29 grudnia 2013 roku na zawsze zmienił historię Formuły 1, choć wyjątkowo mowa o wydarzenia, które miały miejsce z dala od toru. To właśnie wtedy Michael Schumacher miał wypadek na nartach podczas jazdy we francuskich Alpach. Siedmiokrotny mistrz świata F1 doznał skomplikowanych obrażeń głowy i przez kilka miesięcy znajdował się w śpiączce.

Obecny stan zdrowia Schumachera pozostaje nieznany, a 56-latek od momentu wypadku nie był widziany publicznie. Z nieoficjalnych doniesień mediów wynika, że były kierowca Ferrari wymaga stałej opieki medycznej i nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować.

ZOBACZ WIDEO: KLŻ bez transmisji? Przewodniczący GKSŻ mówi wprost

Osobistą tragedia legendy F1 poruszony jest Franz Tost. Były szef zespołu Alpha Tauri i Toro Rosso (obecnie Visa Cash App RB) sam jest fanem narciarstwa i w przeszłości towarzyszył „Schumiemu” na stoku. – Początkowo nie zwracałem większej uwagi na doniesienia mediów na temat wypadku. Pomyślałem sobie: „Jak sławny jest Michael, że jego wywrotka na nartach jest w wiadomościach?” – powiedział Austriak w rozmowie z „F1 Insider”.

Tost podkreślił, że dla Schumachera narty były rodzajem pasji i okazją do relaksu, ale Niemiec nigdy nie podejmował nadmiernego ryzyka, aby nie nabawić się kontuzji. – Nie martwiłem się o jego zdrowie, bo dużo jeździłem z Michaelem na narty. Był bardzo dobrym narciarzem. W ogóle nie ryzykował – dodał 69-latek.

– Kiedy dowiedziałem się o konsekwencjach tego incydentu, po prostu nie mogłem w to uwierzyć. Byłem oszołomiony i zszokowany – podsumował Tost.

Schumacher podczas jazdy na nartach miał olbrzymiego pecha. 29 grudnia 2013 roku w Alpach było mało śniegu i Niemiec wpadł na fragment trasy, gdzie brakowało „białego puchu”. Przez to Schumacher miał stracić kontrolę i uderzył głową w kamień.