W 2024 roku Kai Huckenbeck wywalczył 61 punktów, co pozwoliło sklasyfikować go w cyklu Grand Prix na dwunastym miejscu. Wiele wskazywało na to, że zawodnik nie dostanie szansy na kolejny sezon, ale uratował go klucz geograficzny. I choć walczył ambitnie, to poległ z kretesem. Zaledwie 42 punkty na jego koncie dały mu ostatnie miejsce w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata.
Trzeciej szansy w SGP nie dostał. – Nie spodziewałem się dzikiej karty, bo miałem ją już dwa razy z rzędu. Ostatni sezon był słabszy od poprzedniego, więc można było przewidzieć, że nie wystarczy to na kolejną – mówi otwarcie w rozmowie ze speedweek.com.
ZOBACZ WIDEO: KLŻ bez transmisji? Przewodniczący GKSŻ mówi wprost: Nie ma wielkiego zainteresowania telewizją
– Grand Prix wiąże się z ogromnym stresem, organizacją i napięciem. Dzień zawodów był bardzo długi, byłem ciągle mocno zdenerwowany i nie potrafiłem tego opanować na tyle, by rutynowo realizować swój program, tak jak w lidze, gdzie wszystko jest znacznie prostsze. Sam wywierałem na siebie presję, ale z takich sytuacji też się człowiek uczy – być może dobrze jest zrobić sobie rok przerwy. Na pewno chcę spróbować wrócić i liczę na miejsce startowe w kwalifikacjach – dodał żużlowiec.
Zawodnik Abramczyk Polonii Bydgoszcz nie ukrywa, że próbował wszystkiego, by poprawić swoje wyniki, ale to też nie pomagało, a wręcz przeciwnie. Co chwile coś przebudowywał, kupował nowe silniki, ramy i sprzęgła. Wpadał na coraz bardziej szalone pomysły, ale to wprowadzało jeszcze większy chaos.