„Pośród zwykłego bagna pretensjonalności i arogancji, samouwielbienia i braku taktu, amerykański prezydent dał przebłysk rozsądku, realizmu i prawdomówności. Z typową dla siebie pogardą, Trump krytykował swojego poprzednika, Joe Bidena, a w swej naiwności chwalił, ach, jakie dobre, intencje Władimira Putina. Ponadto dręczył Zełenskiego, którego naród cierpi z powodu bombardowań Putina, zachwycając się wykwintnym posiłkiem, który podał gościom z Kijowa. Trump jednak przyznał, że jego wysiłki na rzecz pokoju mogą nie przynieść oczekiwanych rezultatów. Wyraził również uznanie dla wsparcia, jakiego Europejczycy udzielają Ukrainie, choć robią to również dla siebie. Obie te rzeczy są prawdą” — ostro pisze „Süddeutsche Zeitung”.
- Jakie były główne komentarze prasy niemieckiej po spotkaniu Trump-Zełenski?
- Jak Trump ocenił Władimira Putina podczas spotkania?
- Jakie są wnioski na temat strategii Trumpa wobec Rosji?
- Co powiedział Zełenski o sytuacji Ukrainy w kontekście rozmów z Trumpem?
Monachijski dziennik dodaje: „Można z tego wywnioskować, że prezydent USA bardzo dobrze wie, co robi i mówi w kontaktach z Europą. (…) W przeciwieństwie do swoich europejskich zwolenników, na przykład z partii AfD, Trump jest w pełni świadomy powagi sytuacji w Europie. Jego żądanie, aby Europejczycy ponosili główny ciężar niezbędnych gwarancji bezpieczeństwa, jest tak samo uzasadnione, jak oczekiwanie, że przejmą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Nawet żywiący dobre intencje wobec starego kontynentu prezydent USA wymagałby tego samego. Donald Trump jednak dobrych intencji wobec Europy nie żywi. A przynajmniej nie wobec Europy liberalnych i samostanowiących demokracji, które wyciągnęły wnioski z historii i zjednoczyły się w Unii. Dla negocjacji dotyczących Ukrainy oznacza to, że im lepiej Trump rozumie potrzeby i słabości Europy, tym brutalniej będzie próbował je wykorzystać”.
„Frankfurter Rundschau” podkreśla: „Po florydzkim szczycie w sprawie Ukrainy nadszedł czas, aby Europejczycy pożegnali się z iluzją, że rosyjska wojna napastnicza przeciwko sąsiedniej Ukrainie wkrótce zakończy się w wyniku negocjacji. Od chwili ponownego objęcia urzędu przez Donalda Trumpa, prezydent USA podsyca tę nadzieję wypowiedziami świadczącymi o jego politycznej nieświadomości, jednocześnie pozwalając rosyjskiemu prezydentowi Władimirowi Putinowi, by zrobił z niego swoje posłuszne narzędzie. Jest to farsa, która służy wyłącznie władcy Kremla. Przez wszystkie miesiące starań o pokój prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przejawiał coraz większą ugodowość. Putin nie ustąpił ani na krok. Nawet w Boże Narodzenie atakował z powietrza cywilów w Ukrainie. Zamiast dyplomacji, Europejczycy powinni więc ponownie zacząć mówić językiem, który Putin rozumie: powinni zaostrzyć sankcje wobec Rosji i zwiększyć dostawy broni dla Ukrainy”.
„Muenchner Merkur” ironizuje: „Bardzo chcielibyśmy podzielać optymizm Donalda Trumpa, że negocjacje w sprawie Ukrainy znajdują się w »fazie końcowej«. Tym bardziej że po udanej wizycie w USA także prezydent Zełenski mówi o »dużym postępie«, a nawet z Kremla nagle dochodzą informacje o »posunięciach«. Ale znamy już tę grę: Trump chce dostać Pokojową Nagrodę Nobla, a ani Moskwa, ani Kijów nie chcą psuć mu zabawy, aby nie rozgniewać kapryśnego prezydenta USA. Najniebezpieczniejszą przeszkodą, jaką ukraiński prezydent musiał ominąć w Mar-a-Lago, był żart Trumpa, że poniekąd »szczodry« watażka Putin pragnie odrodzenia Ukrainy. Już choćby tylko za swoją opanowaną reakcję na tę uwagę były aktor Zełenski zasłużył na Oscara”.
„t-online” z Berlina przestrzega: „Negocjacje zainicjowane przez administrację Trumpa w tej formie nie doprowadzą do trwałego pokoju na Ukrainie. W odróżnieniu od Ukrainy, przedstawiciele Rosji od miesięcy nie są gotowi na żadne ustępstwa. Trump już dawno powinien był zmienić swoją strategię i zwiększyć presję na Rosję. Można podejrzewać, że Stany Zjednoczone i Rosja postrzegają tę wojnę tylko jako przeszkodę w nawiązaniu głębszych wzajemnych stosunków gospodarczych, a Trump najwyraźniej nie chce zmusić swojego przyszłego partnera handlowego do podjęcia negocjacji przy użyciu amerykańskiej broni lub dalszych sankcji. Europejczykom pozostaje w tej grze jedynie rola bezsilnych obserwatorów. Europa najwyraźniej nie ma bowiem żadnego »planu B« bez udziału w nim Stanów Zjednoczonych”.
„Rhein-Neckar-Zeitung” z Heidelbergu zauważa: „Donald Trump — trzeba to przyznać impulsywnemu prezydentowi USA — wprowadza jakiś ruch w ten konflikt. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, Joe Bidena, Trump otwiera Stany Zjednoczone na dialog z Rosją. I w przeciwieństwie do Europejczyków, nie chce widzieć Putina jako przegranego. W odniesieniu do tej wojny może to wydawać się bezduszne, ale jest to jednocześnie podstawowy warunek dla dyplomatycznego jej rozwiązania. Z drugiej strony Rosja nadal atakuje Ukrainę z niezmienną surowością. Jednak drzwi dla Waszyngtonu są przez nią świadomie pozostawione otwarte. Czy kryje się za tym perfidna taktyka wojenna, czy też szansa na (z pewnością niesprawiedliwy) pokój, to okaże się prawdopodobnie już wkrótce. Dużą wadą »polityki pokojowej« Trumpa jest jednak to, że nie wiadomo, co właściwie się za nią kryje”.
Zdaniem „Ludwigsburger Kreiszeitung”: „Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wykazał się w Mar-a-Lago nerwami ze stali. Zachował spokój, gdy gospodarz tego spotkania Donald Trump stwierdził z całą powagą, że Władimir Putin chce, aby »Ukraina odniosła sukces«. Jest to przekręcanie rzeczywistości, które wiele mówi o nowym układzie sił. W obecnych czasach Ukraina i jej europejscy sojusznicy muszą zadowalać się niewielkimi osiągnięciami. Z drugiej strony prezydent USA nie zrywa nagle swego wsparcia dla Ukrainy, Kijów nie jest (jeszcze) otwarcie zmuszany do zawarcia pokojowego traktatu będącego de facto dyktatem, pomoc wojskowa jest kontynuowana, a to już można uznać za sukces”.