W środę 24 grudnia prezydent Karol Nawrocki i szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz udali się na spotkanie wigilijne z żołnierzami Zgrupowania Zadaniowego „Bezpieczne Podlasie”. Mimo hucznych politycznych deklaracji o rozdziale munduru od garnituru, bez wspólnych zdjęć jednak się nie obyło. Fotografie polityków polerujących swoje wizerunki w wojskowej aurze nikogo już raczej nie dziwią.
Dlaczego BBN oskarża Onet o dezinformację?
Jakie zdjęcia zrobił prezydent Nawrocki?
Jakie ryzyka związane z ujawnieniem zdjęć opisali oficerowie?
Co na temat ujawnionych map powiedziała opinia publiczna?
Wielu zdziwiły za to odkryte twarze żołnierzy na fotografiach, a także leżące na stole mapy operacyjne. Najpierw sypnęło komentarzami na ten temat w mediach społecznościowych. Chcąc zgłębić temat, przepytaliśmy oficerów kontrwywiadu wojskowego, a także żołnierzy służących na granicy. Ci pierwsi opowiadali nam o ryzykach związanych z ujawnieniem twarzy wojskowych oraz map operacyjnych, ci drudzy analizowali zawarte na tych mapach informacje.
Choć BBN nie znalazł czasu na odpowiedź na pytania prasowe do naszego artykułu, to po upływie zaledwie godziny od jego publikacji, na profilu tego biura na portalu X już wisiał krytyczny komentarz. Choć komentarz był krótki, zawierał sporo treści, na które poczuliśmy się wywołani do odpowiedzi.
Co komu wolno
BBN twierdzi, że zdjęcia z wizyty nie ujawniają żadnych wrażliwych danych.
Każde z nas, przy oddzielnych okazjach, wizytowało Zgrupowanie Zadaniowe „Bezpieczne Podlasie”. Pod żadnym warunkiem nie mogliśmy fotografować żołnierzy z odkrytymi twarzami, bo jak nas informowano, chodzi zarówno o ich osobiste bezpieczeństwo, jak i bezpieczeństwo ich rodzin. Pod żadnym warunkiem nie mogliśmy też fotografować map operacyjnych, bo zawarte na nich informacje stanowią bezcenny materiał dla Białorusinów. Albo od tamtego czasu obostrzenia na granicy uległy niezwykłemu rozluźnieniu, albo politykom wolno więcej.
Na wrażliwość zawartych na zdjęciach informacji zwracali też uwagę żołnierze i oficerowie kontrwywiadu, z którymi rozmawialiśmy do artykułu, a wcześniej wysocy oficerowie Wojska Polskiego. Gen. Mirosław Różański na portalu X napisał, że „publikowanie zdjęć z mapami informującymi o operacji kompromituje osoby na zdjęciu”. Z kolei gen. Roman Polko w rozmowie z „Faktem” uznał zdjęcia za szokujące.
Generałowie „dezinformatorzy”
BBN oskarża nas także o dezinformację, pisząc, że „nie tylko białoruskie służby prowadzą działania dezinformacyjne wobec polskich żołnierzy”.
Skoro tak, to wypada zauważyć, że dezinformujemy w doborowym towarzystwie — wraz z byłym dowódcą generalnym rodzajów sił zbrojnych gen. Mirosławem Różańskim oraz byłym dowódcą Jednostki Wojskowej GROM gen. Romanem Polką.
Autorom wpisu łatwo przychodzą takie oskarżenia. Znacznie trudniej będzie odpowiedzieć na pytanie, które postawił gen. Polko w rozmowie z dziennikarzami: „Jak można apelować do społeczeństwa, żeby nie pokazało danych wrażliwych, przejeżdżających drogą kolumn wojskowych, a z drugiej strony pokazywać mapy?”.
Jeśli jednak ujawnione na operacyjnych mapach informacje są zupełnie jawne, to BBN zapewne nie będzie miało problemu z poinformowaniem opinii publicznej, co konkretnie się na nich znajduje.
Propozycje nie do odrzucenia
Autorzy wpisu na profilu BBN zręcznie grają na emocjach odbiorców, apelując o „powstrzymanie się od insynuacji nt. naiwności i braku profesjonalizmu naszych żołnierzy oraz ich dowódców”, którzy przecież „dbają o nasze bezpieczeństwo”. My wolelibyśmy wiedzieć, czy uwiecznieni na fotografii żołnierze faktycznie rwali się do wspólnego zdjęcia z politykami.
Wojskowi doskonale wiedzą, że fotografowanie się w towarzystwie polityków zwykle przynosi korzyści tylko tym drugim. Wiedzą też, że propozycje wspólnych zdjęć z politykami zwykle należą do kategorii tych, których się nie odrzuca. Zbyt długo żyją w państwie, w którym tak trudno oderwać mundury od garniturów.