Spekulacje podsycił wpis Katie Miller na X [dawniej Twitterze], żony zastępcy szefa sztabu i głównego doradcy Trumpa Stephena Millera oraz byłej rzeczniczki Departamentu Efektywności Rządowej (DOGE), kierowanego niegdyś przez Elona Muska. Kilka godzin po aresztowaniu przywódcy Wenezueli Nicolasa Maduro Miller udostępniła mapę, na której Grenlandia jest przedstawiona w kolorach flagi narodowej Stanów Zjednoczonych. Dołączyła do niej napis: „SOON” [„WKRÓTCE”].

Grenlandia jest obszarem bogatym w surowce mineralne, dlatego jest łakomym kąskiem i dla USA, i Rosji, i Chin. Jeden ze scenariuszy zakłada, że wyrażając zainteresowanie olbrzymią wyspą, Donald Trump może chcieć wymusić na Danii większe zbrojenia i ochronę obszaru. Tyle że podejście amerykańskiego prezydenta jest dużo bardziej pragmatyczne. I to już nie są dobre wiadomości.

Niedługo potem Trump sam dodał swój komentarz. W niedzielnym wywiadzie dla magazynu „The Atlantic” zapytany o to, co operacja wojskowa w Wenezueli oznacza dla Grenlandii, która jest w dużej mierze autonomiczna, ale należy do Danii, odpowiedział jednoznacznie. „Naprawdę nie wiem. Ale potrzebujemy Grenlandii, bezwzględnie. Potrzebujemy jej do obrony” — czytamy. Zasugerował, że w przyszłości inne kraje również mogą stać się celem interwencji USA.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

W niedzielę wieczorem, podczas lotu do Waszyngtonu samolotem „Air Force One”, ponownie potwierdził swoje roszczenia. Wyspa jest otoczona przez rosyjskie i chińskie statki, a Dania „nie jest w stanie” jej chronić. Trump ogłosił, że „za około dwa miesiące zajmie się Grenlandią„, a następnie bez ogródek wyśmiał duński rząd.

Trump domaga się „pełnego dostępu” do ropy w Wenezueli, grozi Kolumbii i wyśmiewa Danię

„Wiecie, co ostatnio zrobiła Dania? Aby wzmocnić bezpieczeństwo w Grenlandii, dodali jeszcze jeden psich zaprzęg. To prawda. Uznali, że to świetne wzmocnienie” — wyśmiewał partnera z NATO. W zeszłym roku Kopenhaga podjęła decyzję o inwestycjach wojskowych w wysokości równowartości 2 mld euro [ok. 8,4 mld zł, według obecnego kursu walut] na zbrojenia w Arktyce.

Między innymi planowane jest wysłanie dwóch jednostek psich zaprzęgów, ale także kilku okrętów wojennych w kierunku Grenlandii, a także wzmocnienie zdolności satelitarnych na wyspie. Szczególnie bolesne dla duńskiej obrony może być to, że w 2003 r. kraj ten, jako część koalicji chętnych, poparł inwazję USA na Irak, w wyniku której życie straciło ponad 50 duńskich żołnierzy.

„Koniec z fantazjami o aneksji”

Reakcja duńskiego rządu była odpowiednio ostra. W pisemnym oświadczeniu premier Mette Frederiksen stwierdziła, że „nalega na Stany Zjednoczone, aby zaprzestały groźbom wobec historycznie bliskiego sojusznika oraz innego kraju i narodu, które bardzo wyraźnie dały do zrozumienia, że nie są na sprzedaż”. Dodała, że „absolutnie absurdalne jest twierdzenie, że Stany Zjednoczone powinny przejąć kontrolę nad Grenlandią”.

Szef rządu Grenlandii Jens-Frederik Nielsen określił zdjęcie opublikowane przez Millera jako „brak szacunku” i ponownie podkreślił, że kraj nie jest na sprzedaż. Kilka godzin później, po wypowiedziach Trumpa w „Air Force One”, Nielsen najwyraźniej stracił cierpliwość. „Wystarczy już tego” — napisał w kolejnym poście. „Nasz kraj nie jest przedmiotem retoryki mocarstwa. Jesteśmy narodem. Krajem. Demokracją. Należy to szanować”.

Grenlandia jest otwarta na dialog, kontynuował Nielsen. „Ale musi to odbywać się poprzez odpowiednie kanały i z poszanowaniem prawa międzynarodowego. Żadnych dalszych nacisków. Żadnych dalszych sugestii. Żadnych dalszych fantazji o aneksji”.

Również duński ambasador w USA, Jesper Moller Sorensen, zabrał głos na X i wezwał Trumpa do poszanowania integralności terytorialnej Grenlandii i Danii. „Tylko przyjazne przypomnienie dotyczące USA i Królestwa Danii: jesteśmy bliskimi sojusznikami i jako tacy powinniśmy nadal współpracować” — zaapelował dyplomata.

Szefowie rządów innych krajów nordyckich demonstracyjnie poparli rząd duński. „Tylko Dania i Grenlandia mają prawo decydować o sprawach dotyczących Danii i Grenlandii” — poinformował na przykład premier Szwecji Ulf Kristersson. „Szwecja w pełni popiera swojego sąsiada”.

Minister spraw zagranicznych Niemiec Johann Wadephul powiedział w poniedziałek w radiu Deutschlandfunk, że europejska spójność w sprawie Grenlandii jest „całkowicie jasna”. Jest się gotowym do rozmów z Trumpem na temat sytuacji bezpieczeństwa w Arktyce, na którą słusznie zwrócił uwagę prezydent USA. „Ale to oczywiście nie ma żadnego wpływu na kwestie integralności terytorialnej Grenlandii i Danii” — powiedział Wadephul.

Trzy możliwe scenariusze dla Grenlandii

Jak dotąd obserwujemy typową dynamikę, która była tak często widoczna w ostatnich miesiącach: Trump ponownie atakuje Grenlandię, rządy w Kopenhadze i Nuuk odrzucają te ataki i podkreślają suwerenność wyspy, a europejscy partnerzy wyrażają swoją solidarność.

Jednak interwencja wojskowa USA w Wenezueli wyraźnie zmieniła postrzeganie sytuacji. Nagle sytuacja, w której Trump próbuje zrealizować swoje ambicje wobec Grenlandii, nie wydaje się już abstrakcyjnym ryzykiem, ale realnym zagrożeniem. Wyłaniają się trzy możliwe scenariusze.

Po pierwsze, w najlepszym przypadku prezydent USA wykorzystuje groźbę ataku jedynie do zmiany sytuacji w Grenlandii zgodnie ze swoimi wyobrażeniami. Oznacza to wymuszenie dalszego zbrojenia wyspy przez Danię, a być może także przez NATO, aby zademonstrować większą obecność i siłę w regionie arktycznym, który coraz bardziej staje się przedmiotem zainteresowania geostrategicznego.

Można to jednak osiągnąć już na podstawie istniejącego od dziesięcioleci porozumienia bezpieczeństwa, o którym wspomniała również premier Frederiksen w swoim oświadczeniu: Stany Zjednoczone są już reprezentowane przez bazę wojskową w Grenlandii i mogą bez problemu rozszerzyć swoją obecność w porozumieniu z Danią.

Po drugie, innym celem, który może być dla Trumpa najważniejszy, jest dostęp do surowców, które prawdopodobnie znajdują się w Grenlandii i wokół niej. Prezydent USA, zgodnie ze swoją mentalnością dealmakera, może dążyć do zawarcia porozumienia, które zapewni mu szerokie prawa do korzystania z zasobów takich jak ropa, gaz i metale ziem rzadkich.

Po trzecie, możliwe jest również, że rząd USA chce poprzez swoje działania wymusić przyłączenie Grenlandii do Stanów Zjednoczonych. Wskazuje na to mianowanie Jeffa Landry’ego, gubernatora stanu Luizjana, na specjalnego wysłannika do Grenlandii, ogłoszone przez Trumpa w grudniu ub.r. Stany Zjednoczone kupiły dzisiejszą Luizjanę i inne terytoria od Francuzów w 1803 r.

Obecnie prawo międzynarodowe zabrania sprzedaży suwerennego terytorium bez zgody zamieszkującej je ludności. Trump mógłby jednak zwiększać presję, dopóki Kopenhaga i Nuuk nie zgodzą się na referendum w sprawie przyszłości wyspy. Dotychczasowe sondaże pokazują, że przeważająca większość mieszkańców Grenlandii jest przeciwna przyłączeniu się do Stanów Zjednoczonych.

W zeszłorocznych wyborach parlamentarnych zwyciężyły partie, które wyraźnie sprzeciwiły się planom Trumpa i dążą do długoterminowej niepodległości wyspy. Jednak Waszyngton najwyraźniej już pracuje nad zmianą nastawienia mieszkańców Grenlandii. W zeszłym roku duńskie media doniosły, że pracownicy rządu USA na Grenlandii celowo próbują pozyskać zwolenników planu Trumpa.

Jeśli działania te nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, nie można wykluczyć ataku militarnego na wzór akcji w Wenezueli, którego skutki są trudne do przewidzenia. Jedno jest pewne: pozostawiona sama sobie armia duńska nie miałaby żadnych szans w starciu z potężnymi Stanami Zjednoczonymi. Minister spraw zagranicznych Wadephul podkreślił w poniedziałek, że Grenlandia „zasadniczo powinna być broniona przez NATO”, ponieważ należy do państwa członkowskiego Danii.

Zależność Europy

Inwazja na terytorium NATO spowodowałaby faktycznie uruchomienie klauzuli sojuszu, a tym samym wsparcie militarne ze strony innych członków. Jednak traktaty nie regulują wyraźnie, co się stanie, jeśli agresorem jest państwo członkowskie NATO. Z kolei Grenlandia już kilkadziesiąt lat temu wystąpiła z UE, co w takim przypadku podważa przynajmniej ważność europejskiej klauzuli pomocy.

Do tego dochodzi duża zależność militarna Europy — i Ukrainy zaatakowanej przez Rosję — od USA, a także bliskie stosunki gospodarcze, które sprawiają, że ewentualne sankcje byłyby niezwykle kosztowne, a już teraz każda reakcja na działania Trumpa staje się dyplomatycznym balansowaniem. Nie jest więc wcale jasne, jak w sytuacji kryzysowej wyglądałaby pomoc, którą państwa europejskie wielokrotnie zapewniały Danii.

„Ewentualna interwencja USA w Grenlandii stanowi obecnie największe zagrożenie dla sojuszu transatlantyckiego oraz spójności w ramach NATO i UE” — pisze na LinkedIn Mujtaba Rahman, dyrektor zarządzający na Europę w firmie badawczo-doradczej Eurasia Group zajmującej się ryzykiem politycznym. „Być może nawet większe niż zagrożenie wynikające z rosyjskiej inwazji na Ukrainę”.