Magdalena Rigamonti: Nowy prezydent, nowy minister sprawiedliwości, nowy Grzegorz Braun — taki był ten rok.

Prof. Anna Siewierska, politolożka z Uniwersytetu Rzeszowskiego: Braun stary, niestety. Wciąż pokazuje tę samą twarz. Brunatną, nie tylko eurosceptyczną, ale też prorosyjską i antysemicką.

Ale nowy elektorat Brauna.

Czyli nie nowy Braun, tylko nowe polskie społeczeństwo.

Nowe czy stare? Może część z nas zawsze taka była?

Polskie społeczeństwo nie różni się jakoś znacznie od innych społeczeństw europejskich. Jest uzależnione od sytuacji, od dominujących emocji w danym momencie. I akurat Braun podgrzewa te emocje, które są najgorsze. Wyciąga z nas najbardziej paskudne cechy. I w tym kontekście to jest nowe społeczeństwo.

Pani profesor, ale to się nie zaczęło w tym roku.

Właściwie przez całe lata 90. i początek lat dwutysięcznych politycy, różnych opcji walczyli o to, żebyśmy byli Europejczykami, nie mieli kompleksów, wyznawali podobne wartości, odcięli się od tego wschodniego zamordyzmu i żebyśmy się zintegrowali z Unią Europejską. To była narracja, która łączyła różne nurty polityczne, także Kościół. Wydawało się, że po wejściu do UE jesteśmy naprawdę europejscy, otwarci i tolerancyjni.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jakie zmiany zaszły w polskiej polityce w 2025 roku?

Dlaczego Karol Nawrocki jest krytykowany przez ekspertów?

Jakie są prognozy dla Jarosława Kaczyńskiego na przyszłość?

Jakie nastroje panują w Rzeszowie wobec Ukrainy?

Myśli pani, że to była fasada?

Aż tak to nie. W sumie wszystkie Konfederacje mają maksymalnie 25 proc. poparcia więc bym nie demonizowała. Jednak to, co się wydarzyło w ostatnich latach, a mianowicie normalizowanie bardzo radykalnego przekazu, doprowadziło do tego, że duża część społeczeństwa uznała, że nawet Mentzen jest umiarkowany w porównaniu z Braunem. O to normalizowanie mam pewien żal do mediów. Uznano, w imię wolności wypowiedzi, równości traktowania wszystkich partii w mediach, że także takie ekstrema jak Grzegorz Braun mają prawo się wypowiadać w mediach.

Wystartował w wyborach prezydenckich również po to, żeby media miały obowiązek go pokazywać.

Otóż to. I teraz dochodzimy do kolejnej kwestii, do tego, że od lat trwa dyskusja, że należy zmienić prawo wyborcze, dostosować je do nowych czasów. Skończyły się wybory i nadal nie słyszę głosów, że trzeba zwiększyć limit podpisów uprawniających do zostania kandydatem na prezydenta. Przecież 100 tysięcy w czasach serwisów społecznościowych to jest nic.

Teraz skrajnie prawicowi politycy mają milionowe poparcie.

Prof. Marciniak dobrze powiedziała, że to, co wychodzi w sondażach niekoniecznie przelicza się na liczbę realnych głosów, zwłaszcza jeśli mówimy o partiach, które mają bardzo podobny profil ideologiczny.

„Karol Nawrocki podlizuje się elektoratowi Grzegorza Brauna”

Pani zdaniem prezydent Karol Nawrocki wprowadził nową jakość do polityki?

Nie wiem, czy powinniśmy używać słowa „jakość”. Bo to, co robi prezydent Karol Nawrocki, to jest absolutne zepsucie polskiej polityki. Wydawało się, że już nic poniżej Andrzeja Dudy jako prezydenta nas nie spotka. A jednak mamy Karola Nawrockiego, który na koniec roku potrafi w sytuacji, kiedy mamy wojnę na wschodzie, wskazywać, że musimy zabezpieczać zachodnią granicę.

To są słowa haniebne i jednocześnie cyniczne, bo przecież pan prezydent doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że inwazja z zachodu nam nie grozi. Mówiąc to, wyłącznie podlizuje się skrajnie prawicowemu elektoratowi Grzegorza Brauna, więc to nie jest ani jakość, ani nowa. Poza tym prezydent nie jest w żaden sposób nowatorski. To jest naśladowanie Donalda Trumpa, dokładnie te same wzorce, czasami wręcz te same sformułowania, jakie wypowiada prezydent Trump.

Karol Nawrocki

Karol NawrockiAlbert Zawada / PAP

Michał Fedorowicz z Res Futury badający nasze emocje w internecie mówi, że potrzebujemy czuć się dumni, że duma to emocja, która nas napędza, a Karol Nawrocki to świetnie wykorzystuje.

To też nie jest nowe. J.D. Vance napisał „Elegię dla bidoków” o tęsknocie za odzyskaniem godności, byciu dumnym ze swojego kraju. Został wiceprezydentem USA. Politycy, którzy potrafią obiecać wyborcom, że odzyskają godność, że będą mogli być dumni z siebie, ze swojego kraju i przekonają ich do tego, wygrywają. I w tym kontekście Nawrocki też jest naśladowcą tego, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych.

Ale kiedy my tę godność utraciliśmy, że musimy ją odzyskiwać?

My jej nie utraciliśmy. Natomiast politycy nam wmawiają, że Bruksela godność nam zabiera, bo odebrała nam sprawczość. I ta narracja jest nie tylko po prawej stronie sceny politycznej. Proszę zauważyć, że nawet obecny rząd czasami mówi, że Bruksela nam nie będzie czegoś narzucała. A to jest bardzo wygodny argument, kiedy czegoś nie da się zrobić.

Bruksela stała się chłopcem do bicia, bardzo wygodnym dla wszystkich polityków. Przekaz powtarzany przez wiele lat sprawił, że ludzie uznali, iż stracili poczucie sprawczości i że to Bruksela decyduje, a nie oni.

A w internecie na koniec roku pojawiło się masę filmików AI, w których występują wygenerowane młode Polki, mówiące, że chcą polexitu.

Ten przekaz jest bardzo mocno dofinansowany przez Rosję. Dość samobójczy, bo akurat Unia Europejska bardzo mocno dba o prawa kobiet i to na różnych poziomach: zatrudnienia, parytetów, zarobków, praw reprodukcyjnych. Natomiast nadaje się do tego, żeby ją atakować jako zewnętrzny organ, który ingeruje w nasze prawa.

Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że to jest przekaz, który jest robiony przede wszystkim przez mężczyzn i dla mężczyzn, bo wyborcy prawicowi są bardzo mocno antykobiecy i zakompleksieni. Oni widzą rolę kobiety w kuchni, w sypialni i w kościele.

Pozytywny przełom dla Polski?

Ten rok to jest tworzenie nowej polityki, nowe rozdanie kart?

Z całą pewnością amerykańska strategia bezpieczeństwa narodowego jest przełomem. I w tym kontekście nie możemy udawać, że nic się nie zmieniło. Tak naprawdę na naszych oczach, nie chcę powiedzieć, że runęły, ale na pewno zostały podkopane fundamenty porządku powojennego, który miał zapewnić pokój na wieki… I to, co robi Trump i jego administracja, to jest podważanie tego porządku. I jak dzisiaj ktoś mówi, że to są sprawy Stanów Zjednoczonych, to znaczy, że nie rozumie, co się dzieje.

W interesie Polski jest rozumieć, że musimy grać jako część Unii Europejskiej, mieć w niej dobrą pozycję. Paradoksalnie dla Polski może to być jakiś przełom pozytywny, pod warunkiem, że uda się sprawić, żeby polityka zagraniczna przestała być funkcją polityki wewnętrznej. To znaczy, żeby jednak prezydent Nawrocki i premier Tusk dogadali się w jej kwestiach.

Nie dogadają się.

Nie dogadają się z tego powodu, że Karol Nawrocki absolutnie jest pozbawiony myślenia w kategoriach geostrategicznych. Postrzegam wszystkie jego czyny jako budowanie pozycji własnej, lidera zjednoczonej, szerszej prawicy.

Pamięta pani, że przecież zapowiadał, że będzie prezydentem wszystkich Polaków.

Każdy prezydent to zapowiada. Chyba nigdy w naszej historii nie było takiego prezydenta, który tak bardzo kieruje się tylko do jednej części. Trudno mi sobie przypomnieć kogokolwiek, kto tak bardzo wykluczałby dużą rzeszę Polaków.

Donalda Tuska i jego rząd też pani krytykowała.

Ale nastąpił przełom. Rząd zaczął się lepiej komunikować i mam nadzieję, że za tym pójdą też inne kwestie. Przyspieszyły rozliczenia, widać działania dotyczące oczyszczania spółek Skarbu Państwa.

Wbrew pozorom nie chodzi o zemstę, tylko o przywrócenie poczucia sprawiedliwości. A także o to, że bardzo wiele osób sabotowało działania rządu i w prokuraturze, i w różnego rodzaju innych instytucjach państwowych.

Proszę o uczciwy rachunek sumienia państwa za rok 2025.

Jestem z natury krytyczna i muszę nad tym panować. Zawsze mi w tym pomaga rozmowa o Polsce z osobami z zagranicy, bo mam wrażenie, że one widzą nasze sukcesy dużo lepiej niż my. Zasadniczo, kiedy się porówna sytuację Polski do tego, co się dzieje w Wielkiej Brytanii czy we Francji, to trzeba powiedzieć, że u nas ona jest naprawdę bardzo dobra.

Kiedy wyjdziemy z Unii Europejskiej?

Mam nadzieję, że to się nigdy nie stanie.

Nie pytam o nadzieję.

Nie ulega wątpliwości, że trzeba wprost mówić o tym, że to jest plan dużej części polskiej prawicy i Karola Nawrockiego. On unika mówienia negatywnie o Rosji, a ciągle piętnuje Zachód. Dla niego UE jest symbolem zła. Jemu jest dużo bliżej do Brauna niż do PiS-u, choć sam PiS także przesuwa się bardzo mocno na prawo. I to jest prosta droga do pełzającego polexitu.

„Jarosław Kaczyński staje się coraz słabszy”

Jak Jarosław Kaczyński kończy ten rok?

Fatalnie. To był chyba najgorszy rok w jego karierze politycznej.

Wygrał wybory prezydenckie.

Paradoksalnie powinien wchodzić w 2026 r. zwycięsko. Jednak po tym, co robi Karol Nawrocki, jak bez żadnych zahamowań, wręcz brutalnie próbuje zdobyć władzę na prawicy, Jarosław Kaczyński staje się coraz słabszy. On już nie czuje dobrze emocji społecznych. To jest jego schyłek.

Pali mu się pod nogami?

Nie. Gdyby się paliło, to byłoby dobrze, bo przecież pożar można ugasić. To, co się dzieje z Jarosławem Kaczyńskim, to jest rozkład, takie gnicie. I to się rozpoczęło, to jest proces, którego nie da się zatrzymać.

Jarosław Kaczyński i Karol Nawrocki w Pałacu Prezydenckim. Warszawa, 11.09.2025 r.

Jarosław Kaczyński i Karol Nawrocki w Pałacu Prezydenckim. Warszawa, 11.09.2025 r.Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Pięć miesięcy temu Andrzej Duda przestał być prezydentem.

I nikt o nim nie pamięta. Zapomnieliśmy o Andrzeju Dudzie, ponieważ wszystkie światła reflektorów skierowane są na Karola Nawrockiego, on te światła przyciąga. Jednak jego strategia nie będzie się cały czas sprawdzać. Z prostego powodu — on jest powtarzalny. Ton głosu, te krzyki, te gesty wypracowane. Chyba już osiągnął limit swojego rozwoju. Nie jest chyba w stanie pójść wyżej. Jednak, co zniszczy w polskiej polityce, to zniszczy. Niestety ośmiela też innych w PiS.

Donald Trump wygrał drugi raz wybory po 4-letniej przerwie, a robił, jak pani mówi dokładnie to samo.

Kultura polska i amerykańska są zupełnie inne. W Polsce mamy zamiłowanie do pewnej anarchii, kochamy tych, którzy do władzy idą, ale jak już przy niej są, to zaczynamy być bardzo wobec nich podejrzliwi. Przyglądamy się uważnie temu, co robią i to, co się teraz podoba, za chwilę może się przestać podobać.

Teatralność dała władzę Nawrockiemu. Teraz on musi uważać, żeby z nią nie przesadzić. Jest cienka linia między sztuką a szmirą. Obawiam się, że hamulce zaczną puszczać Nawrockiemu, że on coraz mniej będzie słuchał swoich doradców, a coraz bardziej własnej intuicji…

Myślę, że Polacy, zresztą tak samo, jak Amerykanie, marzą przede wszystkim o zdrowym rozsądku i umiarze.

„Powinniśmy udowodnić, że jesteśmy krajem potrzebnym”

Pani mieszka i pracuje Rzeszowie i stamtąd głównie obserwuje politykę. W Rzeszowie są wojska amerykańskie, jest hub pomocowy dla Ukrainy.

I z punktu widzenia Rzeszowa, nasz region na wojnie wygrał. To jest brutalny paradoks.

Staliście się bogatsi jako region?

Tak, powstają nowe firmy, które obsługują tylko i wyłącznie kwestie transportowe czy logistyczne związane z tym hubem. Świetnie się rozwija lotnisko. Czujemy, że współpracując z Ukrainą i ją wspomagając, możemy więcej zyskać niż stracić. I jestem przekonana, że to jest właśnie rola Polski w kolejnych latach. Powinniśmy udowodnić, że jesteśmy krajem potrzebnym, również jako pośrednik pomiędzy Ukrainą a Zachodem. Potrafimy robić tam interesy lepiej niż Niemcy czy Francuzi. Nie dajmy sobie tej przewagi odebrać.

Czy w związku z tym nastroje antyukraińskie w Rzeszowie i na całym Podkarpaciu są niższe niż w innych częściach Polski?

W naszym regionie Ukraińcy już wcześniej, przed pełnoskalową wojną byli bardzo liczni. Nie znam statystyk, ale zakładam, że jesteśmy mniej antyukraińscy niż inne regiony. Jesteśmy dumni z tego, że Rzeszów stał się centrum pomocy Ukrainie. Najlepszym narzędziem do przekonania Polaków, żeby wspierać Ukrainę, nie jest mówienie o wspólnych wartościach, jakichś sentymentach…

Tylko o pieniądzach?

O pieniądzach też. I o przelewanej krwi. Jestem matką trzech synów i powiem brutalnie, że nie chcę, żeby to moi synowie przelewali krew. Bardzo żałuję ukraińskich żołnierzy ginących na froncie, ale jak każda matka, wolę, żeby moje dzieci nie musiały walczyć osobiście. I dlatego zrobię wszystko, żeby wspierać Ukraińców. Z czysto pragmatycznego powodu.