Problem polega na tym, że wielowariantowa i wielowektorowa gra jest czymś, co opinia publiczna — szczególnie ta niewyrobiona jej część — przyjmuje znacznie mniej chętnie niż proste odpowiedzi. I dlatego, jakkolwiek w dalszej części tekstu roić się będzie od znaków zapytania, a nie wykrzykników, to wykrzyknik można postawić po zdaniu następującym. Rok 2026 będzie również w naszym kraju rokiem demagogów i oszustów.

W tym przede wszystkim tych prorosyjskich lub antyzachodnich, co w naszym wypadku skądinąd coraz wyraźniej na jedno wychodzi. Sprzyjać temu będzie niestety głupota i zacietrzewienie tradycyjnych sił politycznych.

W wypadku Polski wzrostowi kremlowskich narracji i w konsekwencji popularności partii rosyjskiej sprzyjać będzie głupota i zacietrzewienie z jednej strony liberalnych elit, a z drugiej usilnie usiłujących przekonywać Polaków, że elitami nigdy nie były, elit prawicowych.

Upartyjnienie znacznej części mediów zarówno po prawej, jak i po liberalnej stronie, niestety oznaczać będzie, że media nie będą tamą dla pożytecznych idiotów Kremla.

W czerwcu Stany Zjednoczone obchodzić będą 250. rocznicę podpisania Deklaracji Niepodległości. Będzie to doskonała okazja, by zobaczyć, czy amerykański projekt nadal ma ową unikalną dla Stanów Zjednoczonych umiejętność samoodnowy i samonaprawy, czy też USA pod rządami pogrążającego się w narcyzmie i starczym uwiądzie Donalda Trumpa zaczną zamieniać się w państwo, jeśli nie wprost quasi autorytarne, to być może już quasi demokratyczne.

Donald TrumpAARON SCHWARTZ / POOL / PAP

Donald Trump

W 2026 r. dowiemy się też, czy tradycyjny amerykański establishment zdoła powstrzymać dryf Stanów Zjednoczonych w kierunku Rosji i również Chin, czy też jednak Stany Zjednoczone pozostaną liderem Zachodu rozumianego jako wspólnota państw, które łączą nie tylko interesy, ale również wartości.

Chiny z kolei staną przed wyborem, czy korzystając z faktu, iż wojna celna Trumpa z Pekinem okazała się klęską, a Stany Zjednoczone stają się coraz bardziej osamotnione, zaryzykować i zająć Tajwan, czy też raczej, trzymając się klasycznej chińskiej metody prowadzenia polityki zagranicznej, czekać, aż Stany Zjednoczone osłabną tak bardzo, aż Tajwan nie będzie miał innego wyjścia i zgodzi się na tych lub innych warunkach połączyć z Chinami.

Kluczowa rola Europy

Wojna w Ukrainie w 2026 r. nie skończy się porażką Ukrainy, ale nie skończy się też na szczęście zwycięstwem Rosji. Tym, czego nie wiemy, jest to, czy się w ogóle skończy, czy też Władimir Putin, który posłał już na śmierć między 150 a 300 tys. Rosjan, zdecyduje się czynić to dalej.

Dobrą wiadomością jest to, że jeśli stanie się to drugie, to jakkolwiek Ukraina zapłaci za to wysoką cenę, wykrwawiać będzie się też Rosja. Z naszego punktu widzenia, im bardziej się zaś Rosja wykrwawi, tym lepiej. Moskwa ani bowiem w 2026 r. ani w latach kolejnych nie będzie niczym innym jak faszystowskim nowotworem narosłym na naszym kontynencie.

Władimir PutinContributor/Getty Images / Getty Images

Władimir Putin

Tym, co daje nadzieję, jest fakt, że jak wszystko na to wskazuje, w końcu zrozumiała to Europa, która wspiera Ukrainę i już w ogromnym stopniu zastąpiła w tym dziele Amerykanów. To dzięki Europie w 2026 r. Ukrainie nie skończą się pieniądze na wojnę.

Równocześnie jednak w 2026 r. zapewne dalej mogą rosnąć w siłę ruchy polityczne w Europie, które są Rosji życzliwe. Tyle, że kolejne wybory parlamentarne w Niemczech odbędą się dopiero w roku 2029, a prezydenckie we Francji w 2027 r.

W wypadku Paryża możliwy jest oczywiście upadek kolejnego rządu i przedterminowe wybory parlamentarne, ale francuska konstytucja powoduje, że Francją aż do maja 2027 r. rządzić będzie Emmanuel Macron, a nie ten, czy inny rząd.

W Wielkiej Brytanii z kolei rosnąca w siłę Partia Reform Nigel Farage’a może wygrać, ale tylko wybory samorządowe, które mogą, ale nie muszą, być prognostykiem przed wyborami parlamentarnymi.

Nigel FarageLeon Neal / Staff / Getty Images

Nigel Farage

2026 r. będzie rokiem bardzo trudnym, w którym zło mieszać się będzie z dobrem

2026 r. będzie również testem dla Unii Europejskiej, w tym przede wszystkim dla liberalnych elit w UE. Kluczowe pytanie sprowadzać się będzie do tego, czy UE i jej elity są w stanie zerwać z ideologicznym zaczadzeniem i polityczną poprawnością i dokonać korekty kursu na przykład w odniesieniu do polityki energetycznej, która jeśli nic się nie zmieni, klimatu nie zbawi, za to będzie zbawienna dla europejskiej skrajnej prawicy (bo doprowadzi ją do władzy).

Europa będzie musiała też w końcu zdecydować, czy pozwoli amerykańskim korporacjom, w tym przede wszystkim Facebookowi i X (d. Twitterowi) wysadzić w powietrze europejską demokrację. Dokładnie to bowiem obydwa te portale czynią, pozwalając kwitnąć rosyjskim farmom trolli i prorosyjskim botom.

Elon Musk, właściciel platformy XFrederic Legrand – COMEO / Shutterstock

Elon Musk, właściciel platformy X

Tak jak europejski mainstream będzie musiał zdecydować, czy jest w stanie zacząć myśleć politycznie, tak prawica — w tym również ta polska — będzie musiała zdecydować, czy zamierza pójść drogą Giorgii Meloni, czy też wybierze romans z ekstremizmem i stanie się przez to, mówiąc wprost, wrogiem demokracji.

Jednym z ekstremizmów, które w 2026 r. będą się miały niestety świetnie, będzie antysemityzm. Tym, co różni obecną sytuację od tej z przeszłości jest to, że jakkolwiek mylenie krytycyzmu w stosunku do Izraela z nienawiścią wobec Żydów jest wyrazem po pierwsze moralnej ślepoty, a po drugie głupoty, to zarazem po raz pierwszy być może od Holokaustu, do wzrostu antysemityzmu prowadzić będzie ustawiczne nazywanie wszelkich krytyków Izraela właśnie antysemitami.

2026 r. będzie rokiem bardzo trudnym, w którym zło mieszać się będzie z dobrem, to, co dotąd oczywiste, stanie się wątpliwe, a nasi sojusznicy będą nie zawsze postępować tak, jak powinni. Będzie to tym samym rok wymagający dojrzałości.

To, że nasze elity są niedojrzałe, wiemy od dawna. W tym roku okaże się, czy jako naród nie jesteśmy aby jeszcze mniej dojrzali niż nasze elity. Wszelkie ich grzechy to bowiem jeszcze nie powód, by wspierać rosyjską V kolumnę w Polsce i odwracać się od demokracji.

Gdyby tak się miało stać, znaczyłoby to tyle, że nasze dotychczasowe elity, przy wszystkich ich wadach, to znacznie więcej niż cokolwiek na co, jako naród, zasługiwaliśmy.