„Uwaga! Dziś i jutro prognozowane zawieje, zamiecie śnieżne i silny wiatr. Trudne warunki drogowe, możliwe przerwy w dostawie prądu. Śledź komunikaty” — choć alerty o takiej treści przychodziły we wtorek do mieszkańców Mazowsza, Warmii i Mazur od samego rana, takiego armageddonu, do jakiego doszło na trasie S7 w okolicach Ostródy i Olsztynka chyba nikt się nie spodziewał.
Gigantyczne korki na trasie S7. Samochody utknęły w zaspach
Wczoraj wieczorem kierowcy utknęli tam w zaspach śnieżnych i gigantycznych korkach. Zator w kierunku Warszawy miał blisko 16 km. Samochody na wiele godzin stanęły na odcinku między Rychnowem a Olsztynkiem. W pewnym momencie korek sięgał nawet węzła na wysokości Ostródy. Z kolei w kierunku Gdańska zator miał ponad siedem kilometrów. Kierowcy utknęli w nim na odcinku między MOP Grabin a Rychnowem. On również z czasem się powiększał.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jeszcze wiele godzin utrudnień, apele do kierowców. „Sytuacja ma charakter kryzysowy” [RELACJA NA ŻYWO]
W pewnym momencie trasa była już tak zakorkowana i zaśnieżona, że nie dało się ruszyć. Niektórzy spędzili tam właściwie całą noc. Rekordziści stali w korku na S7 nawet osiem godzin. Kierowcy narzekali na brak służb na drogach. Denerwowali się, że na tych odcinkach pojawiło się za mało pługopiaskarek. Zwracali też uwagę na brak informacji na temat aktualnej sytuacji i rozwiązania problemu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Co spowodowało korki na trasie S7?
Jak długo kierowcy utknęli w korku?
Ile pojazdów pracowało nad utrzymaniem dróg?
Co zrobiła policja, aby udrożnić trasę?
Pytamy więc służby drogowe, jak to możliwe, że mogło dojść do takiego koszmaru na S7. Chcieliśmy dowiedzieć się, jakie były przyczyny tej sytuacji. I co właściwie zawiodło.
GDDKiA: ciężarówki stanęły w poprzek drogi
— Początkiem i właściwie przyczyną całej tej sytuacji było zblokowanie się dwóch ciężarówek w okolicy miejscowości Rychnowska Wola. Doszło do tego we wtorek około godz. 18. Trudno mi na ten moment powiedzieć, czym to było spowodowane, czy przyczyną było słabe ogumienie czy inne czynniki. Trudno mi wyrokować w tym momencie. Nadjeżdżające kolejne samochody nie mogły przejechać, tworząc zatory. To spowodowało sytuację, jaką mieliśmy w tym miejscu wczoraj i właściwie całą noc — mówi Onetowi Katarzyna Kozłowska z oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie.
— Nie mam informacji, żeby te tiry utknęły w zaspie śnieżnej. Mam informację, że w poprzek drogi stanęły ciężarówki, które się na tej trasie wyprzedzały. To spowodowało też, że nie mogły tam przejechać i wykonać swojej pracy pługosolarki, które również utknęły w tym zatorze — dodaje.
Olsztyńska GDDKiA zapewnia, że w nocy na tej trasie pracowało 111 pojazdów do zimowego utrzymania dróg, czyli właściwie cały sprzęt, jaki jest tam dostępny. Na ten konkretny odcinek było przeznaczone 21 pługosolarek i one wszystkie wyjechały w teren. Tej jednej doby zużyły one wszystkie ponad 28 tysięcy ton soli.
— Sytuacja uległa poprawie dopiero nad ranem. W pewnym momencie te tiry zostały ściągnięte na prawy pas ruchu. Z przekazanych nam na bieżąco informacji wynika, że jeden z kierowców ciężarówek założył łańcuchy na koła. Wtedy ciężki sprzęt w asyście policji wjechał tam pod prąd, powoli udrażniając ten przejazd.
Policja: to spowodowało reakcję łańcuchową
Te informacje potwierdza nam policja. — Na pewnym odcinku tej trasy jest taka niecka i samochody ciężarowe wyjeżdżające z niej nie mogły podjechać pod górę ze względu na bardzo obfite opady śniegu. To spowodowało, że kolejne pojazdy za nimi zaczęły się zatrzymywać. Zaczął tworzyć się korek. Ten korek stał się na tyle duży, że utrudniło to przejazd służbom drogowym — mówi Onetowi podkom. Tomasz Markowski, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.
— Śnieg wciąż padał, wiał silny wiatr, więc utworzyły się zaspy. To spowodowało reakcję łańcuchową, w wyniku której kolejne samochody, zwłaszcza ciężarowe, utknęły już nawet na płaskich odcinkach zaśnieżonej trasy, powodując korek, który rozwinął się do kilkunastu kilometrów. To wymagało utworzenia przejazdów przynajmniej dla samochodów osobowych, żeby ten ruch mógł zostać udrożniony. I na tym skupiły się działania policjantów — dodaje.
— Trzeba było w taki sposób wyregulować ruch aut na tym niewielkim odcinku, żeby utworzyć korytarze, by chociaż osobówki mogły się przemieszczać między samochodami ciężarowymi. Ze względu na ich dużą liczbę nie było to takie proste. Ale to był pierwszy krok, żeby ten odcinek udrożnić, a potem też umożliwić przejazd służbom drogowym na miejscu — podsumowuje Tomasz Markowski.
Sytuacja uległa poprawie dopiero w środę nad ranem. — Obecnie trasa już jest przejezdna. Ruch odbywa się bardzo powoli, ale trasa jest już udrożniona. Na miejscu wciąż działają służby — przekazała nam dziś około godz. 9 Katarzyna Kozłowska z GDDKiA.
Z naszych informacji wynika, że we wtorek wieczorem, w nocy i w środę nad ranem nie doszło na tym odcinku do żadnych wypadków i kolizji.