Niekończąca się wojna i triumfalny blitzkrieg

Niezdolność do pokonania Ukrainy, na którą w Rosji początkowo w ogóle nie było w zwyczaju patrzeć poważnie, mocno uderzyła w samoocenę rosyjskiego „patriotycznego” środowiska. Niezwykle ciężka, krwawa i niekończąca się kampania, trwająca już niemal tyle co wielka wojna ojczyźniana (okres II wojny światowej po napaści III Rzeszy na ZSRR — belsat.eu), wyczerpała zapasy imperialnego patosu i poczucia własnej wielkości wśród szerokich mas Rosjan. Dawny butny nastrój demonstrują dziś już tylko propagandyści, którym za to się płaci.

  • Jakie były skutki operacji schwytania Maduro dla Rosji?
  • Kto został głównym przegranym w związku z wydarzeniami w Wenezueli?
  • Jakie zmiany w stosunku elit do Putina mogą nastąpić?
  • Jakie konsekwencje dla władzy Putina mogą wyniknąć z niepowodzenia w Wenezueli?

Błyskotliwy sukces Amerykanów, którzy na przykładzie Wenezueli pokazali, jak naprawdę powinna wyglądać „specjalna operacja wojskowa”, jeszcze bardziej demoralizuje mieszkańców Rosji: zarówno zwykłych ludzi, jak i elity.

Zbyt uderzający okazał się kontrast między niezwykłą skutecznością wojsk i służb specjalnych USA a porażającą nieefektywnością ich rosyjskich odpowiedników. Tu nawet trudno powiedzieć, czy w ogóle można ich nazywać odpowiednikami — jakby występowali w zupełnie różnych kategoriach wagowych. Tym bardziej że amerykański sukces w Caracas nałożył się na świeże i bardzo bolesne wpadki rosyjskich wojskowych, którzy zdążyli się pochwalić zdobyciem odbitego potem przez Ukraińców Kupiańska oraz wiadomościami o rzekomej likwidacji dowódcy [walczącego po stronie Ukrainy — belsat.eu] Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego Denisa Kapustina.

Potężny cios zadano także osobistemu wizerunkowi Władimira Putina. Główna przyczyna jest ta sama: podwładni Trumpa okazali się o rząd wielkości skuteczniejsi niż przedstawiciele systemu, który jego rosyjski odpowiednik budował przez długie lata.

Ponadto Maduro był jednym z najważniejszych sojuszników Moskwy, a sposób, w jaki Trump się z nim rozprawił, demonstruje zarówno jawny brak respektu dla interesów tej ostatniej, jak i jej niezdolność do przeciwstawienia się czemukolwiek Waszyngtonowi.

Rok temu Rosja straciła Asada, potem Amerykanie wspólnie z Izraelem rozgromili irańskich ajatollahów, a teraz — Maduro. Porażek jest coraz więcej.

Piach w tryby systemu Putina

Nie mniej — a być może nawet bardziej — ważnym skutkiem wydarzeń wenezuelskich będzie zmiana stosunku elit do Putina. Analizując to, co się stało, najbliższe otoczenie rosyjskiego prezydenta może dojść dziś do wniosku, że w pewnym momencie być może trzeba będzie się go pozbyć — jeśli stanie się całkowicie nieprzewidywalny.

Jak wiadomo, w grudniu Maduro odrzucił żądanie Trumpa, by ustąpić ze stanowiska i udać się na emigrację do Turcji. Jak teraz stało się jasne, dla wenezuelskiego przywódcy była to ostatnia szansa. Zmarnował ją.

A co z Putinem, który uparcie odmawia zakończenia wojny i coraz bardziej irytuje Trumpa — czy mamy pewność, że zachowuje się bardziej do rzeczy? A może on również już zmarnował swoją szansę? Czy nie lepiej więc wydać go Amerykanom albo na przykład Brytyjczykom, w zamian za przyzwoite warunki dla pozostałych członków rosyjskiego establishmentu? Bo później nikt już z nimi w ogóle nie będzie rozmawiał. Trzeba brać, skoro dają.

Putin nie może być pewien, że w głowach jego otoczenia nie zagnieździły się podobne do opisanych powyżej myśli. Maduro przecież także ufał swojemu otoczeniu, a tymczasem w jego łonie dojrzewał spisek i toczyły się tajne negocjacje z Amerykanami.

Biorąc pod uwagę niezwykle trwożliwe podejście rosyjskiego prezydenta do własnego bezpieczeństwa, poziom jego nieufności teraz wzrośnie. I to również jest ważna konsekwencja tego, co się wydarzyło. Im wyższy w systemie jest poziom nieufności, tym trudniej mu funkcjonować. Rośnie stopień tajności, ogranicza się dostęp ludzi do informacji, zwiększa się liczba uzgodnień wymaganych przy podejmowaniu najprostszych decyzji — słowem, narasta stopień zbiurokratyzowania systemu. Jakby do jego mechanizmów wsypywano piasek.

Władimir Putin spotyka się z prezydentem Wenezueli Nicolásem Maduro w Moskwie, 7 maja 2025 r. Zdjęcie: Siergiej Bobylow / Host photo-RIA Novosti / Pool / Anadolu via Getty ImagesPartner Belsat.pl

Władimir Putin spotyka się z prezydentem Wenezueli Nicolásem Maduro w Moskwie, 7 maja 2025 r. Zdjęcie: Siergiej Bobylow / Host photo-RIA Novosti / Pool / Anadolu via Getty Images

Przegrani: Sieczin i Patruszew

Za głównych przegranych ostatnich wydarzeń z punktu widzenia wewnątrzelitarnych układów w Rosji można uznać Igora Sieczina (szefa państwowej firmy naftowej Rosnieft) i Nikołaja Patruszewa (dyrektora Federalnej Służby Bezpieczeństwa). Jest powszechnie wiadome, że to właśnie oni odpowiadali w Rosji za kierunek wenezuelski. Pierwszy — za ogromne inwestycje finansowe, które mogą teraz przepaść, drugi — za bezpieczeństwo sojusznika, którego nie zapewnił w najbardziej haniebny sposób.

Jednak chodzi nie tylko o to. Rzecz w tym również, że Maduro znajduje się teraz w rękach Amerykanów i nie wiadomo, co interesującego opowie im o swoich byłych rosyjskich partnerach i ich operacjach.

Sieczin i Patruszew są liderami „jastrzębiego” obozu i głównymi ideologami prochińskiego kierunku rosyjskiej polityki zagranicznej [„strategia energetycznej miski ryżu” — określona tak przez Sieczyna polityka polegająca na pozycjonowaniu Rosji jako głównego dostawcy surowców energetycznych do Chin — belsat.eu]. Dlatego Amerykanie z przyjemnością wykorzystają zdobyte informacje przeciwko tym dwóm dżentelmenom. Z tego powodu ich osłabienie może mieć bardzo poważne konsekwencje dla przyszłości Rosji.

Putin oczywiście powinien był zgodzić się na warunki Trumpa i zakończyć wojnę na Ukrainie przed aresztowaniem Maduro. Teraz negocjacje będą się toczyć w mniej korzystnych dla Kremla warunkach: Trump wraca z tarczą. Obóz Putina jest zdemoralizowany i istnieje ryzyko, że każdy przejaw „odklejenia” Putina popchnie kogoś z wewnętrznego kręgu w stronę rozważań o „scenariuszu wenezuelskim”. Do tego wszelkie ustępstwa będą teraz interpretowane w mniej korzystnym dla Putina świetle. „Aha! — powiedzą. — Przestraszył się!”.

Abbas Gallamow dla vot-tak.tv, jb/ belsat.eu

Autor jest rosyjskim politologiem mieszkającym na emigracji, który opuścił Rosję po napaści Ukrainę. W 2008-2010 pracował dla rosyjskiego rządu jako autor przemówień Władimira Putina, który w tym czasie zajmował stanowisko premiera.