Czwarty etap Rajdu Dakar 2026 przyniósł kolejne fantastyczne wyniki dla polskiego, rodzinnego, prywatnego zespołu Energylandia Rally Team. Marek Goczał i Maciej Marton uplasowali się w środę na znakomitym trzecim miejscu. Tuż za nimi, na czwartej pozycji znalazł się syn Marka, Eryk Goczał jadący wspólnie z Szymonem Gospodarczykiem. Jakby tego było mało, na szóstym miejscu etap zakończyli Michał Goczał i Diego Ortega.

Energylandia Rally Team w komplecie znalazła się w ścisłej czołówce maratońskiego etapu i znów rywalizowała jak równy z równym z największymi zespołami fabrycznymi na świecie.

ZOBACZ WIDEO: Otwierają biznes w Polsce. Fabiański mówi o swojej roli

Wynik rodzinnego zespołu jest tym bardziej imponujący, że środowy odcinek specjalny miał aż 452 kilometry długości i stanowił ogromne wyzwanie – zarówno pod względem nawigacji, jak i wytrzymałości – zarówno załóg, ale też samochodów. Teraz Polacy muszą samodzielnie sprawdzić swoje Toyoty Hilux T1+ i przygotować je do czwartkowego etapu. Nie mogą bowiem liczyć na pomoc serwisu.

W ramach etapu maratońskiego załogi Energylandia Rally Team spędzą noc na pustyni, gdzie dostaną od organizatora namioty, śpiwory oraz racje żywnościowe.

– W przeszłości jakoś tak się składało, że nie mieliśmy okazji przejechać odcinka maratońskiego. Tym razem chcieliśmy przełamać tę serię, więc postanowiliśmy pojechać spokojnie, rozważnie i celem była meta. Myślę, że mieliśmy zbyt wysokie ciśnienie w oponach, więc traciliśmy na tym trochę czasu. Na mecie okazało się jednak, że wynik jest świetny. Teraz musimy wykonać przegląd aut, później odbierzemy od organizatora namioty i śpiwory i idziemy spać. W czwartek wracamy do walki – powiedział Marek Goczał, trzeci kierowca czwartego etapu Rajdu Dakar.

– To był dla mnie bardzo trudny etap. Czymś się zatrułem i miałem o poranku spore problemy żołądkowe. Poczułem się lepiej dopiero w połowie odcinka. Nasza strategia zaczyna przynosić odpowiednie efekty. Zajmujemy czwarte miejsce i awansujemy na dziewiątą pozycję w klasyfikacji generalnej całego rajdu. Jesteśmy już w miejscu, gdzie rozłożymy swoje namioty i spędzimy noc. Samochód jest w jak najlepszym porządku – musimy go tylko przejrzeć i wszystko sprawdzić i będzie gotowy na czwartek – przekazał Eryk Goczał na środku pustyni, gdzie znajduje się prowizoryczny biwak maratonu.

– To był kosmicznie trudny odcinek. Od samego początku mieliśmy bardzo skomplikowaną nawigację, a ślady mieszały się z tymi ze wtorku. Na dodatek kiedy startowaliśmy, nie było żadnych podmuchów wiatru. Kurz utrzymywał się w miejscu, jechaliśmy jak we mgle. Zdarzało nam się, że krążyliśmy i szukaliśmy waypointów. Raz musieliśmy nawet zawracać, bo pojechaliśmy złym korytem rzeki. Natomiast chyba nie tylko my mieliśmy takie problemy, bo czas jest bardzo dobry – podsumował Szymon Gospodarczyk, pilot Eryka.

– Co za dzień – piękne widoki, przyjemna jazda – było prawie idealnie. Mieliśmy małe problemy nawigacyjne i złapaliśmy jednego „kapcia”, ale na takim etapie to nic wielkiego. Nieco martwiły mnie nasze hamulce, ale zaraz sobie z tym poradzimy i w czwartek wracamy do walki. Cieszę się, bo to był bardzo długi odcinek, a my zajęliśmy wysokie szóste miejsce. Co więcej – wszyscy jesteśmy w czołówce, więc tak naprawdę nie może być lepiej – zakończył Michał Goczał.

W czwartek na zawodników czeka druga część maratonu. Skoro świt wyruszą oni w kierunku Hail. Odcinek specjalny będzie miał długość 371 kilometrów. Z mety na biwak załogi poprowadzi dojazdówka o długości 56 kilometrów.