2026-01-01 16:33
publikacja
2026-01-01 16:33
Podziel się
Druga kadencja prezydencka Donalda Trumpa przyniosła największe od dekad zmiany w polityce zagranicznej USA i zerwanie z dotychczasowym podejściem do dyplomacji, sojuszy i handlu. Jego doktryna to wycofanie się z pozycji głównego mocarstwa świata, dbanie o własne interesy i powrót do koncepcji z XIX w.

fot. Drop of Light / / Shutterstock
Ogólna zmiana kursu
„Skończyły się czasy, gdy Stany Zjednoczone podtrzymywały cały porządek światowy jak Atlas” – brzmi kluczowe zdanie opublikowanej w grudniu przez Biały Dom Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Podsumowuje ono skalę i doniosłość zmian w nastawieniu i polityce zagranicznej USA w drugiej kadencji Trumpa. Jego obecna administracja przestała promować kruszejący porządek międzynarodowy oparty na zasadach, stworzony przez Amerykę po II wojnie światowej. Zamiast tego przygotowuje się do nowej epoki i porządku, w którym USA nie są jedynym dominującym graczem, a miejsce zasad zajmują naga siła i wąsko pojmowane interesy kraju.
Handlowe trzęsienie ziemi
Strategia została opublikowana po niemal 11 miesiącach Trumpa u władzy, jednak od początku kadencji jego polityka uderzała w podstawy zbudowanego przez USA porządku, który zdaniem prezydenta przestał być – lub nigdy nie był – korzystny dla jego kraju. Już w przemówieniu inauguracyjnym Trump zapowiedział zajęcie Kanału Panamskiego i Grenlandii, nie wykluczając użycia w tym celu siły. Wprowadzając wysokie cła na towary ze wszystkich krajów świata, prezydent USA w praktyce zdemontował system handlu międzynarodowego.
– Dla systemu handlowego to było prawdziwe trzęsienie ziemi – ocenił w rozmowie z PAP Gary Hufbauer, były urzędnik ministerstwa finansów USA i ekspert think tanku Peterson Institute for International Economics.
Ukraina i Rosja: Koniec darmowej pomocy
Wizja Trumpa widoczna była też w jego podejściu do wojny w Ukrainie. Nie zdołał dotąd zakończyć tego konfliktu, choć zapowiadał, że zrobi to w ciągu 24 godzin od objęcia urzędu prezydenta, a nawet wcześniej. Pod jego rządami USA zaczęły za to otwarcie mówić o oddaniu Rosji części ukraińskiego terytorium, a nawet o oficjalnym uznaniu anektowanych przez Rosję obszarów Ukrainy, wbrew podstawowym zasadom. Próbując mediować w konflikcie, Trump oświadczył, że USA nie opowiadają się po żadnej ze stron. Jednocześnie zakończył darmowe wsparcie dla Ukrainy i zaczął sprzedawać państwom NATO broń z przeznaczeniem dla Kijowa. Rosja z przeciwnika numer 2 (po Chinach) stała się potencjalnym partnerem gospodarczym USA, a celem amerykańskiej polityki jest teraz zachowanie „strategicznej równowagi” w relacjach z Moskwą.
Europa na cenzurowanym: wycofanie wojsk i ingerencje polityczne
Największe zmiany w nowej polityce Waszyngtonu odczuli jego europejscy sojusznicy. Choć Trump wymusił na państwach NATO zwiększenie wydatków na obronność, łączyło się to z zapowiedzią wycofania się USA z roli głównego gwaranta bezpieczeństwa Europy. Pierwszym konkretnym tego zwiastunem stało się wycofanie z Rumunii stacjonującej tam brygady amerykańskiej piechoty.
W oczach USA Unia Europejska stała się przede wszystkim konkurentem, który w strategii bezpieczeństwa został skrytykowany najmocniej. Administracja Trumpa porzuciła też dotychczasową praktykę powstrzymywania się od otwartego ingerowania w politykę wewnętrzną państw sojuszniczych, otwarcie popierając kandydatów w wyborach, m.in. w Polsce. Zapowiedziała też kolejne interwencje na korzyść „patriotycznych” partii i ruchów, sceptycznych wobec projektu europejskiego.
Doktryna Monroe 2.0: Grenlandia, Kanał Panamski i presja na sąsiadów
W myśl wizji Trumpa głównym priorytetem amerykańskiej polityki jest zabezpieczenie własnych granic oraz ustanowienie na półkuli zachodniej amerykańskiej strefy wpływów, w myśl doktryny prezydenta USA Jamesa Monroe z 1823 r., której obecna strategia ma być dopełnieniem.
Pod wodzą Trumpa USA porzuciły bliską współpracę handlową z najbliższymi partnerami – Kanadą (której Trump wielokrotnie groził aneksją) i Meksykiem, posługując się groźbami i cłami, by wywierać na nich presję i wymuszać ustępstwa. Podobnie postępuje z lewicowymi rządami Brazylii i Kolumbii. Po nieudanych dotąd próbach wymuszenia aneksji Grenlandii (autonomicznego terytorium Danii) i ponownego zajęcia Kanału Panamskiego Trump skupił się na dążeniu do obalenia socjalistycznego przywódcy Nicolasa Maduro w Wenezueli.
Oprócz otwartego odwoływania się do doktryny Monroe strategia Trumpa zawiera też inne odniesienia do koncepcji sprzed II wojny światowej: mowa jest w niej o równowadze sił między mocarstwami, strefach wpływów i porządku, wedle którego silniejsze państwa mogą więcej. „Niezwykłe wpływy większych, bogatszych i silniejszych narodów są ponadczasową prawdą w stosunkach międzynarodowych” – głosi dokument.
Prawo dżungli zamiast zasad
Zdaniem Michaela Carpentera, byłego dyrektora Rady Bezpieczeństwa Narodowego w Białym Domu, zarówno strategia, jak i praktyka polityki zagranicznej Trumpa stanowi „radykalne odejście od wszystkich polityk prowadzonych przez USA od czasu II wojny światowej”.
– (Obecni rządzący w Waszyngtonie – PAP) nie wierzą w USA jako lidera wolnego świata w sensie normatywnym – podkreślił rozmówca PAP. – Owszem, przyznają, że we współczesnym świecie istnieje rywalizacja między mocarstwami, ale nie postrzegają roli USA jako próby ograniczania innych mocarstw, takich jak Rosja i Chiny. Rolę USA postrzegają po prostu jako dbanie o interesy USA w świecie, który już stał się wielobiegunowy – dodał.
– Oni nie są zainteresowani próbą odtworzenia opartego na zasadach porządku międzynarodowego ani próbą ustanowienia nowych zasad (…). Po prostu próbują promować bardzo wąsko rozumianą koncepcję interesu narodowego opartą na (wizji – PAP) świata, w której rządzi prawo dżungli – podsumował.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ akl/ zm/