubionego marzyciela zderzonego z brutalnym realizmem. I w tego typu aktorskim temacie czuje się zdecydowanie najlepiej.
Igor w „Światłoczułej”, przede wszystkim warta szczególnego docenienia rola Benka w „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” Emi Buchwald, tworzą ciekawy typ w polskim kinie. Deklewa nie chce być super macho, nie dla niego tytuł przewodnika stada (chociaż sprawdził się także jako „Tomkas” w „Idź pod prąd” o zespole punkowym KSU), w kinie i w serialach gra młodych mężczyzn, którzy najpierw muszą poradzić sobie z własnymi lękami, z własnym strachem i bólem, żeby obarczać tym innych. Aktorsko Deklewa już radzi sobie świetnie.
Zdjęcie
Bartłomiej Deklewa
/Gałązka /AKPA
Zdolniacha. Każdego roku uczelnie artystyczne kończy mnóstwo fantastycznych dziewczyn, bardzo rzadko zdarza się jednak ten rodzaj ekranowej siły, którą ma Martyna Byczkowska. Podobnie jak w przypadku Deklewy, torpedą zawodową była dla niej rola Leny w serialu „Absolutni debiutanci”. Chociaż pokazywała się już wcześniej, i to w dużych rolach – w „Skazanej”, w serialu „W głębi lasu” – dopiero Lena w „Absolutnych debiutantach” wydała się rolą skrojoną na miarę Martyny. Dziewczyna liryczna i autoironiczna, poetycka i realna. Jakby wyjęta z piosenki Agnieszki Osieckiej. Trochę Umer, trochę Maryla. I to pokochali pracujący z Byczkowską reżyserzy.
2025 to był jej rok: Aniela w drugim sezonie „1670”, świetna jako Maria Wodzińska w „Chopinie, Chopinie!” oraz w roli Heleny w „LARPIE. Miłości, trollach i innych questach”, zagrała także w „Intersection” i w „Nieprzyjacielu”. Jest przy tym dziewczyną z rozmachem: sama reżyseruje, kreacyjnie wspierała Sebastiana Pańczyka i Quebo w filmie „Północ / Południe”. Piękna droga przed Martyną.
Zdjęcie
Martyna Byczkowska
/Wojciech Olkusnik /East News
W „Klarnecie”, debiucie Toli Jasionowskiej, niesie na swoich barkach ciężar całego filmu. Nieznośna lekkość bytu. Weronika Humaj w roli Łucji, dziewczyny odkrywającej w Sejnach swoje prawdziwe korzenie, jest eteryczna i silna zarazem. To chyba klucz do aktorstwa Weroniki. Uroda lalki z porcelany, ale to dziewczyna, która nie pozwoli się łatwo stłuc.
W eksperymentalnym „Glorious Summer”, w serialu „Niebo. Rok w piekle”, w krótkometrażówce „Pod tym samym niebem”, udowadnia, że siła jej charakteru to także walka ze stereotypami. Żeby delikatnie zagrać na klarnecie, trzeba mieć zdrowa płuca.
Zdjęcie
Weronika Humaj
/Gałązka /AKPA
Podąża swoją własną, ciekawą drogą. Po studiach aktorskich postawiła na teatr i znakomicie się w tej roli odnalazła. Doceniane role w Teatrze Rozmaitości, ale i gościnna (chyba najważniejsza w dorobku Dudziak) kreacja Narratorki w „Moim roku relaksu i odpoczynku” w Teatrze Dramatycznym. Po kilku etiudach i spektaklach telewizyjnych, prawdziwym kinowym otwarciem dla Izabelli była rola Nastki w dobrze przyjętym debiucie Emi Buchwald – „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej”.
Szczególność aktorstwa Dudziak polega na tym, że sprawia wrażenie wycofanej, a przecież bardzo mocno ingeruje w rzeczywistość wokół niej. Siła nieważkości.
W styczniu odbędzie się premiera „Królowej miłości”, spektaklu telewizyjnego, w którym zagrała obok Dominiki Bednarczyk, Aleksandry Koniecznej i Anny Dymnej. To już wielkie wyróżnienie. A jeszcze główna rola w „Łakomych”, planowanym nowym filmie Jagody Szelc. Sezon Izabelli Dudziak zamienia się w jej dekadę.
Zdjęcie
Izabella Dudziak
/AKPA
Obsada „1670” okazała się najmocniejszą chyba stroną tego świetnego i scenariuszowo, i reżysersko serialu. Jeżeli na tle samych niemal tuzów, udaje się wybić debiutantowi, to sukces jest tym większy.
Kirył Pietruczuk, podobnie jak Turkot, Eleryk i Dudziak, jest absolwentem Wydziału Aktorskiego Szkoły Filmowej w Łodzi. Być może także dlatego przed kamerą czują się jak ryba w wodzie.
Chwała reżyserce castingu „1670”, Katarzynie Gryciuk-Krzywdzie, za odnalezienie tego talentu i odkrycie go. Kowal Maciej w interpretacji Kiryła to sam dowcip, wdzięk i charakter(ek).
Kino jeszcze się nie poznało na wyjątkowości Pietruczuka. Nawet jednak w etiudach („Nibylandex”, „Końce i początki”), czy na drugim planie w „Listach do M. Pożegnaniach i powrotach”, przykuwa uwagę. Czas na zadania główne.
Zdjęcie
Kirył Pietruczuk jako Maciej w serialu „1670”
/Robert Pałka / Netflix /Netflix
Nagrody aktorskie, które otrzymywała za kreacje w filmach krótkometrażowych i etiudach studenckich: „Maszy”, „Schid Zachid”, czy „Saszce”, były zapowiedzią bardzo ciekawej drogi. Daria Polunina, absolwentka Wydziału Sztuk Teatralnych Kijowskiego Narodowego Uniwersytetu Teatru, Kina i Telewizji, zaciekawiła w dużej roli pozorantki Agaty w niedocenionym „Prześwicie”, debiucie Magdaleny Pięty.
Dziewczyna zamknięta w sobie, zamykająca się przed światem, a równolegle z racji na powierzone jej zadanie, zmuszana do mimikry, kopiowania cudzych zachowań i emocji. Zadanie niełatwe, ale wykonane bez śladu fałszu. Mam nadzieję, że mniejsze role w „Domu dobrym” Wojciecha Smarzowskiego czy w „Pojedynku” Łukasza Palkowskiego, są dowodem na to, że polskie kino szybko o Poluninie nie zapomni.
Zdjęcie
Daria Połunina
/Jerzy Dudek/Dzień Dobry TVN /East News
Wideo
„Odyseja” [trailer]
materiały prasowe