Według kilku świeżych relacji, niektóre nowsze modele iPhone’ów potrafią w trakcie lotu fizycznie zwiększyć swoją objętość na tyle, by wypchnąć tylny panel obudowy. Ficzer? Raczej nie. Po lądowaniu wszystko wraca do normy. Istnieje wyjaśnienie dla tych incydentów, jednak konkluzja i tak jest jednoznaczna. Tak być nie powinno.

Pierwszy opisany przypadek dotyczył iPhone’a 16 Pro Max, który podczas lotu wyraźnie spuchł — do tego stopnia, że tylny panel obudowy odszedł od ramy. Co więcej, po wylądowaniu telefon wrócił do pierwotnego kształtu, jakby nic się nie stało. W sieci całkiem żwawo pojawiły się kolejne relacje, w tym użytkownika iPhone’a 15, który doświadczył identycznego zjawiska podczas dwóch oddzielnych lotów. Jednorazowy incydent można zrzucić na zbieg okoliczności. W tej sytuacji trudno mówić o przypadku…

Co ciśnienie robi z baterią litowo-jonową?

Kabina samolotu pasażerskiego nie jest hermetyczna „absolutnie”. Podczas lotu ciśnienie odpowiada zwykle wysokości około 1,8–2,4 tys. metrów nad poziomem morza. Dla człowieka to różnica raczej nieduża. Dla gazu uwięzionego w zamkniętej przestrzeni — niekoniecznie.

Baterie litowo-jonowe mogą zawierać niewielkie ilości gazu powstałego w procesie produkcji lub starzenia się ogniwa. W normalnych warunkach atmosferycznych obudowa baterii i konstrukcja telefonu są w stanie to „wytrzymać”. Gdy ciśnienie zewnętrzne spada, gaz zaczyna się rozszerzać. Jeśli bateria nie ma wystarczającego marginesu elastyczności — zaczyna puchnąć. Właśnie dlatego problem znika po lądowaniu. Ciśnienie wraca do normy, gaz się kurczy, a bateria przestaje naciskać na obudowę.

Wadliwa bateria, nie sprzęt

Istotna obserwacja pochodzi od użytkownika, który po wymianie baterii nie doświadczył problemu ponownie. To mocny sygnał, że nie chodzi o konstrukcję samego telefonu, lecz o jakość ogniwa. Wygląda na to, że Apple wiedziało o tych incydentach (bo ktoś się na nie już poskarżył), a potem naprawiło problem na etapie produkcji ogniw.

Czytaj dalej poniżej Szykują się wielkie podwyżki? Nowe układy Apple nawet 80% droższe W tym roku nie będzie iPhone 18. Apple zmienia strategię

Apple — przynajmniej początkowo — miało podchodzić do takich zgłoszeń sceptycznie. Z perspektywy serwisu problem w stylu: „telefon puchnie tylko w samolocie” brzmi dziwnie. Tego nie da się odtworzyć w normalnych warunkach. A nikt przecież z tymi urządzeniami nie będzie specjalnie latał, by sprawdzić prawdomówność użytkownika.

Lepiej tego nie ignorować

Spuchnięta bateria litowo-jonowa to poważny problem. Taki incydent może zakończyć się tragicznym w skutkach pożarem, szczególnie w warunkach ograniczonej przestrzeni i braku możliwości szybkiej ewakuacji — czyli dokładnie takich, jakie panują w samolocie. Stąd, zalecenia są jednoznaczne. Należy powiadomić o fakcie załogę, nie dociskać tylnej ściany telefonu i odłożyć sprzęt w miejscu wskazanym przez osoby odpowiedzialne za lot.

Dodatkowo — wykonanie zdjęć może okazać się zbawienne. Dokumentacja wizualna bywa jedynym sposobem na przekonanie serwisu, że problem faktycznie wystąpił.

Wodoszczelność? Zapomnij

Jest jeszcze jeden, mniej oczywisty skutek takiego zdarzenia. Nawet jeśli telefon „naprawi się sam”, naruszenie obudowy praktycznie przekreśla jego odporność na wodę i pył. Uszczelnienia w smartfonach są projektowane jako jednorazowo zamknięty system. Raz rozchylony — przestaje spełniać swoje zadanie.

Czytaj również: Nowy król opłacalności: Ten iPhone to właściwy wybór!

Nie ma dziś żadnych danych sugerujących, że to problem absolutnie masowy. Wszystko wskazuje na bardzo rzadkie przypadki wadliwych baterii, które ujawniają się dopiero w specyficznych warunkach. Aczkolwiek i tak jest to całkiem alarmująca sprawa. Jeden „spuchnięty” telefon wystarczy, by rutynowy lot zmienił się w koszmar. Nie brzmi to jak powtórka z Galaxy Note’a 7 od Samsunga, ale i tak nie wolno bagatelizować tego, co dzieje się z iPhone’ami z wadliwymi bateriami.