Korespondencja z Garmisch-Partenkirchen

Natalia Żaczek: Domen Prevc zmierza po komplet zwycięstw w Turnieju Czterech Skoczni?

Martin Schmitt: Na to wygląda. Zdecydowanie ma wielką formę, pewność siebie, więc po prostu opiera się na automatyźmie. Dzisiaj był naprawdę imponujący. W jego skokach działało wszystko.

I chyba nie za bardzo kto ma mu zagrozić…

No tak. Choć wydaje mi się, że najbliżej jest Jan Hoerl. Tyle, że nie w każdej sytuacji i w każdych warunkach. Jeśli trafi mu się dobry skok, jest blisko Domena, ale wciąż nie jest chyba wystarczająco stabilny, by odbierać mu zwycięstwa.

Co zaskoczyło cię najbardziej w tej pierwszej połowie Turnieju?

Myślę, że skala dominacji Domena. Nie spodziewałem się, że osiągnie aż taki poziom. Jednocześnie wydawało mi się, że Ryoyu Kobayashi będzie mocniejszy. Domen skacze po prostu fantastycznie.

Twoi rodacy jak na razie bez fajerwerków, ale chyba zgodnie z oczekiwaniami…

Myślę, że mogą być usatysfakcjonowani. Felix Hoffmann stanął przecież na podium w Oberstdorfie, co trzeba było uważać za udany początek. Dzisiejszy konkurs też był niezły. Nieidealny, bo nie było podium, ale wciąż solidny dla Felixa i Philippa Raimunda. Oczywiście niektórzy mają trochę kłopotów, ale doskonale znacie to ze swojej kadry.

O ile w przypadku Raimunda wysoką formę było widać już w Letnim Grand Prix, o tyle wyskok Hoffmanna musiał być pewnego rodzaju zaskoczeniem.

Ale już jesienią został mistrzem Niemiec. Teraz pokazuje, że jest naprawdę mocny. Dobrze wygląda w powietrzu, dysponuje też niezłym odbiciem. Był dobrze przygotowany do sezonu, ale wiadomo — jedna sprawa to odpowiednie przygotowanie, a druga — wejście do Pucharu Świata. Super, że na tym etapie kariery zrobił tak ważny krok.

Ogromny kryzys niemieckich gwiazd. Schmitt ujawnia prawdę

Problemy Andreasa Wellingera i Karla Geigera wynikają głównie ze zmian sprzętowych?

Chodzi przede wszystkim o moment odbicia. To jest kluczowa kwestia. Przy zasadach z zeszłego roku być może nieco łatwiej było kompensować sobie pewne niedoskonałości na tym etapie skoku. Wygląda na to, że w obecnych realiach sprzętowych to, co robią na rozbiegu, nie wystarcza. Muszą się pozbierać: przed nami przecież domowe mistrzostwa świata w lotach i igrzyska olimpijskie. Na pewno będzie spoczywać na nich presja.

Faktycznie Karl ma już problemy dłuższy czas, ale myślę, że i w jednym, i drugim wciąż drzemie duży potencjał. Myślę, że jeśli wprowadzą odpowiednie zmiany w swoich skokach, stać ich będzie na występy na najwyższym poziomie przez kilka kolejnych lat.

Na pewno dużą zmianą będzie odejście Stefana Horngachera. Kto twoim zdaniem jest faworytem do jego zastąpienia?

Zobaczymy. Mamy kilka opcji. Myślę, że Niemcy są na to dobrze przygotowani. Mamy Thomasa Thurnbichlera, Andreasa Mittera, Maximiliana Mechlera, Ronny’ego Hornschuha, Christiana Winklera… Mamy wielu dobrych trenerów, więc myślę, że wybór jest duży. Jestem prawie pewien, że federacja znajdzie dobre rozwiązanie.

Kacper TomasiakKacper Tomasiak (Foto: Tomasz Markowski / newspix.pl)Schmitt wprost o Tomasiaku. „Nie jestem zaskoczony”

Wystrzał Kacpra Tomasiaka był dla ciebie niespodzianką czy obserwowałeś go już wcześniej?

Oczywiście wcześniej. Pamiętam jego doskonały występ na mistrzostwach świata juniorów w Whistler. Poradził sobie bardzo dobrze. Tak naprawdę śledziłem go przez kilka ostatnich lat. Świetnie, że zrobił tak duży krok do przodu. Nie byłem jednak szczególnie zaskoczony.

To jeden z najbardziej utalentowanych zawodników młodego pokolenia?

Tak naprawdę macie w Polsce kilku utalentowanych młodych skoczków, ale droga na szczyt jest bardzo długa. Zwłaszcza te ostatnie kroki są trudne, więc tym bardziej duży szacunek dla Kacpra. To te kolejne lata będą jednak dla niego najważniejsze. Teraz chodzi o to, by nie mieć wygórowanych oczekiwań. Nie wywierajcie nadmiernej presji, tylko po prostu pozwólcie mu pracować, co pozwoli mu na stałe zagościć w ścisłej czołówce.

Więcej o wynikach mówiło się po konkursie w Garmisch o dyskwalifikacji Timiego Zajca…

To było z jego strony niepotrzebne. Po tym jak został zdyskwalifikowany w Oberstdorfie, w Garmisch skoczył prawdopodobnie w tym samym kombinezonie. Kiedy trzeba naciągnąć kombinezon, żeby przejść przez kontrolę, zawsze w jakimś sensie się ryzykuje. No i oni po raz kolejny zaryzykowali. Nie rozumiem tego.

Myślę, że wynika to jeszcze ze starego podejścia. Być może wiedzieli, że sprzęt tak naprawdę jest nieprzepisowy, ale jednak próbowali prześlizgnąć się przez kontrolę. W tym roku jednak jest ona skuteczniejsza i bardziej wydajna. Teraz Timi będzie miał trochę czasu na myślenie.