Wielowątkowa, intensywna debata o polskiej gospodarce w gronie przedstawicieli świata biznesu, polityki oraz nauki i środowiska eksperckiego odbędzie się 9 lutego 2026 r. w Warszawie. Zapraszamy na EEC Trends. Rejestracja dostępna na stronie wydarzenia.
- European Council on Foreign Relations (ECFR) wskazuje Estonię jako jedno z państw NATO najbardziej zagrożonych rosyjskim atakiem.
- Potencjalny scenariusz zakłada atak na przygraniczną Narwę, początkowo w formie operacji hybrydowej, a w końcu wkroczenie „zielonych ludzików” lub regularnej armii.
- Analitycy podkreślają, że Kreml jest osłabiony wojną w Ukrainie i nie ma wystarczających sił do pełnoskalowej inwazji.
Jak informuje „Rzeczpospolita”, European Council on Foreign Relation (ECFR) wskazuje Estonię jako jednego z najbardziej zagrożonych rosyjskim atakiem członków NATO. Chodzi o uderzenie wojskowe, a nie ataki hybrydowe. Kaupo Rosin, szef wywiadu estońskiego, jednego z lepiej poinformowanych w Europie o rosyjskich zamiarach, jednak uspokaja.
Rosja obecnie nie zamierza napadać na jakieś państwo bałtyckie czy też na NATO w całości – podkreśla.
Analitycy ECFR wskazują, że Kreml mógłby rozważyć atak na estońską Narwę, przygraniczne miasto w większości zamieszkane przez rosyjską mniejszość. Potencjalne uderzenie mogłoby przybrać formę operacji hybrydowej:
- najpierw ruszyłaby kampania propagandowa pod hasłami Kremla o obronie ludności rosyjskojęzycznej i rzekomej dyskryminacji Rosjan,
- następnie wywołane byłyby sterowane przez GRU rozruchy w mieście,
- na końcu mogłoby dojść do wkroczenia „zielonych ludzików” lub bezpośredniej inwazji rosyjskiej armii.
Rosja może zaatakować kolejnego sąsiada. Oto możliwy cel
Okazuje się, że rozważane jako potencjalny cel rosyjskiego ataku mogą być także inne części Estonii, głównie przygraniczne wioski nad Jeziorem Pejpus, oddzielone od reszty kraju zatoką jeziora.
Cytowany przez „Rz” były ukraiński ambasador w Waszyngtonie Walery Czałyj twierdzi, że już w 2013 roku Rosja dysponowała „operacyjnymi planami najazdu na Estonię”.
„Analitycy cały czas wskazują jednak, że Kreml jest bardzo mocno osłabiony wojną w Ukrainie i nie jest w stanie zebrać odpowiedniej liczby żołnierzy do normalnej inwazji na niewielkie państwo bałtyckie” – zauważa „Rzeczpospolita”.
CZYTAJ WIĘCEJ: Już nie tylko Ukraina. Na kogo Putin teraz napadnie
©
Materiał chroniony prawem autorskim – zasady przedruków określa
regulamin