W ostatnich latach Rosja chwaliła się przed światem szeroką gamą nowego, w teorii ultranowoczesnego sprzętu bojowego. Na tej liście można umieścić czołgi T-14 Armata, myśliwce Su-57 i Su-75, system rakiet hipersonicznych Awangarda czy systemy obrony przeciwlotniczej S-500. Ile z szumnych zapowiedzi dotyczących bojowych możliwości tych konstrukcji ma pokrycie w rzeczywistości? O tym wiedzą tylko na Kremlu, natomiast mając na uwadze „sukcesy” Rosjan w Ukrainie, można by się spodziewać, że na froncie pojawi się większość tego uzbrojenia. W rzeczywistości wygląda to zgoła inaczej i siły Putina wciąż opierają swoje działania głównie na sprzęcie z czasów ZSRR.
Dobitnie widać to na kilku polach.
Najbardziej wyrazistym przykładem jest lotnictwo. W atakowaniu Ukrainy prym wiedzie przecież samolot MiG-31, który wchodził do służby w 1980 r. Nie może to jednak dziwić, gdy spojrzymy sobie na losy nowych rosyjskich samolotów bojowych, w tym choćby lekkiego myśliwca MiG-35.
Samolot ten został oficjalnie pokazany w 2007 r., podczas targów lotniczych w Indiach. Wybór Indii jako miejsca, gdzie po raz pierwszy pokazano tę konstrukcję, nie był zresztą przypadkowy. Nowa maszyna miała bowiem stanąć w szranki z całą gamą innych samolotów bojowych, w tym Eurofighterami Typhoon, F/A-18 Super Hornet czy JAS 39 Gripen, rywalizującymi o kontrakt indyjskiej armii na zakup 126 wielozadaniowych myśliwców.

Na zdjęciu przedprodukcyjna wersja MiG-a 35Rosyjskie Ministerstwo Obrony
Teoretycznie rosyjska konstrukcja była jednym z faworytów tej biznesowo-technologicznej potyczki, jako że już w tamtym czasie Indie i Rosja od lat miały bardzo bliskie relacje w zakresie wspólnej produkcji i handlu bronią.
Zresztą, ta kooperacja trwa do dzisiaj, choć i tutaj Moskwa ma ostatnio pewne problemy, że wspomnimy tylko nieudaną próbę wepchnięcia indyjskim władzom najnowszych rosyjskich myśliwców Su-57.
Ostatecznie MiG-35 przegrał jednak tamtą rywalizację. Wynikało to głównie z niedociągnięć samolotu w zakresie jego silników RD-33M i systemu radarowego, które nie spełniły wymogów indyjskiej armii. Rosjanie wyciągnęli wnioski z tamtej porażki i później ulepszyli silniki myśliwca, dzięki czemu np. nie wydzielają już one dymu.
Gdy ten plan spalił na panewce, już dwa lata później, w 2013 r., dowiedzieliśmy się, że ratunkiem dla myśliwca będzie prawdopodobnie sama rosyjska armia, która wyraziła wstępne zainteresowanie pozyskaniem samolotów. Rządowe testy maszyny miały rozpocząć się w 2017 r., a plan Kremla zakładał rzekomo kupno co najmniej 170 takich konstrukcji. Plany w zakresie produkcji były zatem naprawdę ambitne i początkowo wydawało się, że ich realizacja może przebiec wyjątkowo sprawnie.

MiG-35Mikhail Syritsa / Shutterstock
Już w styczniu 2017 r. koncern Mikojan zaprezentował myśliwiec MiG-35 (w wersji przedprodukcyjnej) dla rosyjskiego rządu oraz potencjalnych klientów eksportowych i trzeba przyznać, że maszyna na papierze prezentowała się naprawdę nieźle…, choć nie zabrakło w niej paru istotnych zmian w stosunku do wersji, którą pokazano w 2007 r. Przede wszystkim nie było w niej radaru typu AESA i funkcji wektorowej kontroli ciągu, co miało wynikać z chęci obniżenia kosztów samolotu i tym samym zachęcenia innych krajów do zakupu nowego MiG-a.
Z drugiej strony, w porównaniu do samolotu MiG-29, na bazie którego oparto tę konstrukcję, MiG-35 otrzymał szereg zmian i znaczących ulepszeń. Obejmują one nowy system kontroli lotu fly-by-wire (wprowadzony po raz pierwszy na myśliwcach F-16), przeprojektowany kokpit, ulepszoną awionikę oraz wsparcie dla nowej amunicji umożliwiającej myśliwcowi precyzyjne atakowanie celów na ziemi. Oprócz tego MiG-35 otrzymał nowy elektrooptyczny zasobnik celowniczo-zwiadowczy, będący elementem szerszej filozofii przyświecającej nowemu samolotowi Kremla. W porównaniu do wcześniejszych myśliwców Rosji, trzydziestka piątka miała bowiem dysponować większą autonomią w zakresie działań bojowych.
Już miesiąc później, w lutym 2017 r., koncern Mikojan poinformował o umowie na budowę dwóch przedprodukcyjnych myśliwców, które miały wziąć udział w testach samolotu. Te, rzekomo zaczęły się zaledwie kilka miesięcy później, a seryjna produkcja samolotu miała rozpocząć się w ciągu dwóch lat, czyli przed końcem 2019 r. Pierwszy kontrakt na zakup samolotów MiG-35 Rosja podpisała w sierpniu 2018 r. i obejmował on sześć takich jednostek, z czego pierwsze dwie seryjnie produkowane maszyny trafiły do rosyjskiej armii już na początku 2019 r. Wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku, ale od tamtej pory słuch o nowym MiG-u właściwie zaginął i z tego, co wiemy, obecnie w siłach Kremla znajduje się jedynie kilka takich maszyn — mówi się zaledwie o sześciu seryjnie wyprodukowanych trzydziestkach piątkach.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W swojej ostatecznej wersji MiG-35 jest jedno lub dwuosobową konstrukcją o długości 17,3 m i 12-metrowej rozpiętości skrzydeł, która rozpędza się do prędkości 2100 km na godz. i dysponuje zasięgiem 2100 km. Samolot może też wznieść się na wysokość 16 km i w porównaniu do MiG-a-29 otrzymał większą liczbę węzłów uzbrojenia. Pod dziewięcioma takimi punktami można umieścić 6,5 ton różnorodnego uzbrojenia w postaci rakiet, w tym laserowo kierowanych rakiet S-25L, pocisków powietrze-powietrze R-73 i R-77, pocisków powietrze-ziemia (w tym nowoczesnych Ch-38/Ch-38M), pocisków przeciwradarowych oraz przeciwokrętowych. Samolot może przenosić też bomby KAB-500, w tym wariant naprowadzany laserem. W swojej końcowej wersji maszyna otrzymała również radar typu AESA, będący dziś niejako standardem na polu myśliwców.
Wszystko to sprawia, że mówimy tu o konstrukcji znacząco lepszej, niż jego poprzednik, czyli MiG-29. Mimo to samolot wciąż ma ogromne problemy ze znalezieniem chętnych na jego zakup, co jest pewnie jednym z powodów, dla których MiG-35 wciąż czeka tak naprawdę na rozpoczęcie dużej seryjnej produkcji. Rosja próbowała sprzedać tę maszynę do Egiptu, Indii, Argentyny, Bangladeszu, Peru czy Malezji, ale ostatecznie żadna z tych prób nie zakończyła się sukcesem.

MiG-35 z ładunkiem bomb KAB-500Rosyjskie Ministerstwo Obrony
W międzyczasie MiG-35 stał się też jedną z ofiar sankcji nałożonych na Rosję po ataku na Ukrainę. W ich wyniku produkcja myśliwca jest utrudniona, dodatkowo Moskwa woli obecnie inwestować w już sprawdzone konstrukcje, pokroju bombowców Su-34 czy wspomnianych wcześniej samolotów MiG-31, które biorą bardzo aktywny udział w inwazji na naszego sąsiada. Dodatkowo priorytetem dla Moskwy stał się myśliwiec Su-57, który sam był targany całą gamą problemów technicznych i chyba dopiero w ostatnich miesiącach program tej maszyny zaczął wychodzić na prostą.
Co ciekawe, w maju 2025 r. rosyjskie ministerstwo obrony donosiło, że MiG-35 został wysłany do obrony Moskwy przed ukraińskimi dronami, trudno jednak zweryfikować te informacje, bo równie dobrze mogą być one zwykłą propagandą. Wszystko to sprawia, że dziś MiG-35 jest niewątpliwą rysą na wizerunku rosyjskiej zbrojeniówki. Opracowywany w sumie przez ćwierć wieku samolot nie tylko nie może znaleźć chętnych za granicą, ale i sama rosyjska armia posiada zaledwie kilka sztuk tej maszyny, która dziś wydaje się być całkowicie zapomnianą maszyną w siłach Kremla. I na razie nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić.