Doświadczony środkowy Aluron CMC Warty Zawiercie opowiedział o swojej sytuacji w rozmowie z portalem weszlo.com. Posiadanie polskiego paszportu od 2013 roku nie sprawia, że Jurij Gladyr może bez ryzyka pojechać do Ukrainy.
– W systemie nadal widnieję jako obywatel Ukrainy – mówi Jurij Gladyr, który zdaje sobie sprawę z ryzyka zatrzymania po przekroczeniu granicy. 41-letni sportowiec pozostaje w wieku poborowym do armii.
– Nie wyjechałbym z Ukrainy. Odkąd mam polskie obywatelstwo, zawsze wjeżdżałem do ojczyzny na polskich papierach. Po wybuchu wojny zmieniono zasady i w systemie dalej świeciłbym się jako Jurij – mówi.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać
Siatkarz przyznaje, że ostatni raz był w kraju przed wojną, czyli prawie cztery lata temu. – Nie mogłem pojechać na pogrzeb mamy, a później na jej grób. To było niezwykle trudne – wspomina.
Opowiada, że rodzina i przyjaciele w Ukrainie pomagają w opiece nad grobem. – Na szczęście są tam ludzie, między innymi jej kuzynka, którzy pilnują wszystkiego, a ja pozostaję z nimi w kontakcie. Niedawno w ojczyźnie była moja żona, ponieważ zmarł jej brat, który walczył na wojnie – dodaje siatkarz klubu z Zawiercia.
Jurij Gladyr przyznaje, że tęskni za ukraińską kuchnią i przyjaciółmi, z których częścią kontakt jest utrudniony od lat.
Środkowy występował w PlusLidze w barwach AZS-u Politechniki Warszawskiej oraz JSW Jastrzębskiego Węgla. Odebrał polski paszport, będąc w karierze klubowej zawodnikiem ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Poza Polską reprezentował utytułowany, włoski Sir Sicoma Monini Perugia.