Niespełna 48 godzin po śmiałym nalocie na Caracas i zatrzymaniu wenezuelskiego przywódcy i jego żony Donald Trump rozmawiał z dziennikarzami na pokładzie Air Force One. — Kuba wygląda na gotową do upadku — ocenił prezydent. — Nie wiem, czy długo się utrzymają.

Prezydent zbył możliwość użycia sił amerykańskich do przyspieszenia upadku kubańskiego rządu, wyjaśniając, że głównym wsparciem gospodarczym Kuby była właśnie Wenezuela. — Kuba przetrwała tylko dzięki Wenezueli — przekonywał Trump.

Wielu prezydentów przewidywało upadek komunistycznych władz, jednak Hawana przetrwała rozpad ZSRR. Mimo to z wypowiedzi Trumpa jasno wynika, że jego administracja nie tylko spodziewa się zmiany reżimu w kilku krajach, ale wręcz otwarcie tego oczekuje — nawet mimo niepewności co do przyszłości Wenezueli.

„Jeśli nie będą współpracować, przeprowadzimy drugi atak”

— Nie pytajcie mnie, kto rządzi [Wenezuelą], bo to będzie kontrowersyjne — powiedział prezydent Trump do dziennikarzy. — To my rządzimy.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Na razie Trump jest gotów współpracować z Delcy Rodriguez, wiceprezydentką Wenezueli pełniącą obowiązki prezydenta. Zadeklarował, że przed przeprowadzeniem wyborówch chciałby odbudować kraj — szczególnie jego infrastrukturę naftową. Sekretarz handlu Howard Lutnick zasugerował, że przemysł stalowy i aluminiowy również może zostać ożywiony z korzyścią dla USA.

Trump powiedział, że oczekuje, iż Rodriguez i nowy rząd Wenezueli pozwolą Stanom Zjednoczonym na swobodny dostęp do kraju, by amerykańskie siły mogły pomóc w odbudowie. Dodał jednak: — Jeśli nie będą współpracować, przeprowadzimy drugi atak.

Administracja utrzymuje, że celem operacji przeciwko Maduro była w dużej mierze walka z handlem narkotykami. Trump zagroził także prezydentowi Kolumbii, Gustavo Petro, który otwarcie krytykował amerykańską operację w Wenezueli.

— Kolumbia też jest bardzo chora. Rządzi nią chory człowiek, który lubi produkować kokainę i wysyłać ją do Stanów Zjednoczonych, ale długo już tego nie będzie robił — powiedział Trump.

Brytyjski premier nie chce zupełnie podpaść Trumpowi

— Potrzebujemy Grenlandii ze względu na bezpieczeństwo narodowe. UE potrzebuje, byśmy mieli Grenlandię — powiedział także Donald Trump i to zaledwie kilka godzin po tym, jak Mette Frederiksen, duńska premierka, skrytykowała go za wcześniejsze groźby wobec arktycznej wyspy będącej autonomiczną częścią Danii. Stanowisko Frederiksen poparł Keir Starmer.

Mette Frederiksen, premier Danii, i Keir Starmer, premier UK. Kopenhaga, 2 października 2025 r.

Mette Frederiksen, premier Danii, i Keir Starmer, premier UK. Kopenhaga, 2 października 2025 r.EPA/EMIL HELMS / PAP

— Przyszłość Grenlandii należy do Grenlandii i Królestwa Danii — podkreślił brytyjski premier w rozmowie z telewizją Sky News. — Dania jest bliskim sojusznikiem europejskim, bliskim sojusznikiem w NATO, dlatego przyszłość musi należeć do Grenlandii [i] Królestwa Danii, i tylko do Grenlandii i Królestwa Danii.

Starmer balansuje na dyplomatycznej linie, starając się utrzymać dobre stosunki z Trumpem. Jednocześnie znajduje się pod presją niektórych posłów centrolewicowej Partii Pract, którzy domagają się potępienia sobotniego ujęcia Nicolasa Maduro przez amerykańskie wojsko.

Starmer odmówił odpowiedzi na pytanie, czy działania Trumpa naruszają prawo międzynarodowe, argumentując, że „jest to skomplikowana sytuacja”. Powiedział, że priorytetem powinno być „pokojowe przejście do demokracji”.

Donald Tusk apeluje o jedność Europy. „W przeciwnym razie jesteśmy skończeni”

Z kolei reakcja UE na interwencję Stanów Zjednoczonych w Wenezueli była dość zróżnicowana. Kaja Kallas, szefowa unijnej dyplomacji, wezwała do „powściągliwości” w oświadczeniu, które uzyskało poparcie 26 państw członkowskich — z wyjątkiem Węgier.

W poniedziałek Donald Tusk napisał w mediach społecznościowych, że Europa nie będzie traktowana poważnie, jeśli będzie „słaba i podzielona: ani wróg, ani sojusznik”.

„Teraz jest już jasne. Musimy w końcu uwierzyć we własną siłę, musimy nadal się zbroić, musimy pozostać zjednoczeni jak nigdy dotąd” — podkreślił. „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. W przeciwnym razie jesteśmy skończeni”.

Tymczasem Hiszpania odłączyła się od UE i dołączyła do pięciu krajów Ameryki Łacińskiej, wydając znacznie bardziej zdecydowane oświadczenie potępiające atak Waszyngtonu na suwerenność Wenezueli i wzywające do nieeksploatowania zasobów naturalnych tego kraju w związku z zapowiedzią Trumpa dotyczącą przejęcia jego pól naftowych.

Podczas gdy większość państw członkowskich UE wydała własne, ostrożnie sformułowane oświadczenia wzywające do przestrzegania prawa międzynarodowego, Włochy przyjęły bardziej przychylne stanowisko, nazywając działania wojskowe „uzasadnionymi w obliczu hybrydowych ataków na bezpieczeństwo”.

Premier Słowacji Robert Fico był jednak bezlitosny, twierdząc, że inwazja Stanów Zjednoczonych na Wenezuelę jest „kolejnym dowodem na załamanie się porządku światowego”, a w poniedziałkowym poście na Facebooku premier Węgier Viktor Orban stwierdził, że „liberalny porządek światowy ulega rozpadowi”.