„Jesteśmy przekonani, że projekty traktatów, które nasz kraj przedłożył Waszyngtonowi i stolicom europejskim w grudniu 2021 r. mogą posłużyć jako punkt wyjścia do dyskusji” — mówi Ławrow.

To najważniejsze zdanie tego wywiadu, którym Kreml wywraca stół negocjacyjny. Żądania, które wobec Waszyngtonu i europejskich stolic wysunęła Moskwa w grudniu 2021 r., czyli przededniu agresji na Ukrainę, obejmowały przede wszystkim:

  • wycofanie wojsk i infrastruktury NATO do „stanu sprzed 1997 r.”, czyli sprzed przyjęcia grupy państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, do sojuszu;
  • formalne gwarancje, że NATO nie będzie rozszerzać się na Ukrainę, Gruzję i inne postsowieckie państwa;
  • ograniczenie współpracy wojskowej NATO z Ukrainą

Żądania te stanowiły de facto uznanie przez Zachód rosyjskiej strefy wpływów do samej Odry. Taka deklaracja sprawia, że negocjacje można właściwie rozpoczynać od początku lub uznać, że Moskwa po prostu nie jest nimi zainteresowana.

Wybory wbrew prawu i pod bombami

„Kadencja prezydencka Wołodymyra Zełenskiego wygasła w maju 2024 r. Wybory na Ukrainie muszą odbyć się zgodnie z prawem. Widzimy, że Stany Zjednoczone podzielają ten pogląd. Władze w Kijowie muszą otrzymać mandat do zawierania porozumień pokojowych” — mówi Ławrow.

To ciąg dalszy gry Kremla na zmianę władzy w Kijowie na być może bardziej uległą. Dodatkowo niezwykle wrażliwy okres, jakim jest w każdym kraju kampania wyborcza, sprzyjałby próbom destabilizacji ukraińskiego państwa przez Kreml. Kto wie, czy drugi z tych powodów nie jest dla Moskwy ważniejszy w sytuacji dość jednolicie wrogiego stosunku ukraińskiego narodu wobec prorosyjskich polityków w ich kraju.

Ławrow i wszyscy jego akolici powtarzają ten postulat, choć większość z nich jest świadoma, że nie jest on zgodny z ukraińskim prawem. Ukraińska ustawa „o reżimie stanu wojennego” wyraźnie stwierdza, że w czasie jego trwania nie przeprowadza się wyborów prezydenckich, tak samo zresztą jak i parlamentarnych czy lokalnych.

Na smutny żart zakrawa to, że „transparentnej i uczciwej kampanii wyborczej” w Ukrainie domaga się przedstawiciel reżimu, w którym wszelkie prawa zostały zmienione i złamane w taki sposób, aby dyktator, którym w rzeczywistości jest Władimir Putin, mógł sprawować władzę w zasadzie dożywotnio.

W tej kwestii prezydent Zełenski obiecuje rychłe wybory, ale w tym celu postuluje o pewien okres choćby zawieszenia broni. To pozwoliłoby przeprowadzić wybory oraz referenda zgodnie z ukraińskim prawem.

Tego nie chce jednak zrozumieć Ławrow, twierdząc w przytoczonym wywiadzie: „Jednocześnie organizacja głosowania nie powinna być wykorzystywana jako pretekst do tymczasowego zaprzestania działań wojennych w celu dozbrojenia Sił Zbrojnych Ukrainy”.

To oznacza, że na obszarach przyfrontowych ludzie głosowaliby wśród spadających pocisków. Jest to nie do przyjęcia w żadnym demokratycznym państwie.

Gwarancje bezpieczeństwa po rosyjsku

Także w kwestii gwarancji bezpieczeństwa Ławrow wywraca negocjacyjny stolik. Kiedy od miesięcy Amerykanie z Europejczykami rozmawiają o wprowadzeniu międzynarodowych wojsk na linię rozgraniczenia, dla Moskwy takie rozwiązanie nie wchodzi w grę.

Kilkadziesiąt godzin wcześniej w wypowiedzi dla innej rosyjskiej agencji TASS Ławrow stwierdził, że europejskie oddziały wojskowe w Ukrainie, tzw. koalicji chętnych, stałyby się „uzasadnionym celem dla rosyjskich sił zbrojnych”.

W rozmowie z RIA Novosti dodatkowo rozwodnił temat: „wszelkie gwarancje muszą opierać się na zasadzie niepodzielności bezpieczeństwa, zapisanej w dokumentach konsensusu ze szczytów OBWE w Stambule w 1999 r. i w Astanie w 2010 r.”.

Sęk w tym, że tamte zasady — niepodzielność bezpieczeństwa, prawo do zawierania własnych sojuszy, suwerenność państw, nienaruszalność granicy — były niczym innym, tylko czczymi słowami, które Rosja pogwałciła nie raz w ciągu ostatnich trzech lat.

Dla Ukrainy gwarancje bezpieczeństwa oparte na pustych deklaracjach są oczywiście nie do przyjęcia. Kraj ten już raz przećwiczył tego rodzaju zapewnienia — z fatalnym dla siebie skutkiem. W ramach Memorandum Budapesztańskiego z 1994 r. Ukraina oddała Rosji swój arsenał jądrowy w zamian za „gwarancje” nienaruszalności granic ze strony USA, Wielkiej Brytanii i Rosji. Bezpośrednim skutkiem tamtych wydarzeń była agresja Rosji na Ukrainę — najpierw w 2014 r., a potem ta pełnoskalowa z 2022 r.

Oto trzy główne myśli Siergieja Ławrowa z wywiadu z RIA Novosti, z których każda jest gotowym przepisem na katastrofę Ukrainy, a w rychłym następstwie także Europy. Każda z nich dowodzi, że tzw. plan pokojowy nie jest dopięty na 90, 95 czy 99 proc., jak co chwila próbują nas przekonywać to Donald Trump, to Wołodymyr Zełenski. Imitując negocjacje, Moskwa bawi się z Zachodem w kotka i myszkę. Póki co, Putin jest przekonany, że najbardziej opłaca mu się walczyć dalej.