„Niedawno w mieście Radom w Rzeczypospolitej Polskiej obywatel Ukrainy padł ofiarą zbiorowego napadu po incydencie, który został rozstrzygnięty bez udziału policji. Mimo to użyto wobec niego przemocy fizycznej, a podczas napadu padły obraźliwe słowa związane z jego pochodzeniem narodowościowym. W wyniku pobicia doznał poważnych obrażeń ciała i przebywa w szpitalu” — napisał ambasador Wasyl Bodnar.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Kiedy doszło do pobicia obywatela Ukrainy w Radomiu?

Co powiedział ambasador Ukrainy na temat przemocy?

Jakie były okoliczności pobicia Ukraińca?

Kto został zatrzymany w związku z tą sprawą?

„Obywatele Ukrainy mają prawo do poszanowania swojej godności i bezpieczeństwa niezależnie od kraju pobytu. Wszelkie przejawy przemocy lub mowy nienawiści wobec Ukraińców są niedopuszczalne i powinny podlegać odpowiedniej ocenie prawnej” — dodał w swoim wpisie ukraiński dyplomata.

Bodnar wyraził także nadzieję, że okoliczności zdarzenia zostaną dokładnie i bezstronnie wyjaśnione, a winni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności zgodnie z prawem. „Fakty przemocy wobec obywateli Ukrainy za granicą wymagają odpowiedniej i konsekwentnej reakcji” — dodał na koniec swojego wpisu.

Pobicie Ukraińca w Radomiu. Poszło o próbę kradzieży w sklepie

Ambasador Ukrainy w Polsce nie podał więcej szczegółów zdarzenia, który opisuje. Prawdopodobnie nawiązał do zdarzenia z 19 grudnia, które opisywała „Gazeta Wyborcza”. Tego dnia późnym wieczorem policja została wezwana do jednego z mieszkań, w którym funkcjonariusze znaleźli pobitego 41-letniego obywatela Ukrainy Jurija L.

Jak ustaliła policja, tego samego dnia rano mężczyzna został przyłapany na próbie kradzieży piwa w jednym z osiedlowych sklepów. Gdy odłożył butelkę i chciał wyjść, to pracownice zamknęły drzwi i zatrzymały go w środku. W zamian, aby nie wzywać policji, zażądały od mężczyzny 1 tys. zł, gdyż miała to nie być pierwsza taka sytuacja z jego udziałem.

Ukrainiec oświadczył, że może zapłacić 500 zł. Jedna z pracownic sklepu Anna H. miała powiedzieć, że się go boi i przekazała, aby mężczyzna zapisał swoje dane na paragonie. W tym czasie do sklepu przyszło dwóch klientów, którzy byli dobrze znani pracownicom. Jeden z nich zaproponował pomoc i zrobił zdjęcie danych, które były na paragonie. Ukrainiec zapłacił 500 zł i wyszedł ze sklepu.

Jak opisuje prokuratura w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, następnie około godz. 19 pod jednym z bloków Ukrainiec został zaatakowany przez grupę mężczyzn w wieku 20-25 lat. Jeden z napastników miał sprawdzać coś w telefonie, a następnie miał krzyknąć w kierunku Ukraińca, że to on „ukradł piwo w sklepie u mojej mamy”. — W trakcie ataku wykrzykiwali, że „Polska jest dla Polaków a ty Ukraińcu wyp…aj na Ukrainę, idź walczyć na wojnie” — opisuje w rozmowie z „GW” prokurator Cezary Ołtarzewski. Sprawcy rozbiegli się, gdy przechodnie zaczęli krzyczeć. 41-latek trafił do szpitala, a jego stan lekarze określali jako ciężki.

23 grudnia policja zatrzymała w tej sprawie właścicielkę sklepu Annę H., jej syna Jakuba H. i siostrę Martę U. Następnie ustalono, że Jakub H. w chwili zdarzenia był poza Radomiem. Natomiast obie kobiety przyznały się do bezprawnego uwięzienia mężczyzny w sklepie i bezprawnego żądania pieniędzy. Anna H. zaprzeczyła, aby zlecała komuś pobicie. Zeznała, że mężczyzna, który zrobił zdjęcie danych z paragonu to były zawodnik MMA Aleks R.

Aleks R. został zatrzymany przez policję 24 grudnia. Usłyszał zarzut udziału w pobiciu, którego skutkiem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu Jurija L., z powodu jego przynależności narodowej. Jak przekazała prokuratura, mężczyzna przyznał się do zarzuconego mu czynu. Zastosowano wobec niego areszt na dwa miesiące.