Najważniejsze informacje:
- Niemieckie media wskazują, że Rosja nie przedstawiła dowodów na atak na rezydencję Putina.
- Komentatorzy podkreślają, że Kreml chce zrzucić winę za wojnę na Ukrainę.
- Publicyści zauważają, że Rosja nie jest zainteresowana osiągnięciem porozumienia pokojowego.
W najnowszych wydaniach niemieckich gazet pojawiają się komentarze dotyczące rosyjskich doniesień o rzekomym ataku na rezydencję Władimira Putina. Kreml twierdzi, że Ukraina próbowała zaatakować prywatną posiadłość prezydenta Rosji, jednak władze Kijowa systematycznie sprzeciwiają się oskarżeniom. Ukraińscy dyplomaci twierdzą, że Rosja wymyśliła historię, aby zyskać pretekst do zaostrzenia swojej pozycji w negocjacjach pokojowych.
Pokazali, co działo się w Jantarze. „Krajobraz jak po bitwie”
W niemieckich mediach pisze się, że Rosja nie przedstawiła żadnych dowodów swoją tezę. Publicyści wskazują, że Kreml próbuje wykorzystać tę narrację do obwinienia Ukrainy za dalszą eskalację wojny. Według Jacquesa Schustera z „Die Welt” rzekomy atak miałby podważać stanowisko, że Ukraina znajduje się w defensywie. Schuster krytykuje też zachodnie media za to, że dołączają do rosyjskich narracji o zagrożeniu dla procesu pokojowego. „Przepraszam, o jaki proces pokojowy chodzi? Przecież on nie istnieje” – ocenia komentator.
Florian Hassel z „Sueddeutsche Zeitung” nazwał całą historię „bajką z dreszczykiem”, mającą służyć przerzuceniu winy za prowadzenie wojny na stronę ukraińską. Jego zdaniem pogłoski o ataku zostały wymyślone przez Rosję. „Nieszczęściem dla całego świata jest to, że w Białym Domu, zamiast prezydenta, który by konsekwentnie dozbrajał Ukrainę i naciskał w ten sposób na realizację planu pokojowego, rezyduje przyjaciel Putina” – stwierdził Hassel.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” twierdzi natomiast, że Kreml wykorzystuje historię o ataku, aby przypodobać się prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi. „Rosja nie przedstawiła żadnych faktów na potwierdzenie historii o ukraińskim ataku, ale zaostrzyła retorykę” – napisano na łamach tej gazety. Redakcja zaznacza, że pomijane jest to, iż według ukraińskich i amerykańskich doniesień to Zełenski był wielokrotnie celem zamachów.
Liczby się nie zgadzają. Rosja podaje sprzeczne dane
Chwilę po doniesieniach o rzekomym ataku, niezależna rosyjska gazeta „Nowaja Gazieta” zwróciła uwagę na problemy z rosyjską narracją. Ministerstwo spraw zagranicznych Rosji utrzymuje, że Ukraina próbowała zaatakować rezydencję prezydenta Rosji Władimira Putina w obwodzie nowogrodzkim 91 dronami, ale liczby te rozmijają się z danymi rosyjskiego ministerstwa obrony, według których w sumie nad całą Rosją tego dnia zestrzelono zaledwie 89 dronów.
Rosyjskie ministerstwo obrony podało w poniedziałek rano, że nad obwodem nowogrodzkim, w którym znajduje się rezydencja Putina, strącono 18 dronów. Ministerstwo nie poinformowało o żadnych innych dronach w regionie. Z kolei szef MSZ Siergiej Ławrow mówiąc o rzekomej próbie ataku na rezydencję podał liczbę 91 dronów, a więc pięciokrotnie wyższą. Z rosyjskiej narracji wynika, że rzekomy atak został powstrzymany, co sugeruje, że ukraińskie drony miały zostać strącone.
Kreml, powołując się na domniemaną próbę ataku na rezydencję, grozi zmianą swego stanowiska negocjacyjnego w trwających rozmowach na temat zakończenia wojny. O sytuacji poinformowany został prezydent USA Donald Trump w rozmowie telefonicznej z Putinem.