Po Bożym Narodzeniu w parafiach zaczyna się kolęda. W większości przebiega tradycyjnie, ale niektórzy księża wprowadzili zmiany. Część zrezygnowała z ofiar, inni wprowadzili udogodnienia elektroniczne. Są to zarówno zapisy on-line, jak i np. wirtualna mapa kolędy, kiedy ta relacjonowana jest na bieżąco, łącznie w informacją, gdzie w danym momencie jest ksiądz. 

– Nawet rozmawiałem o tym podczas ostatniej kolędy w kilku domach. Są dwie opinie. Jedni wskazują, że to bardzo potrzebne, dlatego że wiadomo, o której godzinie ksiądz przyjdzie, nie trzeba czekać czasami kilku godzin, bo bywa też, że ktoś się siedzi. Inni z kolei są przeciwnego zdania. W kilku domach powiedziano mi wprost: „Proszę księdza, proszę uważać, bo być może ktoś, kto nie jest przychylnie nastawiony skorzysta z okazji, żeby zlokalizować księdza w niecnym celu” – skomentował w TOK FM ks. dr Mariusz Boguszewski, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. 

Zastrzegł przy tym, że jest to wyzwanie, a to tym bardziej, że „wszystko teraz przenosi się do Internetu”.  Choć, jak od razu dodał, „wydaje się, że kolędy w sieci nie obędziemy”. – Zawsze będzie to spotkanie face to face, spotkanie w domu, spotkanie osoby z osobą – podkreślił w rozmowie z Szymonem Kępką. 

„Nie ma już wejść na siłę”

Celem kolędy jest zacieśnienie więzi księdza z parafianami, wspólna modlitwa i pobłogosławienie domu. Jeszcze kilka lat temu księża odwiedzali kolejno wszystkie domy bądź mieszkania w parafii, pukając od drzwi do drzwi. Obecnie w wielu parafiach duchowni odwiedzają tylko tych parafian, do których zostali wcześniej zaproszeni za pośrednictwem kancelarii parafialnej. 

Gość TOK FM tłumaczy, że w tym kontekście momentem przełomowym był COVID-19, po którym w ogóle mniej osób zaczęło nie tylko przychodzić do Kościoła, ale też przyjmować księdza po kolędzie.  Zapraszają ci, którzy faktycznie chcą, „nie z obowiązku kulturowego, bo tak trzeba, bo tak rodzice kazali”. – Zachodzimy do tych domów, w których naprawdę czekają. Pandemia wszystko zweryfikowała, nie ma już wejść na siłę – zastrzegł duchowny. 

Jak dodał, po kolędzie chodzi 20 lat i nie ma bardzo negatywnych doświadczeń. – Jeżeli już to może zdarzyły się dwie-trzy takie sytuacje. Ktoś np. krzyknął „zdzierca” czy coś innego – dodał. 

Podkreślił, że – co do zasady – to spotkania, na które ludzie czekają. Szczególnie, zapewnił, cieszą się z nich dzieci, które przygotowują wiersze, śpiewy, kolędy, a także ludzie starsi. – Starsze panie, starsi panowie, szczególnie samotni, ścielą biały obrus, stawiają świeczki, zapalają je w odpowiednim momencie. Czasem nawet próbuje im pomóc, ale mówią tylko: „Nie, nie, proszę księdza. Ja tu mam wszystko przygotowane”. Tutaj leży zapalniczka, tu zapałki, które muszą być wykorzystane. Tak ma być, bo tak było zawsze” – opowiadał. I podkreślił, że „ta celebracja jest piękna”. 

– Może przechodzimy do tego za szybko, za płytko być może, natomiast ci ludzie naprawdę chcą się spotkać, chcą porozmawiać – przyznał po chwili. 

– A jak ksiądz podchodzi do goszczenia w czasie kolędy: Tu na kawkę, tu na ciastko, tu na obiad? Tak można? – chciał też wiedzieć prowadzący „Poranek TOK FM”. 

– Tak trzeba nawet, bo gość w domu, Bóg w dom. To polska tradycja. Oczywiście w mieście tych domów i mieszkań jest więcej i nie ma możliwości, żeby ksiądz wszędzie wypił kawę czy herbatę lub też zjadł ciastko, natomiast jest to naturalne. Zresztą to nie tylko wynik polskiej gościnności, ale po prostu samego spotkania – odpowiedział ks. dr Mariusz Boguszewski. 

Ile dać księdzu? „Ofiara na miarę możliwości”

Podczas wizyt w większości parafii księża zbierają od wiernych ofiary zwane popularnie kopertami. Także do tego aspektu wizyty duszpasterskiej odniósł się gość TOK FM.

– To wyzwanie czasów, bo gotówka jest teraz wypierana na rzecz transakcji bezgotówkowych. Choć jeszcze ciągle – przynajmniej w moim doświadczeniu – koperta pozostaje podstawą, szczególnie jeśli mowa o ludziach starszych – mówił duchowny. 

Dopytywany wprost, czy ofiar jest coraz mniej czy też są one realizowane przelewem, odpowiedział krótko: „są przekazywane w formie bezgotówkowej”. Wskazał przy tym, że „ofiara zawsze była dobrowolna, jest dobrowolna i dobrowolna będzie”. – Nigdy nie było tak żeby, że to było nakazane. Oczywiście są parafie, są wspólnoty, które mają już jakiś cel, natomiast zwykle jest to kilkadziesiąt złotych. To ofiara na miarę możliwości – podsumował w TOK FM. 

Źródło: TOK FM, PAP