Co to jest 120 Hz / 144 Hz / 240 Hz i czy Twój wzrok w ogóle to widzi?

Nowe monitory i smartfony kuszą hasłami „120 Hz”, „144 Hz”, „240 Hz”, jakby 60 Hz było wynalazkiem z epoki kamienia łupanego. Marketing obiecuje „ultrapłynny obraz” i „przewagę w grach”. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy nasze oczy naprawdę widzą różnicę? A może to tylko marketing i cyfrowy snobizm?

Żeby odpowiedzieć uczciwie, trzeba zrozumieć trzy rzeczy:

  • czym jest częstotliwość odświeżania,
  • jak reaguje na nią ludzki układ wzrokowy,
  • w jakich sytuacjach 120/144/240 Hz faktycznie ma sens.

Częstotliwość odświeżania – co to właściwie znaczy?

Częstotliwość odświeżania ekranu to po prostu informacja, ile razy w ciągu jednej sekundy ekran może zmienić wyświetlany obraz. Im wyższa wartość (np. 120 Hz zamiast 60 Hz), tym częściej ekran „podmienia klatki” i tym płynniej widzisz ruch.

Częstotliwość odświeżania vs. liczba klatek na sekundę

Jeszcze zanim przejdziemy dalej, warto rozdzielić dwie rzeczy, które często wrzuca się do jednego worka: FPS i Hz. FPS (frames per second) to tempo, w jakim gra albo film produkuje kolejne klatki obrazu – 60, 120 czy 200 FPS mówi nam, ile „nowych obrazków” na sekundę liczy komputer czy konsola.

Czytaj dalej poniżej Niewyobrażalna strata. Legenda NASA odchodzi w zapomnienie Diament już nie najtwardszy?! Zobacz, co odkryli naukowcy

Hz (częstotliwość odświeżania) to z kolei tempo, w jakim ekran jest w stanie te klatki fizycznie wyświetlić. Jeśli gra wyrabia 120 FPS, a monitor ma tylko 60 Hz, zobaczysz maksymalnie 60 klatek na sekundę – reszta się zwyczajnie „marnuje”. Z drugiej strony, ekran 240 Hz nie pomoże, jeśli gra działa w 40 FPS, bo monitor 240 razy na sekundę odświeży… w kółko te same klatki. Dlatego dla realnej płynności ważne jest nie tylko to, ile Hz ma ekran, ale też czy Twój sprzęt potrafi dostarczyć wystarczająco dużo FPS, żeby to wykorzystać.

Idealnie jest, gdy FPS ≈ Hz: np. 120 FPS na monitorze 120 Hz – wtedy każda klatka trafia na osobne odświeżenie i ruch wygląda najbardziej płynnie. Jeśli masz 240 Hz i tylko 60 FPS, nie wykorzystujesz pełnego potencjału odświeżania.

A jak to się ma do filmów?

Przy filmach sprawa wygląda jeszcze inaczej niż w grach. Klasyczne kino pracuje w 24 klatkach na sekundę – to właśnie ten lekko „rozmyty”, miękki ruch, do którego przywykliśmy. W Europie telewizja często używa 25 klatek (zależnie od systemu), a część materiałów wideo – np. vlogi czy część treści na YouTube – bywa nagrywana w 30 FPS. Ten zakres 24–30 FPS daje wrażenie „filmowości”: ruch nie jest super ostry, pojawia się delikatne rozmycie, które nasz mózg lubi, bo kojarzy z kinem.

Kiedy wchodzimy w 50 lub 60 klatek na sekundę, obraz robi się dużo bardziej „realistyczny” – ruch jest ostry, płynny, jakbyśmy patrzyli na plan zdjęciowy na żywo albo transmisję sportową. Dla wielu osób przy filmach fabularnych wygląda to wręcz nienaturalnie, „telewizyjnie” – stąd znienawidzony przez część widzów „efekt opery mydlanej”. Pojawia się on wtedy, gdy telewizor włącza funkcję upłynniania ruchu i na bieżąco „dodorabia” dodatkowe klatki, zamieniając film 24 kl./s w coś przypominającego 50–60 kl./s. Dla sportu i programów na żywo taka płynność jest świetna, ale przy filmach fabularnych większość osób wciąż woli klasyczne 24-25 kl./s, bo to właśnie one dają ten charakterystyczny, „filmowy” sposób poruszania się obrazu.

Co potrafi ludzkie oko? Krótko o fizjologii widzenia

Wybaczcie dygresję, wracamy do częstotliwości odświeżania. Żeby lepiej zrozumieć ten parametr, musimy przebrnąć jeszcze przez odrobinę teorii. Kluczowe pojęcie to próg zlewania migotania (ang. flicker fusion threshold) – częstotliwość, przy której migoczące światło zaczyna być odbierane jako ciągłe.

  • dla typowych warunków oglądania obrazów ruchomych przyjmuje się ok. 48–60 Hz jako próg, powyżej którego migotanie przestaje być świadomie widoczne;
  • przy bardzo wysokiej jasności, ostrych krawędziach i szybkich ruchach oka człowiek może wykrywać artefakty nawet przy kilkuset Hz (np. w eksperymentach z LED-ami wykrywano skutki migotania przy ~500 Hz).

60 vs 120/144/240 Hz – co naprawdę widać?

Skoro już wiemy, czym jest częstotliwość odświeżania i że ludzkie oko wcale nie „wyłącza się” magicznie powyżej 60 Hz, to zostaje najważniejsze pytanie: jak duża jest realna różnica między konkretnymi wartościami, które widzisz w specyfikacji – 60, 90, 120, 144 czy 240 Hz? Tu wchodzimy w terytorium odczuć.

60 Hz vs 90/120 Hz

Wartości 90 i 120 Hz subiektywnie poprawiają płynność przewijania i zmniejszają „szarpanie” podczas użytkowania smartfona, w porównaniu z 60 Hz. Różnica między 90 a 120 Hz w typowych zadaniach (czytanie, scrolling, proste interakcje) jest już znacznie mniej odczuwalna.

Przejście z 60 na 90/120 Hz jest dla większości osób bardzo wyraźne – przewijanie i animacje są „bardziej płynne”, litery mniej „rozmazują się” w ruchu, a gry FPS odczuwalnie zyskują.

120 Hz vs 144 Hz vs 240 Hz

Przy wyższych wartościach wchodzimy w strefę „robi różnicę, ale zależy komu”. Jedno z nowszych badań nad grami FPS przeprowadzili Haoshen Qin i Zixian Zhu z University of Florida (2024). W eksperymencie z udziałem 26 graczy badali ich wyniki w komercyjnej strzelance przy pięciu ustawieniach odświeżania: 30, 60, 120, 144 i 240 Hz. Mierzono wynik punktowy, celność i subiektywne odczucie płynności. Wnioski były dość trzeźwiące: 30 Hz wyraźnie pogarszało wyniki i ocenę rozgrywki, ale między 60, 120, 144 i 240 Hz nie było istotnych statystycznie różnic ani w wyniku, ani w celności – przynajmniej u przeciętnych, nieprofesjonalnych graczy.

Autorzy sugerują wprost, że powyżej pewnego progu (około 60–120 Hz) korzyści zaczynają się stabilizować, a różnice między 120, 144 i 240 Hz są trudne do uchwycenia w twardych danych, nawet jeśli część graczy deklaruje, że „czuje” wyższe Hz.

W praktyce można to streścić tak:

  • 60 → 120 Hz – duży, zwykle łatwo zauważalny skok płynności,
  • 120 → 144 Hz – różnica niewielka, często ledwo wyczuwalna,
  • 144 → 240 Hz – korzyści głównie dla bardzo wyczulonych użytkowników i e-sportowców, a nie dla każdego gracza.

Czy Twój wzrok „odczuje” wyższe Hz w normalnej pracy? Przeglądanie, pisanie, social media

Przy codziennym używaniu telefonu czy laptopa wyższa częstotliwość odświeżania przekłada się głównie na płynniejsze przewijanie i mniej rozmycia w ruchu. Gdy porównujemy 60, 90 i 120 Hz, użytkownicy wyraźnie wolą 90 i 120 Hz przy scrollowaniu – obraz mniej „szarpie”, tekst łatwiej da się śledzić wzrokiem – ale różnica między 90 a 120 Hz jest już nie tak duża. W praktyce: na pewno poczujesz przeskok z 60 na 90/120 Hz, natomiast z 120 na 144/240 Hz – raczej nie, szczególnie jeśli tylko czytasz, piszesz i przeglądasz internet.

Gaming (FPS-y i wyścigi)

W grach wyższe Hz faktycznie obniżają opóźnienie „myszka/pad → obraz” i poprawiają subiektywną płynność celownika czy kamery, dlatego gracze tak lubią 120/144 Hz. Trzeba jednak pamiętać, że wysoki wskaźnik odświeżania wcale nie musi poprawić Twoich wyników w grach. 120/144 Hz to sensowny upgrade względem 60 Hz, natomiast 240 Hz ma sens głównie dla bardzo wyczulonych graczy, którzy rzeczywiście wyciągają 200+ FPS.

Czy wyższa częstotliwość odświeżania jest „zdrowsza” dla oczu?

Dla komfortu oczu sporo zależy od technologii ekranu. W starych monitorach CRT niska częstotliwość odświeżania (50–60 Hz) oznaczała wyraźne migotanie i szybkie zmęczenie wzroku, więc podbijanie Hz realnie pomagało. W nowoczesnych LCD i OLED-ach obraz jest wyświetlany w trybie „sample-and-hold” – piksel świeci cały czas przez całą klatkę, więc typowego migotania jak w CRT po prostu nie ma, a częstotliwość odświeżania wpływa bardziej na rozmycie ruchu i responsywność niż na samo „mruganie” ekranu.

Wyższa częstotliwość odświeżania sprawia, że ruch na ekranie zostawia mniejszą „smugę” – tekst i okna przy przewijaniu są wyraźniejsze. Dla części osób oznacza to po prostu mniej zmęczone oczy przy długim scrollowaniu. Warto jednak pamiętać, że to nie rozwiązuje wszystkich problemów. Niektóre ekrany sterują jasnością za pomocą PWM – zamiast świecić równomiernie, bardzo szybko włączają i wyłączają podświetlenie. Dla wrażliwych osób takie „migotanie” może być męczące, niezależnie od tego, czy ekran ma 60, 120 czy 240 Hz. Dlatego wysoka częstotliwość odświeżania nie jest magicznym lekiem na zmęczone oczy – pomaga przy ruchu, ale o komforcie dużo bardziej decydują: dobrze dobrana jasność, sensowny kontrast, wygodna pozycja przy biurku i regularne robienie przerw od ekranu.

Kiedy warto dopłacić do 120/144/240 Hz?

Jeśli masz ograniczony budżet, najprościej przyjąć taką zasadę: z 60 na 120/144 Hz warto dopłacić, z 120/144 na 240 Hz – tylko w bardzo konkretnych przypadkach. Wyższa częstotliwość odświeżania ma sens głównie wtedy, gdy grasz w szybkie FPS-y, battle royale czy wyścigi, Twój sprzęt realnie wyciąga wysokie FPS-y (100+), a Ty zauważasz różnicę w płynności i responsywności.

Do zwykłej pracy biurowej, grania „od czasu do czasu” i oglądania filmów, ekran 120 Hz jest już maksimum, którego większość osób potrzebuje, a 60 Hz w dobrym monitorze nadal będzie w porządku, jeśli nie przeszkadza Ci obecny obraz (dopiero po przesiadce nie ma już powrotu ?).