Tajlandia sprawdza swoje pancerne siły nie tylko na poligonach. Są one wykorzystywane także w realnym konflikcie – w starciach z oddziałami lądowymi Kambodży, które toczą się na odcinku ok. 200 km na ich wspólnej granicy. Obecna eskalacja nastąpiła po załamaniu się kruchego rozejmu wynegocjowanego w lipcu 2025 r. przy udziale premiera Malezji Anwara Ibrahima i prezydenta USA Donalda Trumpa.
„Żołnierze i oficerowie zaznajomieni z funkcjonowaniem tego czołgu informują, że VT-4 często ulega awariom zarówno podczas szkoleń, jak i działań operacyjnych” – podaje Defence Blog.
Wśród największych problemów VT-4 wymieniono działanie działa głównego (stanowi je gładkolufowa armata kal. 125 mm), które zawodzi podczas długotrwałego ognia. Załogi zgłaszają niską trwałość luf. Poza tym narzekają na systemy elektroniczne i silnik, które również przedstawiane są jako „elementy podatne na awarie”, a także na boczny pancerz odstający od oczekiwań wobec nowoczesnego czołgu.
Tajlandia zaczęła rozbudowywać swoją armię o czołgi VT-4 produkowane przez chińskie NORINCO w 2017 roku, stając się pierwszym zagranicznym użytkownikiem tych maszyn.
Co ciekawe, chińskie czołgi zdecydowano się zamówić z powodu opóźniających się dostaw ukraińskich T-84 Opłot-M. Kilkadziesiąt takich maszyn dotarło jednak do Tajlandii i też służy w tamtejszej armii, ciesząc się znacznie lepszymi opiniami.
„Na podstawie doświadczeń z terenu, niektórzy oficerowie nieformalnie zalecali większe poleganie na jednostkach wyposażonych w czołgi Patton i Opłot-M w wymagających zadaniach, powołując się na przewidywalne osiągi i łatwiejszą konserwację” – dodaje Defence Blog.