Bohaterką I aktu Koncertu Sylwestrowego 2025/2026, granego na bis w Teatrze  Muzycznym przez cały styczeń, jest Gdynia przedstawiona jako atrakcyjna, seksowana i pełna energii kobieta.

Trudno wyobrazić sobie przełom roku w Teatrze Muzycznym w Gdyni bez Koncertu Sylwestrowego. To tradycja podtrzymywana na tej scenie od przeszło 30 lat. Najnowsza wersja koncertu w połowie poświęcona jest Gdyni, która świętuje w tym roku 100-lecie i „opowiada” widzom swoją historię. Drugi akt to powrót do musicali – byłych i obecnych w repertuarze oraz tych, które na scenie Muzycznego mogą się pojawić.

Od lat koniec roku celebrowany jest koncertem, będącym z jednej strony sprawdzianem możliwości tanecznych i wokalnych artystów Teatru Muzycznego, z drugiej okazją do zaprezentowania repertuaru, który na Dużej Scenie pojawia się rzadko – to często muzyczne hity, przy których „nóżka chodzi”, a także okazja by „przymierzyć” się do największych musicalowych przebojów, także z produkcji, które na deskach gdańskiej sceny nigdy nie zagościły, jak „Król Lew” czy „The Book of Mormon”.

Od lat Bernard Szyc jako reżyser Koncertów Sylwestrowych proponuje dwa odmienne akty – jeden tematyczny, drugi karnawałowo-musicalowy. W pierwszej części bywały piosenki różnych epok czy też akademie poświęcone m.in. rozbudowie Dużej Sceny czy jubileuszowi teatru, w drugiej musicalowe i muzyczne perełki.

W rolę "noszonej na rękach" Gdyni wcielają się Izabela Pawletko (na zdjęciu) oraz Karolina Trębacz.

Tym razem pierwszy akt w całości wypełnia muzyczno-historyczny hołd dla Gdyni obchodzącej w 2026 roku swoje 100-lecie. Miasto zostało spersonifikowane i podczas pierwszego Koncertu Sylwestrowego na bis 2 stycznia zyskało bardzo konkretny kształt w osobie Karoliny Trębacz (tę rolę wykonuje ona zamiennie z Izabelą Pawletko).

Oprócz seksownej i pełnej energii Gdyni, bohaterami-przewodnikami publiczności po opowiadanej kolejnymi piosenkami historii tego miasta są dostojny, będący w słusznym wieku Gdańsk (Marek Richter), „sportowy” Sopot z rakietą tenisową w ręce (Aleksy Perski) oraz symbolicznie łączące te trzy miasta: nie zawsze zdążająca na czas SKM-ka (Anna Tomaszuk) i trójmiejska Mewa (Ewa Walczak).

Wieczór otwiera „Gdynia to ja” w wykonaniu Karoliny Trębacz – tak jak wszystkie inne teksty piosenek I aktu jest ona autorstwa Agnieszki Płoszajskiej (zapowiedzi do tej części przygotował Emil Płoszajski). Później, z udziałem Akrobatycznego Teatru Tańca Mira-Art oraz całym zespołem Muzycznego, wspartym słuchaczami Studium Wokalno-Aktorskiego z różnych roczników, dokonujemy sprinterskiej przebieżki przez cały ostatni wiek.

Gdyni podczas przedstawionej w telegraficznym skrócie historii miasta towarzyszą Gdańsk, Sopot, Mewa oraz SKM-ka (w tej roli Anna Tomaszuk).

Nie brakuje piosenki rdzennych mieszkańców sprzed powstania miasta – Kaszubów („Hej, morze, morze” w wykonaniu Krzysztofa Kowalskiego) oraz wielu innych gdyńskich akcentów. Na chwilę pojawiają się budowniczy Gdyni Tadeusz Wenda i Eugeniusz Kwiatkowski („Budowa portu”), nie brakuje nawiązania do czasów II wojny światowej („Morze, nasze morze” śpiewane przez Mikołaja Pancerza z zespołem ) i odbudowy portu z efektownymi ewolucjami zawieszonych też po bokach widowni artystów Mira-Art.

Portowy charakter miasta podkreśla najbardziej efektowna w tej części sekwencja zejścia na ląd przybyszów z Meksyku (Paweł Bernaciak i Sebastian Wisłocki), Wietnamu (znakomita Aleksandra Meller), Stanów Zjednoczonych (Tomasz Więcek), Kuby (Rafał Ostrowski) i Afryki (Magdalena Smuk).

Najbardziej rozbudowaną scenografię (autorstwa Natalii Kitamikado), przypominającą kadłub statku, mają właśnie piosenki związane z morzem (m.in. „Kapitańskie tango” na Batorym czy „Song marynarzowych”, wykonywane zespołowo przez żeńską cześć zespołu). Znakomity epizod Danuty Baduszkowej, pierwszej dyrektorki Teatru Muzycznego, kreuje Magdalena Smuk.

Z aktorami i tancerzami Teatru Muzycznego występują też słuchacze Studium Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej oraz artyści Akrobatycznego Teatru Tańca Mira-Art.

Późniejsze wydarzenia Grudnia 1970, całą szarą rzeczywistość lat 80. oraz upadek komunizmu zamknięto w trzech piosenkach, z których ostatnia („89+”) w hiphopowym rytmie nawiązuje też do problemów współczesnej Gdyni – jak kwestii parkowania czy obecności dzików. Choreografię koncertu przygotowali Sylwia Adamowicz, Michał Cyran, Janusz Józefowicz, Mateusz Pietrzak i Joanna Semeńczuk)

Jednak cała ta część, choć momentami dowcipna, nie ma musicalowego rozmachu. Jest też formą opowiadania o mieście dla tych, którzy go nie znają – każdy Gdynianin doskonale zna wszystkie zawarte w tekstach informacje (może poza tymi, które naginają rzeczywistość, jak ta o hafcie kaszubskim z XIII wieku – w rzeczywistości powstał on kilka wieków później). Wydaje się, że ta akademia ku czci Gdyni sprawdzić się może podczas obchodów rocznicowych, jednak w kontekście karnawału okazała się skromna, stonowana i mało efektowna.

Podczas poświęconego Gdyni I aktu jest wiele akcentów nawiązujących do nadmorskiego charakteru miasta.

Druga część koncertu w połowie poświęcona jest produkcjom Muzycznego (trzy z nich to utwory ze spektakli obecnych w repertuarze, kolejne trzy to produkcje ze spektakli, które już spadły z afisza). Na uwagę zasługuje niebanalny dobór piosenek, bo zamiast największych hitów postawiono przede wszystkim na ciekawe interpretacje. Tanecznie bardzo efektownie wypadł „Fokstrot Alleluja” z „Mistrza i Małgorzaty” oraz „Cesarz ma córkę” z „Quo Vadis”.

Kolejny raz imponujące możliwości wokalne zaprezentowała Sandra Brucheiser – tym razem jako Pani Jeziora z songiem „Gdzie moja rola” z musicalu „Spamalot”. Znakomicie „Ciebie nie ima się czas” z ze musicalu „Hairspray” wykonali Rafał Ostrowski i Tomasz Gregor. Na wyróżnienie zasługuje świetnie zespołowo wykonana składanka z musicalu „Hamilton” oraz Karolina Trębacz jako Elphaba w doskonale przez nią zaśpiewanym „Defying Gravity” z musicalu „Wicked” (aktorka śpiewała partie filmowej Elphaby w polskiej wersji nagrodzonego Oscarami musicalu).

Ciekawe, interesujące układy zbiorowe są zasługą kilu różnych choreografów, którzy przygotowali układy do poszczególnych piosenek.

Bardzo dowcipnie zainscenizowano również „Hygge” z musicalu „Frozen” (w głównej roli Krzysztof Wojciechowski). W kontekście wrześniowej premiery Muzycznego – „Zakonnicy w przebraniu” – trochę niepokoi kiczowaty finał, podczas którego Karolina Merda z całym zespołem zaśpiewała słynne „Take me to heaven” z tego musicalu. Pozostaje wierzyć, że wersja sceniczna będzie się mocno odróżniać od tej zaproponowanej w Koncercie Sylwestrowym z cekinowymi kostiumami, wiszącymi na linach zakonnicami i projekcją gigantycznego krzyża.


Karolina Trębacz jako Elphaba w hicie kinowym
Karolina Trębacz jako Elphaba w hicie kinowym „Wicked”

Zmienia się formuła Koncertu Sylwestrowego i z pewnością są to zmiany na lepsze (w tym roku zrezygnowano z przaśnej nauki i skandowania hasła dla artystów). Warto jednak pójść krok dalej i powierzyć reżyserię obu aktów koncertu różnym realizatorom. Wniosłoby to świeżość w ten lubiany przez publiczność format.